Strona główna Kazania Droga do tronu – David Wilkerson

Droga do tronu – David Wilkerson

156
0
PODZIEL SIĘ

Według apostoła Pawła my, którzy wierzymy w Jezusa, zostaliśmy wzbudzeni z duchowej śmierci i posadzeni wraz z Nim w rzeczywistości niebiańskiej. “I nas, którzy umarliśmy przez upadki, [Bóg] ożywił nas wraz z Chrystusem i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie” (Ef. 2:5-6).

Gdzie są owe okręgi niebieskie, w których zostaliśmy posadzeni wraz z Jezusem? To nic innego, jak sala tronowa Boga, w której przebywa sam Wszechmocny, zasiadając na tronie łaski. Dwa wersety później czytamy o tym, w jaki sposób dostaliśmy się do tego wspaniałego miejsca: “Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar” (2:8).

Ta sala tronowa jest miejscem wszelkiej władzy i panowania. Stamtąd Bóg rządzi wszystkimi zwierzchnościami i mocami, kieruje sprawami ludzi. Tam w owej sali tronowej śledzi każdy ruch szatana i bada każdą myśl człowieka.

Chrystus zasiadł po prawicy Ojca. Pismo mówi, że “wszystko przez [Niego] powstało” (Jan 1:3) i że “w Nim mieszka cała pełnia Boskości” (Kol. 2:9). W Jezusie mieszka wszelka mądrość i pokój, wszelka władza i moc, wszystko czego potrzeba do prowadzenia zwycięskiego, owocnego życia, a nam dany został dostęp do tych wszystkich bogactw, które są w Chrystusie.

Paweł mówi: “Jak pewne jest to, że Chrystus został wzbudzony z martwych, tak i my zostaliśmy wraz z Nim wzbudzeni przez Ojca. I jak pewne jest to, że Jezus zasiadł na tronie chwały, tak i my zostaliśmy z Nim przeniesieni do tego chwalebnego miejsca. Skoro jesteśmy w Nim, to jesteśmy tam, gdzie On przebywa. To jest przywilej wszystkich wierzących. Oznacza on, że zostaliśmy posadzeni wraz z Nim w tych samych okręgach niebieskich, gdzie On mieszka.”

Oczywiście, świat ma pełne prawo kwestionować tę koncepcję. W jaki sposób chrześcijanin miałby przebywać w rzeczywistości niebiańskiej, żyjąc równocześnie na ziemi? Nawet wierzący przyznają, że w tym miejscu nie rozumieją Pawłowego nauczania i wyznają, że nie doświadczają tej prawdy w codziennym życiu.

Aby to zobaczyć, nie musimy posiłkować się przykładem opłakanego stanu współczesnego Kościoła – wystarczy spojrzeć na własne chodzenie z Chrystusem. Całe rzesze chrześcijan żyją w ciągłym lęku i przygnębieniu. Chodzą do kościoła, śpiewają Bogu pieśni pochwalne i świadczą o zwycięskiej mocy Bożej w ich życiu. Jednakże wielu z nich na co dzień doświadcza ciągłej huśtawki wzlotów i upadków. Są przytłoczeni światowymi troskami i zmartwieniami, a gdy stają w obliczu doświadczeń, przewracają się jak kręgle. Cała ich wiara legnie w gruzach.

Pytam was: czy taka sytuacja odzwierciedla niebiańskie życie opisywane przez Pawła? Czy przypomina choć dalekie podobieństwo tego, co nazwalibyśmy życiem w sali tronowej? Czytamy, że sam Chrystus wprowadził nas w okręgi niebieskie. Jeśli jednak tak jest, to życie wielu chrześcijan daleko odbiega od obietnic danych nam przez Boga. Pomyślcie: jeśli faktycznie żyjemy w Chrystusie, posadzeni wraz z Nim w sali tronowej niebios, to dlaczego mielibyśmy być niewolnikami własnej cielesności? Pozycja, którą mamy w Nim została nam dana nie bez powodu. Mimo to, wielu wierzących w Ciele Chrystusa nie potraktowało jej jako im przynależnej.

Przeczytajcie uważnie słowa Pawła: “(…) Jaką okazał w Chrystusie, gdy wzbudził go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie ponad wszelką nadziemską władzą i zwierzchnością, i mocą, i panowaniem, i wszelkim imieniem, jakie może być wymienione, nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym; i wszystko poddał pod nogi jego, a jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła” (1:20-22).

Większość chrześcijan nie ma trudności z uwierzeniem, że Jezus tam jest. Głosimy: “Jezus zasiada teraz na tronie, ponad wszelką władzą i zwierzchnością, daleko poza zasięgiem szatana”. Trudno nam jednak zaakceptować następującą prawdę: “[Bóg nas] wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich” (2:6). Wierzymy, że Chrystus już zasiada w niebie po prawicy Ojca. Ale nie potrafimy zaakceptować tego, że my również jesteśmy posadzeni w tej samej sali tronowej. A przecież sam Jezus powiedział: “Idę przygotować wam miejsce” (Jan 14:2) – nie tylko kiedyś tam w chwale, ale już teraz.

Dla wielu brzmi to jak fantazja lub teologiczna ułuda: “A więc uważasz, że moje życie nie musi być jedną wielką huśtawką wzlotów i upadków? Gdy wstrząsają mną kolejne próby, ja sam nie muszę być tym poruszony? Mogę stale mieć taką samą, zażyłą relację z Chrystusem?”

Tak, absolutnie tak. Paweł oświadcza: “Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios [w niebiosach – anglojęzyczny przekład KJV] w Chrystusie” (Ef. 1:3). Zauważcie, gdzie jest złożone owo błogosławieństwo: w sali tronowej. Wszystkie bogactwa Chrystusowe są tam dostępne dla nas: wytrwałość, siła, odpocznienie i stale narastający pokój.

Dlaczego zatem tylu szczerych chrześcijan nie doświadcza tych rzeczy? Czy dlatego, że nie zajęliśmy należnej nam pozycji w Chrystusie? Czy dlatego właśnie tak wiele się mówi w obecnych czasach o potrzebie przebudzenia? Czy dlatego, że rzesze wierzących po prostu nie żyją w mocy zmartwychwstania?

Paweł jasno stawia sprawę: żeby błogosławieństwa Chrystusowe mogły przepływać przez nas, musimy zasiadać z Panem w niebiańskiej sali tronowej.


W domu Bożym dzieje się dzisiaj coś bardzo złego,
co nazwałbym “awarią zasilania”.


Szatan sieje spustoszenie w domu Bożym i nikt go stamtąd nie wygania. Wręcz przeciwnie, swobodnie zwodzi wielu w ciele Chrystusa, doprowadzając dzieci Boże do rozpaczy i zamieszania, a także sprowadzając zniszczenie na sługi Boże wierne Panu od lat.

Pewien socjolog, który sam jest agnostykiem, napisał książkę na temat stanu współczesnego Kościoła. Oto, do jakiego wniosku doszedł odnośnie chrześcijan: “Zamiast żyć w innym świecie [czyli w okręgach niebieskich] wierni znacząco upodabniają się do świeckiego otoczenia (…). Praktycznie nie żyją już w sposób, o jakim mówi ich własna teologia (…). Zostali stratowani przez kulturę tego świata (…). Mowa o piekle, potępieniu, a nawet o grzechu została zastąpiona językiem zrozumienia i empatii, wystrzegającym się osądzania kogokolwiek i czegokolwiek.” Kilkadziesiąt lat temu C. S. Lewis wyraził się podobnie: “Największym wrogiem Kościoła jest ‘pełna samozadowolenia światowość’.”

Wygląda na to, że Kościół uległ zapaści, poddając się piętrzącym się wokół problemom. Mówiąc wprost, nie jesteśmy już skupieni na zwycięstwie Chrystusa czy prowadzeniu zwycięskiego życia. Jeden z symptomów tej zmiany widzę w rosnących zastępach doradców. Wielu wierzących przeniosła się z sali tronowej Boga do ich gabinetów. Dlaczego? Niewielu chrześcijan wierzy, że możliwe jest prowadzenie niebiańskiego życia w tak trudnych czasach. Zamiast podejmować walkę, uciekają do swojego doradcy, wołając: “Miałem potworny dzień. Proszę, daj mi coś, dzięki czemu będę mógł przeżyć dzień jutrzejszy”.

Współczesne nauczanie w Kościele jest przesycone podobnymi treściami. Większość dzisiejszych kazań skupia się na zaspakajaniu ludzkich potrzeb, zamiast na zwycięskim życiu, jakie jest naszym działem w Chrystusie. Kaznodzieje prezentują trzy kroki do skutecznego przeżycia kolejnego dnia lub inne plany mające zapewnić jedynie przetrwanie. Przesłania te całkowicie ignorują zarówno salę tronową jak i niebiańską pozycję, jaką otrzymaliśmy w Chrystusie.

Prawda jest taka, że ten świat zawsze był pełen problemów. Od zawsze grożą mu rozliczne katastrofy i stale znajduje się na krawędzi upadku. Zauważali to mężowie Boży we wszystkich epokach. W mojej domowej bibliotece znajduje się wiele pełnych mocy kazań głoszonych przez kaznodziejów purytańskich w XVII wieku. Ostrzegają oni przed powszechnym pijaństwem, przestępczością młodocianych, wszeteczeństwem, okrucieństwem, niestabilnością polityczną i rodzinami nie funkcjonującymi w prawidłowy sposób. Całe wieki temu mówili oni o tych rzeczach, które widzimy dzisiaj. Niektórzy z ówczesnych mówców byli przekonani, że Bóg prawdopodobnie nie zdzierży takiej sytuacji przez kolejne pięćdziesiąt lat.

W roku 1860 pewien ognisty kaznodzieja z Newark w stanie New Jersey ostrzegał przed “pustynią ciemności”, w której pogrążała się Ameryka. Wygłaszał ogniste kazania, piętnując apatię i światowość, panującą w Kościele. Napisał również książkę pod tytułem “Milenijne przeżycie”, w której opisał wiele fałszywych doktryn oraz sekt, które mnożyły się po całym kraju. Głosił również o rzeczach aktualnych i w naszych czasach.

Lud Boży zawsze doświadczał ataków przeciwnika ze wszystkich stron. Być może dzisiaj jest gorzej niż za czasów Purytan, ale diabeł jest ten sam. Ci sami kaznodzieje nauczali, że każde błogosławieństwo obiecane dla przyszłego Kościoła jest teraz dostępne dla ludu Bożego. Nieważne, że widzimy wokół coraz więcej zła. Zdaniem apostoła Pawła, Boża łaska względem nas obfituje o wiele bardziej.

Dlaczego zatem nie jesteśmy w stanie uwierzyć Bogu, że te same duchowe błogosławieństwa mogą być i naszym udziałem? Dlaczego nie ufamy, że On odpowiada jeszcze zanim zawołamy? Jeśli jesteśmy w Chrystusie – a On żyje w nas, równocześnie przebywając po prawicy Ojca – to czemu nasze życie nie jest odzwierciedleniem tej prawdy?


W Ciele Chrystusa istnieje potrzeba czegoś,
co nazywam “wielkim przebudzeniem”.


Co rozumiem przez wielkie przebudzenie? Mówię o tym, co Paweł opisuje jako objawienie i oświecenie: “Aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego, i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego, i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu przemożnej siły jego” (Ef. 1:17-19).

Paweł mówił Efezjanom: “Modlę się o to, żeby Bóg dał wam świeże objawienie i otworzył wasze oczy na powołanie, które wam dał. Proszę Go, by wam udzielił nowego zrozumienia dotyczącego dziedzictwa, bogactwa jakie należy do was w Chrystusie. Istnieje wielka moc, którą On pragnie objawiać w was – jest to ta sama moc, jaka była w Chrystusie. Ta sama moc, jaka jest w Chrystusie zasiadającym po prawicy Ojca jest w was teraz.”

Według Pawła “[przemożna siła Boża], jaką okazał w Chrystusie, gdy wzbudził go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie” (1:19,20) jest tą samą “nadzwyczajną wielkością mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy” (zob. 19). Dlatego apostoł zachęca nas: “Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze” (II Kor. 13:5).

Jak mamy poddawać siebie próbie? Poprzez przykładanie do siebie samego miary cudownych obietnic Bożych. Zadawajmy sobie pytania: “Czy czerpię z Bożych zasobów, by oprzeć się diabłu? Czy współpracuję z Jego mocą w przezwyciężaniu grzechu? Czy żyję ustawicznie w pokoju, radości i odpocznieniu, które Jezus obiecał wszystkim wierzącym bez wyjątku?”

Umiłowani, “życie w sali tronowej” nie jest fantazją ani teologicznym wymysłem – stanowi ono pomoc Bożą, dostępną dla nas poprzez krzyż Chrystusowy. Jeżeli zatem ktoś z wierzących nie prowadzi “życia w sali tronowej”, to powinien dojść do następującego wniosku: “Nie zająłem jeszcze niebiańskiej pozycji, która została mi dana w Chrystusie. Skoro nie widzę działania Jego potężnej mocy we mnie, to widocznie nie zająłem swego miejsca w Nim.”

Twoje osobiste “wielkie przebudzenie” nastąpi w dniu, gdy spojrzysz na swoje życie i zawołasz: “Życie w Chrystusie musi być czymś więcej niż to, co przeżywam. Wszystkie moje plany zawiodły, moje marzenia się nie spełniły. Żyję jak niewolnik własnych lęków i cielesnych pożądliwości. Dłużej już tego nie zniosę.

Wiem, że Pan powołał mnie do czegoś lepszego, niż takie marne życie pełne porażek. Nie chcę być hipokrytą. Boże, czy rzeczywiście istnieje taki stan, w którym obdarzyłbyś mnie mocą do zwycięskiego życia? Czy naprawdę chcesz uczynić mnie kimś więcej niż zwycięzcą w próbach, które przechodzę? Czy to prawda, że przygotowałeś dla mnie miejsce pokoju i odpocznienia pośród bitew, które toczę?

Czy jest taka możliwość, bym miał z Tobą stałą, bliską więź? Czy prawdą jest, że nie muszę już więcej pogrążać się w apatii ani wychodzić ze skóry, żeby się Tobie przypodobać? Czy jest w Tobie takie miejsce odpocznienia, gdzie już nigdy nie będę potrzebował przebudzenia, ponieważ moja wiara wreszcie będzie stabilna?”

Znajdziesz się u progu przebudzenia, gdy przyznasz: “Kocham Jezusa, lecz nie doświadczam rzeczywistości ‘życia w sali tronowej’, o którym pisze Paweł”. To jest właśnie chwila wejścia w objawienie i oświecenie. Bóg wybrał Cię osobiście – nie po to, byś prowadził życie pozbawione radości, pełne rozpaczy, wijąc się pod zwycięską stopą wroga, lecz w celu zajęcia miejsca w okręgach niebieskich. Już czas, żebyś spojrzał w górę i zajął to miejsce w Chrystusie.


Do tronu wiedzie tylko jedna droga.


Nie możesz sam utorować sobie tej drogi płaczem. Wejście nią nie polega na studiowaniu, ciężkiej pracy czy wielkiej sile woli. Jedyny sposób, by dostać się do sali tronowej polega na złożeniu swego ciała w żywej ofierze: “Wzywam was tedy, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza” (Rzym. 12:1).

Paweł mówi z własnego doświadczenia. Sam był odrzucany, kuszony, prześladowany, bity, więziony, kamienowany, a nawet kilkakrotnie przeżył katastrofę morską. Dźwigał również troskę o wszystkie zbory. A jednak sam zaświadcza: “We wszystkim nauczyłem się być zadowolony”.

Teraz mówi do nas: “Czy chcielibyście wiedzieć, jak poznałem tę niebiańską drogę? Jak nauczyłem się radować w każdych warunkach, znajdując prawdziwe odpocznienie w Chrystusie? Oto droga, sekret objęcia przeznaczonej wam pozycji: złóżcie wasze ciała jako żywą ofiarę dla Pana. Ja sam wszedłem w odpocznienie dopiero po tym, jak poświęciłem swoją własną wolę.”

Grecki źródłosłów wyrazu “żywa” sugeruje określenie “na całe życie”. Paweł pisze o zobowiązującym poświęceniu się Bogu, ofierze złożonej raz na zawsze. Nie chciałbym być źle zrozumiany: nie chodzi tutaj o ofiarę, która miałaby zmazać jakikolwiek grzech. W tym aspekcie jedyną wartość ma ofiara Chrystusa na krzyżu: “Objawił się On jeden raz u schyłku wieków dla zgładzenia grzechu przez ofiarowanie samego siebie” (Hebr. 9:26).

Nie, Paweł mówi o ofierze innego rodzaju. Nie błądźcie jednak: Bóg nie ma upodobania w starotestamentowych ofiarach i całopaleniach składanych przez człowieka. W Liście do Hebrajczyków czytamy: “Nie upodobałeś sobie w całopaleniach i ofiarach za grzechy” (10:6). Dlaczego te ofiary nie zadowalały Pana? Bo, mówiąc najprościej, nie wymagały one zaangażowania serca.

Ofiara, o której pisze Paweł, jest Bogu bardzo miła – właśnie dlatego, że wymaga złożenia przed Bogiem naszych serc. Na czym ona polega? Na uśmierceniu naszej woli, odłożeniu na bok wszelkiej samowystarczalności i porzuceniu własnych ambicji.

Gdy Paweł zachęca: “Złóżcie swoje ciało”, ma na myśli “zbliżcie się do Boga”. Ale cóż to dokładnie oznacza? Chodzi o przybliżenie się do Pana w celu oddania Mu się bez reszty. Oznacza to przyjście do Niego nie na podstawie własnej wystarczalności, lecz jako dziecko wzbudzone z martwych, święte w Chrystusowej sprawiedliwości i przyjęte przez Ojca dzięki pozycji uzyskanej w Jego Synu.

Sam Jezus położył swoje życie jako żywą ofiarę. Nie mówię tutaj o Jego ofierze za nasze grzechy, która dokonała się na krzyżu. Ofiara Chrystusa posiada dwa aspekty. Po pierwsze, jest zadośćuczynieniem za grzechy. Po drugie, stanowi przykład porzucenia własnej woli w celu całkowitego poddania się Ojcu. Czyli Jezus oddał siebie samego nie tylko jako ofiarę za nasze grzechy, ale również jako żywą ofiarę, której Ojciec użyje jako narzędzia. Zważcie na świadectwo samego Pana:

“Oto przychodzę, aby wypełnić wolę twoją, o Boże” (Hebr. 10:7). “Nie przyszedłem sam od siebie, ale jest prawdziwy [ten], który mnie posłał” (Jana 7:28 BG). “Nic nie czynię sam z siebie, lecz tak mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył. A Ten, który mnie posłał, jest ze mną; nie zostawił mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się jemu podoba” (8:28-29). “Mówię to, co widziałem u Ojca” (8:38).

Każdy wierzący jest powołany, by mieć udział w tym aspekcie ofiary Chrystusowej. Mamy oddawać siebie Bogu, poddawać Mu naszą wolę i żyć w stanie całkowitej zależności od Niego. Mamy przychodzić do Niego ze słowami: “Panie, poddaję swoją wolę Tobie. Zamieniam ją na Twoją wolę. Od tej pory poświęcam się temu, by już dłużej nie mówić ani nie czynić niczego, jeżeli Ty mną nie pokierujesz”.

Oczywiście, Jezus jest tutaj dla nas przykładem. On nie działał na własną rękę, lecz rozmawiał z Ojcem i robił tylko to, co On Mu wskazał. Czynił to w jednym celu: by przywieść “do chwały wielu synów” (Hebr. 2:10). Krótko mówiąc, Chrystus pokazał nam drogę do tronu, mówiąc: “Naśladujcie mnie, kładąc w ofierze swoją wolę, swoje plany, swoje marzenia. Poświęćcie się życiu całkowicie zależnemu od Ojca. Wtedy wasze życie będzie przynosić Mu chwałę.”


Pozwólcie, że podam Wam definicję chwały:
jest to pełnia Boża w Chrystusie.


Oto chwała, której wypełnienie jest istotą powołania każdego chrześcijanina. Widzicie, wielu jest powołanych do synostwa ze wszystkimi jego przywilejami. Lecz nie wszyscy chodzą w tej chwale, pomimo tego, że Bożym zamysłem jest, byśmy potraktowali ją jako nam przynależną. Niewiarygodna chwała objawi się wtedy, gdy Chrystus powróci, by zabrać swoje sługi do domu. Istnieje jednak taki rodzaj chwały, który powinien manifestować się tutaj, na ziemi. Mówię o chwale przebywania w Chrystusie tam, gdzie On jest teraz: “Otom Ja i dzieci, które mi dał Bóg” (Hebr. 2:13).

Ta chwała czeka na każdego sługę, który przychodzi do ołtarza i składa swe ciało jako ofiarę żywą. Taki sługa porzucił wszelkie swoje plany i ambicje, ponieważ doświadczył już strasznych konsekwencji czynienia własnej woli. Jest wycieńczony ciągłymi próbami rozwiązywania problemów po swojemu. Nie może już znieść widoku zrujnowanych planów i niespełnionych marzeń. Dlatego podchodzi do ołtarza, by uporządkować tę kwestię raz na zawsze – całkowicie poddać się Bożej woli.

To jest ofiara, którą musi złożyć każdy wierzący, jeśli chce poznać Boże zamysły. Pan nigdy nie objawia swoich planów ludziom działającym samowolnie – dlaczego miałby prowadzić tych, którzy i tak chodzą własnymi drogami? Znam obydwie strony tego medalu. W wielu wypadkach postąpiłem według własnej woli. Jednak znam również smak wolności, która przychodzi w momencie kategorycznego stwierdzenia: “Nie muszę robić niczego poza wolą Chrystusa. Nie muszę rozpoczynać żadnego wielkiego dzieła. Nie muszę się angażować w żadne dobre uczynki, z wyjątkiem tych, do których On mnie prowadzi. Nie muszę niczego nikomu udowadniać. Wszystko, czego pragnę, to ufać Jezusowi i polegać tylko na Nim.”

Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia: to miejsce złamania i ufności jest zarazem początkiem przebudzenia i oświecenia, o których pisze apostoł Paweł: “Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani” (Rzym. 8:28). Zrezygnowałeś z rozwiązywania życiowych problemów własną mocą. Masz dosyć chwiejnej wiary, przypływów lęku, ciągłego braku pewności w decyzjach. Dlatego kładziesz to wszystko na ołtarzu – twoje “ja”, twoją pychę, twoje plany – i przychodzisz do Jezusa ze złamanym duchem i skruszonym sercem. Jesteś w miejscu, gdzie już ufasz, że to tylko On będzie współdziałał we wszystkim ku dobremu.

Ofiara dokonuje się w momencie, gdy oddasz swoją wolę Panu i po prostu zaprzestaniesz zmagań mających na celu przypodobanie się Bogu po swojemu. Nie możesz zaskarbić sobie Jego przychylności żyjąc w nienaganny sposób, czy wykonując dobre uczynki. Nie, po prostu decydujesz się złożyć całą ufność w Nim. A gdy już złożysz tę żywą ofiarę, otrzymasz następującą odpowiedź: “Teraz porozmawiajmy sobie. Skoro już poddałeś Mi swoją wolę, to czy nie byłoby rozsądnie przyjść i zająć przez wiarę swoje miejsce wraz ze Mną?”

Rzeczywiście, taki akt wiary jest “rozumną służbą”, o której mówi Paweł: “Proszę was tedy, bracia! przez litości Boże, abyście stawiali ciała wasze ofiarą żywą, świętą, przyjemną Bogu, to jest rozumną służbę waszą” (Rzym. 12:1 BG). Wszystko polega na zaufaniu Panu z naszej woli, że On udzieli nam wszelkich błogosławieństw, jakich potrzebujemy.

Pomyślcie: nie byłoby to rozsądne, aby poddać Bogu własną wolę bez równoczesnej wiary, że możemy wejść w pełnię Chrystusową. On powołał was do wykonywania Jego woli przez wiarę: “Jeśli chcesz znać moją wolę – prowadzić życie polegające na stałym czerpaniu ode Mnie pokoju, odpocznienia i mądrości – to wejdź przez wiarę do sali tronowej, gdzie będziesz we Mnie. Kiedy będziesz się modlił, będzie tak, jakbym to Ja modlił się przez Ciebie. Będziesz tam, gdzie Ja.”


Czy jesteście gotowi poddać swoje życie pełne zmagania –
lęku o przyszłość, niekończących się wzlotów i upadków,
nieustannej niepewności, czy podobacie się Bogu?


Jeśli jesteś zmęczony nieustanną walką, czas zadać sobie pytanie: czy jesteś gotowy ofiarować siebie na ołtarzu jako żywą ofiarę? Czy jesteś gotowy powiedzieć: “Niech się dzieje nie moja wola, lecz Twoja, Jezu. Jestem zmęczony próbami kierowania własnym życiem. Pogubiłem się całkowicie. Teraz jestem gotów całkowicie Ci zaufać. Jedynie Ty masz moc, władzę i mądrość, których tak bardzo potrzebuję. Przychodzę do Ciebie przez wiarę i wierzę, że okażesz mi swoją wierność, mówiąc: ‘Oto droga, którą masz chodzić’ [zob. Izaj. 30:21 – przyp. tłum.]”.

Jeśli to wszystko jest opisem twoich obecnych odczuć, to jesteś gotowy przyjąć miejsce w okręgach niebieskich wraz z Chrystusem. Ale ostrzegam: szatan zrobi wszystko, by ciebie zepchnąć z należnego ci prawnie miejsca. Twoje problemy i próby nie zakończą się dlatego, że zasiadłeś wraz z Chrystusem. Tak naprawdę, mogą się nawet nasilić. Teraz jednak będziesz miał wewnętrzne zasoby, by stawić im czoła, ponieważ moc Boża działa w tobie. Możesz powiedzieć diabłu:

“Wężu ohydny! Przyjmij to do wiadomości: zmieniłem adres. Nie mieszkam już przy ulicy Rozpaczy. Zająłem nową pozycję w sali tronowej Boga. Przebywam teraz w nowym miejscu – w okręgach niebiańskich wraz z Chrystusem. Dlatego jeżeli zamierzasz mnie dosięgnąć, będziesz musiał to kierować na adres Wszechmocnego Boga. Aha, zmieniłem również imię. Teraz możesz mi mówić: ‘Zwycięski książę w Bogu’ [zob. I Mojż. 32:28 anglojęzyczny przekład KJV – przyp. tłum.]”.

Drogi święty, Boża sala tronowa stoi przed Tobą otworem. Przyjmij to, co Chrystus uczynił i odważnie zajmij tam swoją pozycję w Nim przez wiarę. On przyjmuje Twoją rezygnację z wykonywania własnej woli. Teraz poproś Go, by otworzył oczy Twego zrozumienia. Wyznaj: “Wierzę w to, co Pan mówi o mnie: że jestem zwycięskim księciem. Wierzę również, że jestem w sali tronowej nieba, bo On tak mówi. Zasiadam wraz z Nim w miejscu, z którego On włada nad wszelkimi dziełami szatana. Alleluja, On pokazał mi drogę do swojego tronu. Teraz codziennie mieszkam w Nim.”


Wykorzystano za zgodą World Challenge, P. O. Box 260, Lindale, TX 75771, USA.