Strona główna Książki O NAWRÓCENIU DUSZY DO BOGA – Ryszard Baxter

O NAWRÓCENIU DUSZY DO BOGA – Ryszard Baxter

173
0
PODZIEL SIĘ

Przedmowa

Ryszard Baxter żył w Anglii w 17-tym stuleciu, był pastorem w miasteczku Kidderminster i umarł roku 1691. Podczas życia jego wrzały w Anglii rozruchy religijne; król przychylał się do kościoła katolickiego, przeciw niemu stali tak zwani „Purytanie”, czyli zwolennicy Pisma świętego, którzy w nauce i życiu codziennym ściśle się nauk Biblii trzymali. Do tych ostatnich należał Baxter i niemało w swoim życiu dla wiary wycierpiał.

Z licznych ksiąg religijnych, które napisał, znane są przede wszystkim dwie, a mianowicie: „O wiecznym odpocznieniu zbawionych” i „O nawróceniu duszy do Boga”.

Niech Arcypasterz kościoła swego, Pan nasz Jezus Chrystus, i tej skromnej pracy pobłogosławi, aby się stała narzędziem do odwrócenia wielu błądzących i przywrócenia serc ich do Pana.

POWIEDZ DO NICH: „JAKO ŻYJĘ JA, mówi panujący Pan: Nie chcę śmierci niepobożnego, ale aby się odwrócił niepobożny od drogi swojej, a żył. Odwróćcie się, odwróćcie się od złych dróg swoich; dlaczego macie umrzeć, o domu Izraelski!” Ezechiela 33, 11.

Dziwiło mię zawsze, równie jak wielu innych, co Pisma święte pobożnie czytają, że tak mało ludzi zbawienia wiecznego dostępuje, a że tak wielu, nawet wezwanych, ma być wykluczonych z królestwa Bożego i na męki wieczne się dostać. Ludzie niewierzący czytają te prawdy, ale im nie wierzą, aż się sami o nich przekonają. Kto zaś wierzy słowu objawionemu, musi ze świętym Pawłem westchnąć, wołając: „O głębokości bogactwa i mądrości i znajomości Bożej! Jako są niezbadane sądy jego i niedoścignione drogi jego!” Rzym. 11, 13. Lecz uczucie przyrodzone z sobą to przynosi, że naganę za złe czyny na tych wkładamy, co je popełnili. Zasada sprawiedliwości wymaga, że widząc jakąś zbrodnię wykonaną, pytamy się najpierw, kto to uczynił, albowiem chcemy, aby złoczyńca nie uszedł hańby i kary za grzech. Gdybyśmy idąc drogą ujrzeli człowieka zamordowanego i na sztuki posiekanego, to byśmy natychmiast w przerażeniu serca krzyknęli, wołając: „O któż to uczynił?” Gdyby tak miasto przez ludzką zemstę stanęło w płomieniach, któżby nie zapytał: „Cóż to za złoczyńca, co je podpalił?” Czytając, że tyle ludzi będzie pewnie w piekle, musimy pomyśleć: „Skąd to pochodzi? Kto temu winien? Któż jest tak srogim, że takie klęski na ludzi sprowadza?” Wielu winowajców pewnie być nie może. Winę zwykle na szatana składamy i powiadamy: „0n to uczynił.” Ale tym sposobem nie wyjaśnimy sprawy, bo główną przyczyną szatan być nie może. On gwałtem człowieka do grzechu nie zmusza, on go tylko kusi. a czy potem człowiek usłucha szatana, czy też nie, to już od niego samego zależy. Szatan nie bierze człowieka na plecy, nie niesie do szynku, nie rozwiera ust, nie leje weń piwa ani mocnych trunków; on go nie trzyma mocno na uwięzi, aby na nabożeństwo nie szedł, ani mu też gwałtem myśli świętobliwych z serca nie wydziera. Główna więc przyczyna upadku naszego musi być albo po stronie Boga albo człowieka. Nie mamy trzeciego, na którego byśmy winę zwalili. Bóg jej nie chce uznać, ani na siebie przyjąć, owszem ją daleko od siebie odsuwa. A grzesznik tak samo nie chce o niej słyszeć, ani jej uznać; a to zaprzeczanie jest przewodnią myślą tekstu naszego.

Pan żali się na ludzi; ludzie zaś myślą, Bóg temu winien. Podobna sprzeczkę mamy w 18 rozdziale i wierszu 25. Ludzie powiadają: „Nie jest prosta droga Pańska.” Pan zaś odpowiada, mówiąc: „Czy moja droga nie jest prosta?” Podobnym sposobem żali się człowiek w rozdziale naszym i wierszu 10, mówiąc: „Występki nasze i grzechy nasze są na nas, tak, że w nich schniemy. Jakże byśmy tedy żyć mogli?” My nic nie poradzimy, że musimy zginąć, powiadają ludzie – tak Bóg postanowił. Lecz w tekście naszym Bóg całą sprawę jasno przedstawia i tłumaczy ludziom, że to ich wina. Wskazuje im drogę, którą iść powinni, by doszli do zbawienia; a jeśli po niej postępować nie chcą, to niech wiedzą, że zginieniu swojemu sami zawinili. Albowiem Pan Bóg śmierci grzesznika wcale nie chce; owszem przeciwnie, On chce, by się grzesznik nawrócił i żył.

Słowa tekstu wyżej przytoczonego zawierają myśli następujące:

  1. Bóg wyraźnie stwierdza, że nie z Jego winy niepobożny zginie. On zakonu swego i sądu nie cofa, ani też najmniejszej nie robi nadziei, jakoby do wykonania wyroku nie przyszło. On przeciwnie stwierdza, że w śmierci grzesznika upodobania nie ma, owszem się cieszy, gdy się grzesznik wróci ze swej błędnej drogi i żyje. To zdanie Pan Bóg przysięgą potwierdził,
  2. Bóg wzywa grzesznika, aby się nawrócił. Lecz go nie zmusza, ani mu stanowczo nie rozkazuje, owszem mu przymawia i przekonywa, że tak się rzecz ma i że nawrócenia koniecznie potrzeba..

Główne myśli tekstu dadzą się określić następującymi zdaniami:

  1. Pan Bóg wydał prawo, którego nie zmieni, a mianowicie, że grzesznik musi albo się nawrócić lub wiecznie zginąć.
  2. Pan Bóg obiecał, że grzesznik żyć będzie, jeśli się nawróci.

III. Bogu radość sprawia, gdy się grzesznik nawróci i zbawienia dojdzie, bo On nie chce śmierci i zginienia jego.

  1. Jest to prawda wielka i najpewniejsza; żeby o niej człowiek bynajmniej nie wątpił, to ją Pan Bóg przysięgą potwierdził.
  2. Pan Bóg po dwakroć wzywa grzesznika, rozkazując mu, aby się nawrócił.
  3. Pan Bóg się poniża, przymawiając grzesznikowi i przedstawiając, dlaczego chce zginąć.

VII. Jeśli po tym wszystkim się nie nawróci, to już nie z Bożej, lecz z swej własnej winy idzie na zginienie. Upartość grzesznika do zginienia wiedzie. Ginie dlatego, że sam chce zginąć.

I.

Według niezmiennego prawa Bożego musi się. grzesznik do Pana nawrócić lub wiecznie zginąć.

Jeśli w ogóle Bogu wierzymy, to tę jedną rzecz wierzmy. Dwie przed grzesznikiem znajdują się drogi, jedna się nazywa nawrócenie, druga zaś zginienie. Ja dobrze rozumiem, że grzesznik niechętnie prawdzie tej uwierzy ani ją pochwali. Nic w tym dziwnego, jeśli złoczyńca potępia prawo. Mało takich ludzi, którzy uznają, że rzecz im niemiła jest sprawiedliwą. Ale złoczyńca się nie uwolni, gdy się sędziemu lub prawu sprzeciwia. Gdyby mu wierzył i prawa przestrzegał, to by śmierci uszedł, lecz zaprzeczaniem i złorzeczeniem tylko ją przyśpieszy.

Może się znajdą ludzie zaślepieni, co nie chcą uznać prawa Bożego, ale mu się sprzeciwiają i je odrzucają. Przeto w krótkości podaję świadectwa, które rozumnych pewnie przekonają.

Na setki znajdziemy w Piśmie świętym wyroków, co o tym mówią; na dowód prawdy niech kilka wystarczy: – „Zaprawdę, powiadam wam: jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie się jako dzieci, żadnym sposobem nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.” Mat. 18, 3. – „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: jeśli się kto nie narodzi znowu, nie może widzieć królestwa Bożego.” Jan 3, 3. – „Jeśli kto jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare rzeczy przeminęły, oto się wszystkie nowymi stały.” 2. Kor. 5, 17. – „Zewlekliście człowieka starego z uczynkami jego, a oblekliście nowego tego, który się odnawia w znajomość, podług obrazu tego, który go stworzył.” Kol. 3, 9 i 10. – „Bez świątobliwości żaden nie ogląda Boga.” Heb. 12, 14. – „Przeto, którzy są w ciele, Bogu się podobać nie mogą. Jeśli kto Ducha Chrystusowego nie ma, ten nie jest jego.” Rzym. 8, 8 i 9. – „W Chrystusie Jezusie ani obrzezka nic nie waży ani nieobrzezka, ale nowe stworzenie.” Gal. 10, 15. – „Według wielkiego miłosierdzia swego odrodził nas ku nadziei żywej.” 1. Piotr. 1, 3. – „Odrodzeni będąc, nie z nasienia skazitelnego, ale z nieskazitelnego, przez słowo Boże żywe, trwające na wieki.” w. 23. – „Przeto złożywszy wszelaką złość i wszelką zdradę i zazdrość i wszelakie obmowy, jako dopiero narodzone niemowlątka szczerego mleka słowa Bożego pożądajcie, abyście przez nie urośli.” 1. Piotr. 2, l i 2. – „Niepobożny się obrócą do piekła, wszystkie narody, które zapominają Boga.” Psalm 9, 18. – „Pan doświadcza sprawiedliwego, ale niepobożnego i miłującego nieprawość ma w nienawiści dusza jego.” Psalm 11, 5.

Słowa objawienia wyżej wymienione są tak jasne, że nie potrzeba bliżej o nich mówić, ani mi się zdaje rzeczą potrzebną, więcej wyroków na dowód przytaczać, choć ich nie brakuje. Jeśli rzeczywiście słowu Boga wierzysz, to cię wyroki wyżej wymienione musiały przekonać, że się grzesznik musi albo nawrócić, lub na wieki zginąć. Tu nie ma wyjścia; albo potrzebę nawrócenia przyznasz, albo słowu Pana Boga nie wierzysz. Miej się na pieczy, abyś sam nie był bliskim potępienia. Gdybyś rzeczywiście Bogu nie wierzył, to się nie dziwuj, że cię nie ostrzega, kiedy przestrogi jego nie przyjmujesz. Albowiem choćby anioł z nieba przyszedł, to mu nie uwierzysz. Anioł ci nic innego powiedzieć nie może, jak co Bóg mówi. A gdyby inna Ewangelię głosił, to powinieneś nie przyjąć takowej, mając zapewnienie, że jest przeklętym. Gal. l, 8. Bo nawet aniołowi nie godzi się wierzyć więcej niż Panu Jezusowi, który od Ojca przyszedłszy, Jego nam naukę przyniósł i objawienie. A tak cię Panu Bogu pozostawiam; On się do serca twego odezwie, a to sposobem, który cię lepiej niż ja przekona. Dziś cię zaprasza i prosi uprzejmie, abyś słuchał głosu Ewangelii, lecz jutro sprawi, iż go słuchać musisz, czy chcesz, czy nie chcesz. My nie możemy nikogo zmusić, aby Bogu wierzył; lecz Pan Bóg może dać ci siebie odczuć, nawet wbrew twej woli.

Przeczże tedy nie wierzycie, gdy słowo Boże wyraźnie stwierdza, że grzesznik musi albo się nawrócić, albo wiecznie zginąć! Ja wiem, co odpowiecie. Powiecie, że Pan Bóg nie jest tak niemiłosiernym ani tak srogim, aby na wieki potępił człowieka dla tak małej rzeczy, jaką jest grzeszne życie człowieka. Chcemy tedy wykazać, że Bóg w sprawach i sądach swych jest sprawiedliwym.

Dla duszy nieśmiertelnej jest to rzeczą najzupełniej odpowiadającą, że wieczna nagroda lub wieczna kara ją czeka. Dusza jest wieczną, wiecznym też będzie los, który ją czeka.

Gdy w słowie Bożym wyczytasz zasadę o wiecznej karze lub wiecznej nagrodzie, czy naprawdę myślisz, że jesteś sposobnym i uprawnionym, abyś się w tej sprawie z Panem Bogiem, spierał? Czy chcesz Pana Boga pozwać przed kratkę własnego sądu, abyś go oskarżył, że słowo jego nie jest prawdziwe? Czy chcesz go sądzić według twego prawa, które się w głowie twojej uroiło? Czy ty jesteś mędrszym i lepszym i sprawiedliwszym niżeli Pan Bóg? Czy Bóg niebieski ma iść do twej szkoły uczyć się mądrości? Czy mądrość bez granic do głupstwa ziemskiego pójdzie po naukę? Czy podły grzesznik ma uczyć Tego, który jest najświętszym i najdoskonalszym? Czy Wszechmogący ma się poniżyć przed nędznym robaczkiem? O prochu ziemi! jakaż twa zuchwałość! Gdzież byłeś, człowiecze, gdy Wszechmogący te prawa stanowił? Jakże się ciebie o radę nie pytał?

Jeszcze tu ciebie na ziemi nie było, gdy prawo swe wydał; a tyś na nieszczęście za późno, za późno się zjawił, aby mu zaprzeczyć! O czemu żeś, człowiecze, prędzej się nie zjawił? Pewnie byłbyś przeciw Chrystusowi stanął, gdy był na ziemi; lub przed nim jeszcze przeciw Mojżeszowi i byłbyś Adama i ród człowieczy ocalił od śmierci grożącej wszystkim, tak iżby Chrystusa nie było trzeba. A gdyby tak Pan Bóg straciwszy cierpliwość odjął od ciebie prawicę swoją, a gdy się z Nim sprzeczasz, dał ci upaść w piekło, czybyś też uwierzył, że jest piekło i męki jego?

Mnie się zdaje, a wszyscy to rozumiemy, że najlepsi nawet pomiędzy ludźmi, nie mówię już o gorszych, nie są w stanie sprawiedliwie osądzić, na co grzech zasługuje. My nie możemy pojąć winy grzechu, nim jego nieprawość zrozumiemy. Aby tę poznać, trzeba sobie niektóre rzeczy wyobrazić. Musimy zrozumieć, jak zacną jest dusza człowieka, którą grzech kazi i rujnuje; jak ważnym jest zakon, który przestępujesz; jak wysoką chwała, którą pogardzasz; a nade wszystko jak świętym i mocnym i nad wszelki rozum najdoskonalszym jest Bóg niebieski, któremu się sprzeciwiasz. To wszystko pojąć i zrozumieć trzeba, jeśli mamy choć częścią zrozumieć, na co przez grzechy zasługujemy. My w własnej sprawie bezstronnymi nie jesteśmy. Gdy ojciec dziecię rózgą oćwiczy, to ono pewnie myśli u siebie, że ojciec nie ma litości; a niewiele dzieci pomyślą inaczej. A choćby człowiek jak największe światu sprawiał zgorszenie, to gdy go za to wykluczą z kościoła, jednak sobie myśli, że mu ogromną krzywdę wyrządzono. A gdy złoczyńcę albo złodzieja srogo ukarzą, on na sędziego i na ustawy będzie wygadywał, że te są. nikczemne.

Czy może myślicie, że dusza, co w grzechach kocha się i tonie, godzi się. dla nieba? O Boga nie dba ani mu nie służy, jakże może myśleć, że sądu ujdzie? Dusze takie są Bogu przeciwne; czego nienawidzi, one kochają, co On miłuje, tym się zaś brzydzą. Tacy nie są w stanie mieć udział w społeczności z Bogiem, jakiej święci jego doznają, ani tu na ziemi w mierze choćby skromnej, a tym mniej w niebie w mierze zupełnej i doskonałej. Wy też samych siebie nie potępiacie, gdy wroga srogiego powiernikiem serca nie robicie, gdy wieprza brudnego ku sobie do łoża nie bierzecie ani z nim z tej samej miski nie jadacie. Jakże możecie posądzać Boga o brak miłosierdzia, a to dlatego, że grzesznika nienawróconego zasłużonej karze oddaje?

A tak was proszę, najmilsi moi, jeśli wam dusza wasza jest drogą, nie wadźcie się z Bogiem i słowem Jego, ale się od razu przed Nim upokorzcie i ze słowa Jego korzystajcie. Którzyście dotąd się nie nawrócili, pamiętajcie o tym, że grzesznik koniecznie musi się nawrócić lub wiecznie zaginąć. Jedno być musi, albo nawrócenie, albo potępienie. Bóg to sam mówi, a On jest prawdą; a gdy Stwórca świata i sędzia najwyższy te rzeczy głosi, to zaprawdę czas, abyśmy słuchali, ktokolwiek ma uszy. Myśmy są martwi i potępieni, jeśli do Niego się nie nawrócimy. Gdybym tak nie mówił albo was łudził, to bym kłamstwa gadał. Gdybym wam tej prawdy nie głosił wyraźnie, to bym was tylko do zguby prowadzi! i na wieki zabił i stałbym się winnym zginienia waszego, jak mówi Pan w tym samym rozdziale w wierszu 8: „Gdybym Ja tedy rzekł niezbożnemu: Niezbożniku! śmiercią umrzesz; a ty byś mu tego nie powiedział, przestrzegając niezbożnika od drogi jego; ten niezbożnik dla nieprawości swojej umrze, ale krwi jego z ręki twojej szukać będę.” A tak widzicie; choć ta nauka jest wielce ostrą i niepożądaną, my ją jednak głosić, a wy jej słuchać musicie. Łatwiejszą bowiem jest słuchać o piekle niż je odczuwać. Gdyby konieczność nie wymagała, wolelibyśmy o tych rzeczach milczeć i nie drażnić waszych delikatnych uszu. Piekło nie byłoby tak napełnione, gdyby ludzie na stan duszy swej dbali i chcieli słuchać, co słowo Boże mówi. Ale dlatego nie uchodzą piekła, ponieważ nie chcą iść przez ciasną bramę swego nawrócenia ani też ważką drogą świątobliwości i cnoty, póki jeszcze czas. Nie są ocuceni i nie odczuwają niebezpieczeństwa, w którym się znajdują. A winą tego jest rozpieszczenie cielesne i jakaś miłość samego siebie, która nie chce słuchać nieprzyjemnych rzeczy ni słowa Bożego, które je zwiastuje. Ono powinno upaść wam na serce i tak je przygnębić i zaniepokoić, aż się nawrócicie. Gdyby tak nad wami stanął anioł z nieba i ogłosił, mówiąc: „Albo się nawrócicie, albo zginiecie, nawrócenie lub śmierć!” pewnie to poselstwo zabrzmiałoby w uszu, ni we dnie, ni w nocy nie dając spokoju. Czyście przy pracy, czy na drogach grzechu, głos taki z nieba dziwnie was poruszy, w uszach i sercu powtarzając hasło: „Śmierć lub nawrócenie!” O błogosławieni, gdybyście go nigdy nie zapomnieli, gdyby się w uszach bez przerwy obijał, aż serca wasze w Bogu odpoczną. Lecz jeśli o nim znowu zapomnicie lub mu nie uwierzycie, do nawrócenia i zbawienia duszy dojść nie możecie. Wszakże pamiętajcie, choćbyście tę prawdę ze serca wyrwali, z Biblii świętej jej nie usuniecie. Tam pozostanie zapieczętowana, a wy doświadczeniem się przekonacie, że dla grzesznika ta jedynie droga pozostaje, albo się nawrócić, albo zginąć wiecznie.

Skądże pochodzi, że serce grzesznika nie zadrży do głębi ani się przerazi tak ważną prawdą? Człowiek jest zdania, że każde serce nienawrócone musi się skruszyć na widok tego, co jemu grozi, nie mając spokoju, aż go znajdzie w Bogu. Ach, wierzcie, bracia, ten stan uśpienia, ta lekkomyślność względem własnej duszy nie potrwa długo. Nawrócenie albo potępienie – jedno z tych haseł prędzej czy później musi się; sprawdzić. Jak Boga kocham, jedno nastąpi. Na własne oczy to przewiduję, jęk za niedługo sprawa się zaostrzy. Niech Bóg uchowa, byście nie rzekli: „Biada, mnie nędznemu! Cóżem ;o uczynił! Jak błędną i zgubną obrałem drogę!” Chwilka już tylko, a śmieszny i głupi stan bezbożnika Dojdzie do końca. Sen i urojenie dojdzie do końca, czy jedno lub drugie, „śmierć lub nawrócenie”, nastąpi, a potem znów wróci pamięć i uczucie.

II.

Jak przewiduję, dwie rzeczy mogą zatwardzić serce nędznego grzesznika, jeśli ich zawczasu nie usunie z drogi. A te dwie rzeczy objęte są wyrazami „bezbożnik” i „nawrócenie”; ich znaczenie tedy muszę, objaśnić. Pomyśli ktoś, że może być prawdą, iż grzesznik zginie, gdy się nie nawróci. Ale w myśli doda: Cóż to mnie obchodzi? Bezbożnym nie jestem, chociaż nie bez grzechu, jak wszyscy ludzie. Inny znów powie: Prawda, że się człowiek od złej drogi swojej nawrócić musi; ale co do mnie, to ja już dawno się nawróciłem. Tego już dla mnie teraz nie trzeba! A gdy bezbożnik jest w tym obłędzie, że bezbożnym nie jest lub się już nawrócił, to my na próżno tracimy słowa, by go przekonać. Przeto na tym miejscu chcę wytłumaczyć, kto jest bezbożnkiem i kto się nawrócić, albo zginąć musi, tudzież co znaczy nawrócenie serca i kto prawdziwie jest nawrócony.

Lecz nim wykaże, co znaczy bezbożność i co nawrócenie, musze rzecz najprzód z gruntu wyjaśnić.

Wszechmocny Stwórca wszystkiego świata trzy rodzaje żyjących stworzeń na świat wprowadził. Najwyżej stoją aniołowie czyli duchowie, nie mający ciała. Oni są tylko dla nieba stworzeni, a nie na ziemi jest miejsce ich. Zwierzęta ziemskie są stworzeniami, które maja ciało, lecz duszy nieśmiertelnej nie mają. One są tylko na ziemi, a nie dla nieba. W pośrodku między aniołami i zwierzętami jest człowiek, obdarzony ciałem i duszą nieśmiertelną, na to przeznaczony, aby do ziemi i nieba należał. Ciało jego winne służyć duchowi, bo człowiek jest w drodze od ziemi do nieba, a nie na świecie jest jego ojczyzna i szczęście prawdziwe, bo człowiek na to został stworzony, bo Boga oglądał i majestat jego, by Boga wielbił z świętymi aniołami i na wieki w jego miłości przebywał. A ponieważ taki był cel jego życia, przeto mu Bóg zgotował środki, aby go osiągnął. Te środki przeważnie były dwojakie, skłonność umysłu i uzdolnienie wewnętrzne na miejscu pierwszym, a na miejscu drugim praktyczne prowadzenie życia pobożnego. Człowiek miał znajomość Pana Boga i woli jego, jakiej potrzebował, miał także serce Boga kochające. Stan umysłu jego, co prawda, nie był jeszcze utwierdzonym; Bóg nie chciał człowieka mieć niewolnikiem, przeto mu zostawił wolę swobodną. Pan Bóg dał jeszcze, czego było trzeba, zakon doskonały czyli prawo swoje, tego żądając, by człowiek w miłości Boga zostawał i jemu jedynie zupełnie służył. Gdy człowiek ten zakon z własnej woli złamał, zniszczył nie tylko nadzieję życia na wieki, lecz też swe serce od Boga odwrócił, do rzeczy cielesnych je przywiązując. Zatarł w duszy swojej obraz Pana Boga, iż mu chwały jego więcej nie dostaje, oraz się także wykoleił z drogi, co do osiągnięcia celu prowadzi. Serce człowieka i życie jego się przemieniło. Skłonność do Boga i miłość do Niego w duszy wygasła, natomiast w sercu powstała miłość do rzeczy ziemskich. Żądza cielesna się obudziła, rzeczy cielesne zaczęły górować, serce coraz więcej Boga zapominało i do spraw świata się przywiązywało. To też życie było według chuci ciała i żądości serca. Człowiek żył sobie i swej cielesności a nie Panu Bogu; szukał rzeczy ziemskich, by dogodzić ciału; lecz co się Bogu i woli jego podoba o tym już nie myślał. Z tą grzeszną żądzą i skłonnością ciała myśmy się już wszyscy na świat urodzili, bo „któż pokaże czystego z nieczystego” ? Job. 14, 4. Jako lew ma w sobie naturę dziką, nim pochłonie zdobycz, jak żmija w sobie ma jad śmiertelny, nim kogo ukąsi, tak my już w dzieciństwie z natury mamy skłonności grzeszne, nim się takowe czynami, słowami, myślami objawią. A stąd pochodzi wszelki grzech życia. Ale co więcej, gdy Bóg w miłosierdziu zgotował lekarstwo, to znaczy dał Syna swego Jezusa Chrystusa, aby dusze nasze od śmierci wybawił i do społeczności z Bogiem przywrócił, to my tak w swym grzesznym stanie się kochamy, że za nic w świecie nie chcemy się dać i niego wyprowadzić i Wszystko czynimy, aby się tylko pozbawić lekarstwa i nie wyzdrowieć. Z przyzwyczajenia dziękujemy Panu Jezusowi za dobrą wolę, bośmy od dzieciństwa tak się nauczyli, lecz gdy o zażycie lekarstwa idzie, mocno się wzbraniamy; wygoda ciała nie chce o tym słyszeć. My się wymawiamy, nie chcąc przyjąć lekarstwa, które Pan daje, tudzież iść za Panem, kiedy nas wzywa, abyśmy wszystko opuściwszy, poszli za nim w górę do Boga i chwały.

Wywodami swymi objaśniłem Warn, dlaczego trzeba, abyśmy się nawrócili. Pan Bóg litościwy, nie chcąc, aby człowiek w grzechach swych zginął, zgotował lekarstwo na chorobę grzechu. Skłonił Syna swego, aby na się przyjął naturę naszą; człowiekiem i Bogiem w jednej osobie stawszy się, naszym pośrednikiem został. Tak śmiercią na krzyżu odkupił nas z potępienia Bożego i z władzy szatana. A gdy nas odkupił, to ojciec niebieski dał nas w ręce jego, abyśmy własnością Chrystusa się stali. Następnie tedy Ojciec niebieski i Pośrednik Chrystus dadzą ludowi nowe przymierze czyli nowe prawo, nie jak było pierwsze, co dało życie tylko doskonałym i sprawiedliwym i za grzech każdego na śmierć potępiało; przeciwnie Chrystus wydał prawo łaski czyli obietnicę odpuszczenia grzechów i wiecznego zbawienia wszystkim, którzy przez prawdziwą pokutę i wiarę w Chrystusa nawrócili się do Boga. Jest to jakby akt ułaskawienia czyli zapomnienia, które książę wydał dla zgrai buntowników, co istniejący chcieli porządek swawolnie obalić. Lecz ułaskawienie zostało dane w pewnych warunkach, a mianowicie, by złożywszy broń, wrócili spokojnie na miejsca swoje i po wszystkie czasy spokojnie i wiernie się zachowali.

Bóg atoli wiedział, że serce człowieka jest złe i upadkom wszelkim podległe, wskutek czego ludzie nie przyjmą lekarstwa jego, jeśli samym sobie będą zostawieni. Przeto Duch święty przyjął to na się natchnąć apostołów i potwierdzić Pisma przez znamiona, cuda, tudzież oświecić dusze wybranych i do Pana Boga je wespół nawrócić.

Tak więc widzicie, że jak w Trójcy świętej są trzy osoby, Ojciec, Syn i Duch święty, tak każda z tych osób ma osobne dzieło do wykonania, które jej szczególnie jest przydzielone.

Działalność Ojca w tym się objawia, że nas stworzył, że nami jako rozumnymi stworzeniami rządzi według praw natury, a w końcu nas sądzić będzie. On w łasce swojej zgotował nam Zbawcę, kiedyśmy na zgubę narażeni byli, On Syna swego zesłał i jego ofiarę ubłagalną przyjął.

Syn Boży dla nas te wykonał czyny: Męką i sprawiedliwością swą nas wykupił; dał prawo łaski czyli obietnicę zbawienia wiecznego, rządzi też światem jako nasz Zbawiciel według zasad łaski, zastępuje nas przed Bogiem jak nasz Orędownik, udziela dobrodziejstw, które śmiercią swoją dla nas wyjednał, i zsyła Ducha świętego, co również Ojciec przez Syna czyni.

Działanie zaś Ducha świętego objawia się w rzeczach następujących: On nam Pisma święte dał, a to w ten sposób, że natchnął proroków i apostołów cudownymi dary i ich prowadził. On oświeca i pobudza sługi Ewangelii do głoszenia słowa; daje im zdolność i sam pomaga słowo Boże głosić; On dusze ludzkie oświeca, nawraca. Nie bylibyśmy rozumnymi stworzeniami, gdyby nas Ojciec nie był stworzył; nie mielibyśmy przystępu do Boga, gdyby nas Syn Boży nie był odkupił; nie mielibyśmy cząstki z Chrystusem ni byli zbawieni, gdyby nas Duch święty nie poświęcił.

Ojciec wysyła Syna; Syn nas odkupuje, łaskę obiecuje; Duch święty daje Ewangelię i potwierdza ją. Apostołowie są sekretarzami Ducha Świętego, piszący księgi objawienia jego. Kaznodzieje głoszą Ewangelię i wzywają ludzi do posłuszeństwa, Duch Święty kazanie skutecznym czyni, otwierając serca dla słowa Bożego i je zachowując. Wszystkie te czynności mają na celu odnowić obraz Pana Boga w duszy, skierować serce na nowo do Boga, odwróciwszy je od marności ziemskiej i od samolubstwa. Prąd życia naszego zmienia się zupełnie, biorąc kierunek od ziemi ku niebu, a wszystko to dzieje się w ten sposób, że Chrystus przez wiarę do serca wstępuje i dusze schorzałą do zdrowia przywraca.

III.

Pytacie się, po czym poznać bezbożnego? Ja myślę, trzy przeważnie rzeczy są jego znamieniem. Największe upodobanie ma grzesznik w rzeczach tego świata marnego i kocha stworzenie daleko więcej niż Pana Boga. Ziemskie powodzenie daleko mu milsze niż niebieska radość. Kocha się mocno w rzeczach tego świata, lecz rzeczy ducha są mu obojętne. Wargami przyzna niebu pewną wagę, lecz uczynkami się go zapiera i o nie nie dba. Byle mu się tutaj dobrze powodziło, o to, co nastąpi, nie troszczy się wcale; wołałby tu wiecznie pozostać, niż iść do wieczności. Życie święte w niebie, w oglądaniu Boga, w miłości Jego i chwale wiecznej, nie zagrzewa serca, daleko więcej na tym mu zależy, aby był zdrowym, miał dużo pieniędzy i różne godności w świecie piastował. A choćby twierdził, że Boga przekłada nade wszystkie rzeczy, to jednak w sercu nigdy nie odczuł miłości Bożej, lecz rzeczy świata, rozkosze cielesne są kochaniem jego. A tak ktokolwiek tę ziemię kocha więcej niż niebo, a ziemskie dostatki więcej niż Boga, ten jest człowiekiem nienawróconym, grzechowi oddanym.

Z przeciwnej zaś strony człowiek nawrócony jest oświecony przez Ducha Bożego, że może poznać, jak nade wszystkie rzeczy jest Bóg kochania naszego godzien. Wierząc, że chwała przebywania z Bogiem ponad wszelką chwałę, serce swe do tego skierował i społeczność z Bogiem nade wszystkie inne rzeczy przełożył. Oblicze Pana wiecznie oglądać, w miłości jego i chwale wiecznie sercem rozkoszować, to radością jego, większą niż wszystka rozkosz i bogactwa świata. Człowiek nawrócony widzi doskonale, że wszystkie rzeczy świata są szczerą marnością, że duszy naszej żadne skarby świata nie zaspokoją, Jej skarbem jedynym, wiecznie zupełnym jest tylko Pan Bóg. Tak tedy nie dba o ziemskie rzeczy, ale swe nadzieje i skarb najwyższy w niebie położył, i zawsze jest gotów wszystko porzucić, by ten jedynie posiadł i zachował. Jako się ogień w górę podnosi, jak magnesowa igła poruszona nie spocznie, aż się w północnym kierunku zatrzyma, tak dusza człowieka nawróconego do Boga dąży. Żadna rzecz inna go nie zaspokoi, nigdzie też indziej nie znajdzie spoczynku ni zadowolenia, jak jedynie w Bogu i miłości jego. Krótko mówiąc, serca nawrócone cenią Pana Boga i więcej kochają, niźli świat cały; niebieskie słodycze wyżej poczytują niż powodzenia, choćby największe ziemskiego życia. Dowodem są świadectwa Pisma następujące: „Wielu ich chodzi, o których wam często opowiadałem, a teraz i z płaczem mówię, że są nieprzyjaciółmi krzyża Chrystusowego. Ale nasza rzeczpospolita jest w niebiesiech, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa.” Filip. 3, 18 i 20. – „Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi gdzie mól i rdza nie psuje, i gdzie złodzieje podkopują i kradną; ale skarbcie skarby w niebie, gdzie ani mól ani rdza psuje, i gdzie złodzieje nie podkopują, ani kradną. Albowiem gdzie jest skarb wasz, tam jest serce wasze.” Mat. 6, 19-21. – „A tak, jeśliście powstali z Chrystusem, tego, co jest w górze, szukajcie, gdzie Chrystus na prawicy Bożej siedzi. O tym, co jest w górze, myślcie, nie o tym, co jest na ziemi. Albowiem umarliście, i żywot wasz skryty jest z Chrystusem w Bogu. Ale gdy się Chrystus, on żywot wasz, pokaże, tedy i wy z nim się okażecie w chwale.” Kol. 3, l-4. – „Którzy są według ciała, o tym myślą, co jest cielesnego; ale którzy są według Ducha, myślą o tym, co jest duchownego, gdyż zmysł ciała jest śmierć, ale zmysł ducha jest żywot i pokój. Przeto, którzy są w ciele, Bogu się podobać nie mogą. Lecz wy nie jesteście w ciele, ale w duchu, gdyż Duch Boży mieszka w was; a jeśli kto Ducha Chrystusowego nie ma, ten nie jest jego. Albowiem, bracia, mam za to, iż utrapienia teraźniejszego czasu nie są godne tej przyszłej chwały, która się ma objawić w nas. I my sami w sobie wzdychamy, oczekując przysposobienia synowskiego, odkupienia ciała naszego.” Rzym. 8, 5-9, 18 i 23. – „Kogóżbym innego miał na niebie? I na ziemi oprócz ciebie w nikim innym upodobania nie mam. Choć ciało moje i serce moje ustanie, jednak Bóg jest skałą serca mego i działem moim na wieki.” Psalm 73, 25 i 26.

Bezbożnym nazywa Pismo takiego człowieka, który wyłącznie dla spraw świata żyje i w nich powodzenie znajduje. Celem dążeń jego są rzeczy świata. Może nawet czytać księgi pobożne i słuchać kazania, może na zewnątrz zasad religii ściśle przestrzegać i grzechów jawnych zupełnie unikać, a jednak w sercu nie być nawróconym. Najprzedniejszym celem życia jego nie jest, aby się jedynie Bogu podobał i zbawienia jego w wieczności dostąpił. Ludzie tacy służą przede wszystkim światu i ciału swemu, nie Panu Bogu; Jemu tylko tyle czasu poświęcą, ile im od świeckich spraw pozostanie. Zbawienie nie jest im tak ważne, jak sprawy świata.

Człowiek nawrócony zupełnie przeciwnie sobie postępuje. Najprzedniejszym celem jego życia będzie, aby się Bogu podobał i zbawienia dostąpił, a cokolwiek w tym życiu spotka, to tak przyjmuje, jak czyni podróżny, idący drogą do ojczyzny swojej. Bo też pielgrzym ziemski jest w drodze do nieba. Rzeczy stworzonych używa o tyle, ile Bóg pozwala. Życie świętobliwe nade wszystko kocha i pragnie na świecie świątobliwie żyć; grzechu się wystrzega, a jeśli w jakim jest pogrążony, to się nim brzydzi, modli się i tęskni, wszelkich sił dokłada, aby z mocy jego został wybawiony. Kierunek życia idzie do Boga, a choćby zgrzeszył, to się to przeciw woli serca stało. Dlatego od razu wznosi się z upadku, żałuje za grzechy i za żadną cenę nie chce pozostawać w jakim jawnym grzechu. Choćby miał rzecz jaką, najdroższą sercu, chętnie ją Bogu przyniesie w ofierze i jest gotowym wszystko opuścić, byle tylko Boga i chwało, jego pozyskał. Następujące wyroki Boże to potwierdzają: „A tak jeżeli powstaliście z, Chrystusem, tego, co jest w górze, szukajcie, gdzie Chrystus na prawicy Bożej siedzi. Umartwiajcież członki wasze, które są na ziemi; wszeteczeństwo, nieczystość, namiętność, zła pożądliwość i łakomstwo, które jest bałwochwalstwem” Kol. 3. l i 5. – „Wy nic jesteście w ciele, ale w duchu, gdyż Duch Boży mieszka w Was; a jeśli kto Ducha Chrystusowego nie ma, ten nie jest jego.” Rzym. 8, 9. – „Skarbcie sobie skarby w niebie. Szukajcie najprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a to wszystko będzie wam przydano.” Mat. 6, 20 i 33. – „Jezus rzekł: Jednego ci jeszcze brakuje. Wszystko, co masz. sprzedaj, a rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; a przyszedłszy, naśladuj mię. A on usłyszawszy to, bardzo się zasmucił, bo był nader bogaty. Tedy im rzek): Zaprawdę, powiadam wam, iż nie masz nikogo, coby opuścił dom albo rodziców albo braci albo żonę albo dzieci dla królestwa Bożego.” Łuk. 18, 22, 23, 29. – „I poczęli się wszyscy jednostajnie wymawiać: Pierwszy rzekł: Kupiłem wieś. muszę iść i oglądać ją, proszę cię, miej mię za wymówionego. Powiadam wam, że żaden z onych mężów, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje wieczerzy mojej. Jeśli kto idzie do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki i żony i dzieci i braci i sióstr, nawet i duszy swojej, nie może być uczniem moim. A ktokolwiek nie niesie krzyża swego, a idzie za mną. nie może być uczniem moim.” Łuk. 14, 18, 24, 26, 27. – „Jeślibyście według ciała żyli, pomrzecie; ale jeślibyście Duchem sprawy ciała umartwili, żyć będziecie.” Rzym. 8, 33. – „Którzy są Chrystusowi, ciało swoje ukrzyżowali z namiętnościami i pożądliwościami jego.” Gal. 5, 24. – „Takci jest, który sobie skarbi. a nie jest bogatym w Bogu.” Łuk. 12, 21. Dusza bezbożnika nigdy prawdziwie nie zasmakuje rozkoszy, jaka jest w tajemnicach zbawienia, i uwolnienia od grzechu; nigdy z wdzięcznością na ukrzyżowanego Zbawiciela nie patrzy, nigdy go miłością serca nie ogarnia ani go też słucha jako lekarza duszy najukochańszego, aby wpływem jego dała się uleczyć od grzechu i winy i dla służby Bożej uzdrowioną była. Przeciwnie serce niezbożnego nie ma uczucia tych dobrodziejstw Bożych, których język ludzki ani wysłowić nie umie, i zupełnie się sprzeciwia lekarstwu, co duszę wiecznie uleczyć może. Cieleśnie może nie będzie przeciw religijności, lecz duszy całkowicie Chrystusowi nie poświęci ani też słowem i Duchem Bożym prowadzić się nie da.

Dusza nawrócona miała to uczucie, że samą siebie przez grzechy zgubiła, że pokój z Bogiem i nadzieją nieba zupełnie straciła i na wieczną zgubą siebie naraziła; dlatego z wdzięcznością przyjmuje nowiną o swoim odkupieniu, w Pana Jezusa jako jedynego Zbawcą swego wierzy i w Nim jedynie mądrości i sprawiedliwości, poświęcenia i zbawienia szuka. Chrystusa przyjmuje, bo On jest życiem duszy prawdziwym; przezeń i w Nim żyje, Jego używa jako balsamu na wszelką ranę, podziwiając mądrość i miłość Bożą, która się w cudownym dziele zbawienia naszego objawia. Tak ma się rzecz u człowieka nawróconego; Chrystus Pan przez wiarę w sercu jego mieszka, a co teraz żyje, to żyje przez wiarę Syna Bożego, który go umiłował i samego siebie zań wydal. Nie znaczy tak dużo, że człowiek żyje; ale to znaczy, iż w sercu jego żyje Chrystus sam. „Do swej własności przyszedł, ale go właśni jego nie przyjęli. Lecz którzykolwiek przyjęli, dał im tę moc, aby się stali Synami Bożymi, to jest tym, którzy wierzą w imię jego.” Jan. l, 11 i 12. – „Ten ci jest sąd, że światłość przyszła na świat; lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność niż światłość, bo były złe uczynki ich.” Jan. 3, 19. – „Co zaś było zyskiem, tom poczytał sobie za szkodę dla Jezusa. Owszem i wszystko poczytam sobie za szkodę dla zacności i znajomości Chrystusa Jezusa, Pana mojego, dla którego wszystko utraciłem i mam to sobie za gnój, abym Chrystusa zyskał i był znaleziony w nim, nie mając sprawiedliwości mojej, tej, która jest z zakonu, ale tę, która jest przez wiarę Chrystusową. Żebym go poznał i moc zmartwychwstania jego i społeczność ucierpienia jego, stając się podobny śmierci jego.” Filip. 3, 7-10. – „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, a żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus; a to, że teraz żyję w ciele, w wierze Syna Bożego żyję, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie.” Gal. 2, 20. – „Każdą latorośl, która we mnie owocu nie przynosi, odcina Ojciec, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby obfitszy owoc przyniosła. Mieszkajcie we mnie, a ja w was. Jako latorośl nie może przynieść owocu sama z siebie, jeśli nie będzie trwała w winnej macicy, także ani wy, jeśli we mnie mieszkać nie będziecie.” Jan. 15, 2 i 4. – „Ile jest obietnic Bożych, w Nim są tak i w Nim są Amen, ku chwale Bożej przez nas.” 2. Kor. l, 20.

A tak ze słowa Bożego widzicie, kto jest bezbożnym a kto nawróconym. Ludzie zwyczajnie są tego zdania, że gdy człowiek nie złorzeczy, nie przeklina, nie wyszydza, nie jest pijanicą ani wszetecznikiem, ani zdziercą, jeśli chodzi do kościoła, zmawia modlitwy i ma na zewnątrz kształt pobożności, nie może być bezbożnym.

Również gdy kto pił, przeklinał, grał i inne tego rodzaju występki pełnił, a potem takowych zaniechał, tedy jest świat zdania, że taki człowiek nawrócił się do Boga. Inni znów są zdania, że gdy pobożnością gardzi i ludzi pobożnych prześladuje, a potem zdanie swe zmieni, do pobożnych przystaje i z tego powodu przez niezbożnych prześladowania doznaje, koniecznie już musi być nawróconym. Inni znów tak dziecinne mają poglądy i myślą sobie, że się nawrócili, gdy jakie nowe zdania lub nauki przyjęli albo do nowej sekty przystali. Niektórzy też mają siebie za nawróconych, gdy w sumieniu trwogi doznali z powodu grzechu i wyobraźnia o mękach piekielnych serce przeraziła. Przyszli do poznania, że są grzesznikami, dlatego w sercu postanowili, że się poprawią i rzeczy gorszących także zaniechali. Rozpoczęli życie na pozór poczciwe, tak że nic na zewnątrz nie można zarzucić; owszem się nawet do religii nawrócili i przestrzegają, czego kościół żąda; a tak mniemają, iż są nawróceni. Ci wszyscy się wespół w obłędzie znajdują, a trudno nawet ich stąd wyprowadzić. Gdy słyszą o tym, że niezbożnik musi albo się nawrócić albo umrzeć, to im ani na myśl nie przyjdzie, żeby te rzeczy do nich się odnosiły. Sami nie mają siebie za bezbożnych, lecz za nawróconych. Dlatego Pan Jezus rzekł do niektórych nauczonych w Piśmie, co lepszymi byli niż inni ludzie, te słowa: „Zaprawdę, powiadam wam, że was celnicy i wszetecznice uprzedzają do królestwa Bożego.” Mat. 21, 31. – To nie znaczy, jakoby wszetecznice i jawni grzesznicy bez nawrócenia nieba dostąpili; myśl tego słowa jest owszem taka, że jawni grzesznicy prędzej potrzebę poprawy odczują i poznają, niż ludzie na zewnątrz stateczni, poważni, którzy samych siebie za nawróconych uważają, a jednak nimi nie są.

A tak najmilsi, nawrócenie serca jest rzeczą większą, niż się na pierwsze spojrzenie zdaje. Nie mała to sprawa umysł cielesny przywieść do Boga i wykazać ludziom, jak Bóg najświętszy w doskonałościach swoich naszego kochania ze wszech miar jest godzien, aż człowieka taki zapał ogarnie i taka miłość w sercu powstanie, że jej nic w świecie ugasić nie może. Nie lada jest rzeczą złamać i zniszczyć skłonność swego serca do grzechu, i tak je nastroić, aby w Jezusie ucieczki szukało i wdzięcznie w jego objęciach pląsało, gdyż On jest źródłem życia duszy naszej; by wewnętrzna siła nas pobudzała do odmiany życia i serca swego. Człowiek w takim stanie wyrzeka się rzeczy, w których największe miał upodobanie, i w tym największe szczęście upatruje o czym zupełnie dotąd nie myślał. Odtąd ma inny cel życia przed sobą, innymi też w świecie powoduje się zamiarami, jak dotąd bywało. Słowem, „kto jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare rzeczy przeminęły, oto się wszystkie nowymi stały”. 2. Kor. 5, 7. Rozum człowieka jest nowy i jego pojęcie, nową jest wola i postanowienie, nowe jego żale i jego pragnienia, nowa jego miłość i jego rozkosze; myśli nowe, słowa nowe, jeśli można, towarzystwo nowe, a pewnie nowy sposób rozmawiania.

Z grzechu stroił człowiek dotąd tylko żarty; teraz jest mu rzeczą znienawidzianą i tak okropną, że przed nią ucieka jako przed śmiercią. Świat mu się wydawał powabnym i miłym, teraz w nim tylko marność widzi i utrapienie. O Pana Boga dotąd prawie nie dbał; teraz jest jedynym szczęściem duszy jego. Przedtem się o Niego niewiele troszczył, teraz jest Pan Bóg sercu najbliższym, a wszystkie inne rzeczy miejsca ustępują. Serce jest służbą jego zajęte i naśladowaniem, smuci się, boleje, gdy Pan choć na chwilkę odwróci oblicze, bo bez Niego życie, to praca, wielki trud. O Chrystusie Panu odzywał się często w sposób żartobliwy, teraz mu Jezus jest nadzieją serca, ucieczka najmilszą, jest jako chleb Boży, którym dusza żyje. Bez Chrystusa Pana nie może się modlić ani się radować ani rozmyślać ani mówić, bo bez niego życie jest śmiercią. Na niebo patrzał obojętnym okiem, jako na miejsce nieco lepsze niż piekło, gdy człowiek świat ten opuścić musi; teraz to niebo uważa sobie za ojczyznę wieczną, za miejsce pokoju, jedynej nadziei, gdzie ujrzy, pokocha i uwielbi Boga, którego już tutaj ze serca miłował. Na piekło patrzał tylko jak na straszaka, którym się. łodzi odstrasza od grzechu; teraz na nie patrzy jako na miejsce najstraszniejszej nędzy, z którym, broń Boże, nie ma co żartować. Czyny świętobliwe były mu nudne i nader przykre, teraz je uważa za swe pokrzepienie, za powołanie najmilsze dla serca. Biblię? uważał za księgę zwyczajną, nawet dosyć nudną, teraz mu się stała zakonem Bożym i jest jak list Boga, do niego pisany i zesłany z nieba; a na nim Wiecznego Majestatu podpis. Jest normą i sznurem myśli i czynów i słów człowieka. Rozkazy Biblii obowiązują nasze umysły, groźby jej trwogą serce napawają, a obietnice wieczne zbawienie zapowiadają. Jeśliśmy dotąd śmiali się nad upadkami grzeszników, to nam się dzisiaj chce płakać nad nędzą, która dla nich z grzechów wynika. „Przed oczyma Pańskimi wzgardzony jest niezbożnik.” Psalm 15, 4. – „Albowiem wielu ich chodzi, o których wam często opowiadałem, a teraz i z płaczem mówię, iż są nieprzyjaciółmi Krzyża Chrystusowego.” Filip. 3, 18.

W myślach człowieka nawróconego jest cel nowy, wyższy, w usiłowaniach nowa prowadzi go droga, a w sercu jego nowe życie płonie. Przedtem do zysków cielesnych dążył; rozkosze ziemskie i bogactwa świata były celem usiłowań jego, a teraz Boga i chwały jego przede wszystkim szuka, teraz Chrystus i Duch święty, słowo Boże i służba Jego, teraz życie świętobliwe i sprawiedliwość i miłosierdzie dla uciśnionych jest rozkoszą duszy jego najbardziej pożądaną. A więc jest tam zmiana w sercu człowieka nie na jednym miejscu albo na kilku, ale zmiana całej duszy jego. Człowiek idąc naprzód, może z jednej ścieżki wkroczyć na drugą, ale kierunek jest zawsze ten sam; tu ma się inaczej, tu zmiana kierunku zupełna nastała. Człowiek się może od pijaństwa zwrócić do oszczędności, może opuścić złe towarzystwo, od rażących może odwrócić się grzechów i obowiązki religijnego zachowania na siebie przyjąć, przy czym jednak ten sam kierunek życia zachował. Te same cele życia ma przed sobą, o rzeczy cielesne i dalej się stara, rządzenie duszą zostawiając ciału. Lecz gdy się nawrócił, wszystko się zmieniło. Cele samolubne upadły, Bóg miejsce ich zajął; oblicze tylko człowieka w przeciwną stronę się odwróciło; kto przedtem o sobie tylko pamiętał i sobie żył, ten przez poświęcenie serca oddał siebie Bogu i Bogu więc żyje. Przedtem siebie pytał, co zacząć z swym czasem, majętnościami i sprawami, i tego wszystkiego dla siebie używał; ale się teraz Pana Boga pyta, co z tymi rzeczami rozpocząć, i dla chwały Bożej ich używa. Przedtem chciał też nieco uczynić dla Boga, o ile na to względy cielesne zezwalały; ale teraz czyni, co się Bogu podoba, choćby to ciału i samolubnej jego naturze jak się nie podobało. A zatem niemała jest to odmiana w sercu człowieka, którą Bóg sprawuje u wszystkich ludzi, którzy mają być zbawieni.

IV.

A tak, najmilsi, czy wierzycie temu. co wam przedstawiłem? Widzieliście, co znaczy poświęcenie serca. Nie możecie rzec, że temu nie wierzycie, bo o tych rzeczach nikt nie może wątpić ani ich zaprzeczyć. To nie są rozprawy, przy których jeden jest tego a drugi owego zdania. Wszystkie oddziały chrześcijaństwa, które na imię chrześcijan zasługują, w tej nauce Pisma z sobą się zgadzają.

A jeśli wierzycie, co wam przedstawiłem, pojedzcie mi przecie, jakże tak spokojnie, nie będąc Nawróconymi, sobie żyć możecie? Czy jesteście pewni swego nawrócenia? Czy zmianę tak wielką w sobie widzicie? Czyście się w ten sposób znowu narodzili i nowenn stworzeniami się stali? Czy te rzeczy niepewne są dla niejednego? Choćbyście nie mogli oznaczyć godziny ani dnia tej dziwnej serca przemiany, choć nie pamiętacie, żeby to przez jakie kazanie się stało, czy wiecie na pewno, że rzecz miała miejsce, że serce wasze jest w takim stanie, jak opisałem ? Ach, wielu ich idzie za sprawami świata, a o takie rzeczy nigdy nie pytali. Dawszy się powstrzymać od rażących grzechów, mówią u siebie: „Nie jestem cudzołożnikiem ani złodziejem, nie klnę, nie złorzeczę, nie upijam się, nikogo nie oszukuję; chodzę do kościoła, zmawiam modlitwy, a więc jestem nawróconym jak niejeden inny; dojdę zbawienia.” Ach, najmilsi moi, nie łudźcie samych siebie. Wy wieczną chwałą zbawienia gardzicie, wy duszę nieśmiertelną na niebezpieczeństwo narażacie! Nieba i piekła tak nie traktujcie ani figlami rzeczy nie zbywajcie! Ciała wasze wkrótce położą się w prochu, a dusze wasze zabiorą anieli albo źli duchowie; my wszyscy niebawem w innym towarzystwie będziemy i w innych (stosunkach jak dziś jesteśmy. Maluczko tylko, a w domach waszych mieszkać nie będziecie, na rolach waszych robić przestaniecie, na krzesłach waszych siedzieć nie będziecie. Te oczy wasze patrzeć przestaną, te uszy wasze słyszeć nie będą, te usta wasze w śmierci zamilkną, aż dzień zmartwychwstania przyjdzie. Jakże o tym wszystkim możecie zapomnieć? Naprawdę wkrótce będziecie na innym miejscu; będzie to w radości czy we wiecznych mękach1! Nowe myśli wkrótce napełnią wam serca; będą to myśli rozkoszy czy zgrozy? W nowym zajęciu się wkrótce znajdziecie; będzie to chwała Wiekuistego z aniołami w niebie czy krzyk rozpaczy w płomieniach piekielnych? A wszystkie rzeczy będą bez końca, niezmiennym dekretem Boga zatwierdzone. Wieczność, o tak jest, wieczność będzie miarą smutku albo radości nieskończonej, o czym was błagam, abyście nigdy nie zapomnieli. A wszystkie sprawy są, moi najmilsi, pewne i prawdziwe. Jeszcze tu nieco będziecie chodzili, jeszcze kilka razy tu rano wstaniecie i wieczór się cicho do snu położycie, a potem zaśniecie i pójdziecie z świata, gdzie się przekonacie, że wszystko, co mówię, jest szczerą prawdą. Czy możecie tedy o niej zapomnieć? Potem wspomnicie, że wam o tych rzeczach opowiadano, a wyście o nie wcale nie dbali. Niema też miejsca, które by się między dwiema ostatecznościami znajdowało i dla nas przystępnym było. My musimy obrać życie albo śmierć. Wyroki pisma to poświadczają. „Bóg był w Chrystusie, świat z samym sobą jednając, nie poczytując im upadków ich i położył w nas to słowo pojednania. Przeto na miejscu Chrystusowym poselstwo sprawujemy, jakoby was Bóg upominał przez nas, prosimy na miejscu Chrystusowym: jednajcie się z Bogiem. Albowiem on tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy się my stali sprawiedliwością Bożą w nim.” 2. Kor. 5, 19-21. – „I rzekł im: Idąc na wszystek l. świat, każcie Ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy, a ochrzci się, zbawiony będzie; ale kto nie uwierzy, będzie potępiony.” Marka 16, 15 i 16. – :,I rzekł im: Takci napisano, i tak musiał Chrystus cierpieć i trzeciego dnia zmartwychwstać, i aby była głoszona pokuta i odpuszczenie grzechów między wszystkimi narodami.” Łuk. 24, 46 i 47. – „Bóg ojców naszych wzbudził Jezusa, któregoście wy zabili, zawiesiwszy na drzewie. Tego Bóg za księcia i za zbawiciela wywyższył prawicą swoją, aby dana była ludowi izraelskiemu pokuta i odpuszczenie grzechów.” Dzieje Ap. 5, 30 i 31. – „Niechże wam tedy będzie wiadomo, mężowie bracia, iż się wam przez tego opowiada odpuszczenie grzechów i od wszystkiego, od czego nie mogliście być przez zakon Mojżeszowy usprawiedliwieni, przez tego każdy wierzący usprawiedliwiony bywa.” Dzieje A. 13, 38 i 39. – „W Chrystusie Jezusie ani obrzezka nic nie waży ani nieobrzezka, ale nowe stworzenie.” Gal. 6, 15. – „Pójdźcie, bo już wszystko gotowe.” Łuk. 14, 17.

A tak najmilsi, widzicie wyraźnie, że od Pana Boga mamy polecenie, zwiastować wam życie i wieczne zbawienie, jeśli do niego się nawrócicie.

Słowu Jego możecie zupełnie zaufać, bo ta ofiara z miłości Bożej wynika. „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.” Jan. 3, 16. – Zbawienie to nasze krwią Pana Jezusa zostało nabyte, a wierność i prawdziwość Pana Boga stanowią porękę, że obietnica jego jest prawdziwa. Mocy i cuda ją potwierdziły, wysłańcy Pańscy ją zwiastowali, świętości przez Pana są ustanowione, by uroczyście łaskę Pana Boga wszystkim ofiarowały, ktokolwiek jej pragnie, a Duch święty otwiera serca i do uzyskania łaski pobudza. A tak prawda słowa Bożego nad wszelką wątpliwość się wznosi, że ktokolwiek się nawróci, zbawionym będzie

Gdybyście tedy nie nawróciwszy się, zbawienia wyglądali, na błędnej drodze jesteście; a gdybym ja wam tę naukę głosił, to byłbym kłamcą. Gdybyście wy takowej wierzyli, to by znaczyło, że nie Panu Bogu, ale szatanowi wierzycie i samych siebie oszukujecie. Bóg wam obiecuje życie i zbawienie, a również szatan życie i zbawienie obiecuje. Obietnica Boża brzmi tak: „Nawróćcie się, a będziecie żyli”, obietnica szatana opiewa: „Będziecie żyli, czy się nawrócicie albo czy nie.” Słowo Boże mówi: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie się jako dzieci, żadnym sposobem nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. ” Mat. . 18, 3. – „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: jeśli się kto nie narodzi znowu, nie może widzieć królestwa Bożego.” Jan. 3, 3. – „Bez świątobliwości żaden nie ogląda Pana. ” Heb. 12, 14. – Szatan mówi: że Zbawienia dostąpicie, choćbyście się nie nawrócili ani się na nowo nie narodzili. Zbawienie przyjdzie, choćby świątobliwości nie było. Bóg was tylko straszy; miłosierdzie jego zanadto jest wielkie, niżby >miał uczynić, jako grozi. On dla was będzie miłosierniejszym niż słowo Jego zapowiada. A niestety, wielka część ludzi wierzy temu więcej, co szatan głosi, niż co Pan Bóg mówi, prawie tak, jak było na początku przy pierwszym zgrzeszeniu. Bóg rzekł jeśli z drzewa tego jeść będziesz, śmiercią umrzesz.” Przeciwnie rzekł szatan: „Żadnym sposobem śmiercią nie pomrzecie”, a niewiasta uwierzyła szatanowi więcej niż Bogu. Równie i dzisiaj mówi Bóg: „Albo nawrócicie, albo zginiecie.” Szatan przeciwnie szepce i zapewnia: „Nie zginiecie! Tylko na końcu życia swojego westchnijcie do Boga o miłosierdzie i uczynków grzechu więcej nie pełnijcie, gdy ich też pełnić więcej nie zdołacie.” A takiemu słowu ten głupi świat wierzy. O zgrozo, wierzy, co mu szepce szatan, ale co Bóg mówi, temu nie wierzy!

A to jeszcze nawet nie jest najgorsza. Co daleko gorszą jest ta okoliczność, że postępując według rady szatana, powiadają, iż Bogu wierzą i Jemu ufają. Szatan był kłamcą i nim pozostanie. Gdzież to kiedy Pan Bóg powiedział, że człowiek nie nawróciwszy i narodziwszy się na nowo, nie mając serca uświęconego, zbawienia dojdzie. Choć mi jedno takie słowo w Piśmie świętym pokażcie! Dosyć jest wyroków w Biblii świętej, które serce człowieka świętobliwego wzmacniają i pocieszają; ale nie znajdziecie ani jednego, któryby rękę złoczyńcy wzmacniał, i sercu jego zbawienie dał, choćby się do Pana nie nawrócił.

Ale jeśli się nawrócicie i na drogę łaski wejdziecie, to miłosierdzie wielkiego Boga nad wami wzejdzie. Ufajcie Panu i zbawienia swego wiernie wyglądajcie, bo On się słowem swoim zobowiązał, że was wybawi. On chce być ojcem, lecz, tylko swym dzieciom, które świat, szatana i żądze ciała przezwyciężywszy, u niego samego zbawienia szukają, do rodziny Syna Jego należeć pragną i ze zbawionymi w niebie przebywać będą. Gdyby zaś do Niego nie przyszli, to tylko sami są winni. Podwoje otwarte, Bóg nikogo nie wstrzymuje; On nigdy nie wydał takiego hasła, które mówi : ” Już za późno; nie przyjmę. ciebie, choćbyś się nawrócił.” On tak mógł uczynić, a żadnej nie byłby przez to nieprawości popełnił; lecz tego nie uczynił, ani też uczyni aż po dziś dzień; przeciwnie zawsze jest gotów cię przyjąć, jeśli tylko szczerze i z całego serca doń się nawrócisz.

V.

Bóg ma upodobanie, gdy człowiek nawróciwszy się, zbawienia dostąpi; ale się nigdy w śmierci i potępieniu grzesznika nie kocha, owszem przeciwnie on chce i pragnie, aby się; niezbożnik nawrócił i żył. Jest w mocy panującego postanowić dozorcę nad złoczyńcą albo mordercą, aby go pilnował, żeby nikomu życia nie odebrał, a za to potem nic; był powieszony. Lecz może zajdą powody, że umysł swój zmieniwszy, wyśle posłów do poddanych z ostrzeżeniem i prośbą, aby się wystrzegali morderstwa, dodając, że nie chce, aby ich musiał śmiercią ukarać, bo nie ma upodobania w ich zginieniu; woli przeciwnie, by się cnotliwie prowadząc żyli. Lecz stąd nie wynika, by się ze wszystkimi tak łaskawie obchodził. On może do wszystkich łotrów i buntowników odezwać się, mówiąc: „Ja nie mam upodobania w śmierci waszej, przeciwnie, ja wolę, żebyście ustaw moich przestrzegając, żywi pozostali; lecz jeśli wy tego nie uczynicie, to pewnie zginiecie.” Równie też sędzia rzec do złoczyńcy, mówiąc: „Bardzo mi żal, że z tobą oddawać się muszę. Szczerze wolałbym, żebyś zakon przestrzegał i żył. Lecz kiedyś tego nie czynił, muszę cię osądzić, bo inaczej nie byłbym sędzią sprawiedliwym.” A tak też choć Pan Bóg nie upodobania w naszym potępieniu i przeto nas używa, abyśmy do niego się nawróciwszy, żyli; jednak według zasad sprawiedliwości, jeśli zakonu Jego nie przestrzegamy, musi nas potępić i na karę wydać.

Gdyby Bóg tak bardzo był przeciw potępieniu naszemu, iżby wszelkich sposobów użył, aby nas ocalić, to by pewnie nikt na potępienie nie przyszedł. Bóg tego pewnie nie chce, przeto nas naucza i mocno przestrzega, że przed nami kładzie życie i śmierć, byśmy, co chcemy, wybrali; że nas przez sługi swe upomina i do nawrócenia zachęca. Lecz jeśli to wszystko nic nie pomoże, tedy zwiastuje, żeśmy więc sami siebie osądzili, gdyż w Jego imieniu zwiastujemy, mówiąc: „Niezbożniku! śmiercią umrzesz!” Ezechiel 33, 8. Chrystus Pan zaś często uroczyście poświadcza, mówiąc: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: jeśli się kto nie narodzi znowu, nie może widzieć królestwa Bożego.” Jan. 3, 3. – Proszę uważać, że Pan Jezus powiada: Nie może. Tak więc na próżno się spodziewamy i przedstawiamy sobie, jakbyśmy mogli, bo tu wyraźnie jest napisano, że „nie może”.

Pan, Pan Bóg miłosierny i litościwy, nie rychły do gniewu, a obfity w miłosierdziu i w prawdzie (2. Mojż. 34, 6), a czyniący miłosierdzie nad tysiącami tych, którzy go miłują i strzegą przykazania jego (2. Mojż. 22, 6), niepoliczone razy zapewnia, że nie ma upodobania w śmierci bezbożnika. Bo gdyby je miał, to by w słowie swoim nie wzywał nas tyle razy, abyśmy się nawrócili; aniby ci też takich obietnic mię czynił, byłeś się tylko nawrócił. Nie wyliczałby tyle powodów nawrócenia twego, gdybyś ty tylko się nie odwracał.

Bóg nie chce śmierci grzesznika. Prawdy tej dowodzi ta okoliczność, że dał sługom Ewangelii to polecenie, aby grzeszników do Boga wzywali. Gdyby się Panu więcej podobało zginienie bezbożnika niż nawrócenie jego, to by nam pewnie nie dał rozkazu, abyśmy wam miłosierdzie jego zwiastowali, publicznie i prywatnie licząc was drogi, która do żywota prowadzi i prosząc i napominając, abyście się nawróciwszy, żyli; abyśmy wam grzechy wasze przypominali i wskazywali na niebezpieczeństwo, które wam grozi; abyśmy czynili, co tylko możemy, celem nawrócenia duszy waszej i nie ustawali, choć nas za to nienawidzicie i pracę naszą w niwecz obracacie. Czy by to wszystko był Pan Bóg uczynił i świętości swoje dla dobra duszy waszej ustanowił, gdyby w zginieniu grzesznika miał upodobanie ?

Prawdy tej dowodzi także opatrzność Boga naszego. Gdyby Mu się więcej podobała śmierć niż nawrócenie człowieka, toć zaiste nie byłby potwierdził słów swych czynami, nie wabiłby was na każdy dzień do siebie objawami dobroci swojej, aniby was zaopatrywał darami miłosierdzia swego, o których mówi Pismo, że „nas dobrotliwość Boża do pokuty prowadzi”. Rzym. 2, 4. Aniby was też nawiedzał rózgą karania swego. Nie byłby tyle szlachetnych wzorów przed oczy wasze wystawił, ani tak cierpliwie z dnia na dzień, od roku do roku czekał, skoro mu wdzięczni serca swe oddacie. Zaprawdę, tego by nie czynił, gdyby w śmierci waszej miał upodobanie. Gdyby tego chciał, jak łatwo mógł was strącić do piekła! Jak często mógł podać człowieka do zguby, gdyśmy się wpośród grzechów znajdowali, z klątwą, z przysięgą, z kłamstwem na ustach, w pysze, nieczystościach, zarozumiałości. Kiedy niedawno byłeś pijany, gdy sobie ze słowa Bożego szydziłeś i drogi Boże lekceważyłeś, czy nie mógł ci Pan Bóg zatulić usta, zastawić oddech, porazić cię plagą i w innym świecie dać ci otrzeźwieć! O mała to sprawa, istotnie mała dla Wszechmocnego osłabić język najgorszego bluźniercy, powiązać ręce najokrutniejszego złoczyńcy, uspokoić wściekłość najzaciętszego prześladowcy, i tak ich nauczyć, że nie są niczym, jak biednym robaczkiem! Niech tylko Pan Bóg zmarszczy swą powiekę, a już jesteś w grobie, choć niespodzianie. Gdyby polecił któremu z aniołów, pójść i od razu dziesięć tysięcy grzeszników położyć trupem, w jednym okamgnieniu się to stanie. Prędko cię powali na łoże cierpienia, gdzie będziesz jęczał, i kurczył się w boleściach i przeżuwał słowa lekceważenia, które przeciw sługom i służbie Bożej i słowu jego swawolnie gadałeś i na drogi Boże złorzecząc, bluźniłeś. Których dotąd miałeś w nienawiści i w pysze serca nimi gardziłeś, do tych teraz musisz iść z prośbą, aby się za cię do Boga modlili. Ach, jakże łatwą jest Panu Bogu skruszyć twe ciało i oddać na jęki, że osłabione ledwie w sobie dusze. zdoła przytrzymać! Jakże je może zniszczyć i przemienić, że dla oka będzie obrzydliwością jak gnój i zgnilizna! Dziś to ciało nasze musi mieć wszystko, co mu się podoba, musi najtroskliwiej być zaspokojone, choćby sam Pan Bóg był niezaspokojony; musisz mu dogadzać w pokarmach, napojach i w kosztownych strojach i wszelkich wygodach, choć się takowe woli Pana Boga sprzeciwiają; oto, jedno gniewliwe spojrzenie Boga, a ta wszystka chwała na nic ci wychodzi! Kiedyś uporczywie bronił swego grzechu, wadząc się z tymi, co ciebie od niego oderwać, chcieli; kiedyś swych, uczynków bezbożnych bronił, kiedyś się zżymał i gniewał na tych, co cię na lepszą drogę nakłaniali, jak łatwo mógł cię porwać Pan Bóg z ziemi w jednym okamgnieniu i postawić przed tron Majestatu swego, gdzie byłbyś ujrzał dziesięć tysięcy kroć dziesięć tysięcy aniołów Bożych, stojących na straży przed tronem Pana. Oni by wszyscy ciebie wezwali, abyś dał sprawę z zaślepienia swego. Oni by rzekli: „Powiedz nam teraz, jaki masz powód, abyś bluźnił Bogu, Stwórcy swojemu, abyś prawdę Jego i sługi Jego i drogi święte opatrzności Jego potępiał i bluźnił? Teraz nam powiedz, dlaczego tak czyniłeś? Powiedz, czym możesz grzech swój uniewinnić. Daj nam więc sprawę z swej bezbożności i cielesnych żądzy i z czasu życia, któryś zmarnował i wniwecz obrócił. Powiedz, dlaczego z litości Boga swego nie korzystałeś?” O jakżeby serce twe odporne zmiękło, a dumne spojrzenia na dół się spuściły, a oblicze twoje śmiertelnie pobladło, a słowa wyniosłe w milczenie przeszły lub w jęki trwogi i strasznej rozpaczy, gdyby przed stolicą sąd n swojego postawił cię Pan i w sprawie zażądał rachunku, w tej sprawie Boga, którąś ty złośliwie zdeptał i pogardził! Ach jak On łatwo może kiedykolwiek rzec do duszy grzesznej, wołając: „Odejdź stąd i wyjdź, bo już więcej w ciele przebywać nie będziesz aż do zmartwychwstania”; a dusza na próżno” ociąga się, zwleka, bo rozkazowi oprzeć się nie może. Słowem ust swoich może ci odebrać doczesne życie i wszystkie członki ciała rozpadną i wszystkie ich siły od razu ustaną; albowiem gdy rzecze: Już nic będziesz żył, albo też: Żyj w piekle, na próżno wszelkie zwlekania, opory.

Lecz z tych rzeczy wszystkich nic nie zrobił, przeciwnie cierpliwie wszystko ponosił i w miłosierdziu ciebie podtrzymywał. On dał ci tchnienie, którym przeciw Niemu oddychałeś, dał dobre rzeczy, których dla rozkoszy ciała używałeś, dał pokarm i napój, którym żądzę gardła zaspakajałeś, dal każdą minutę czasu twojego, a ty je wszystkie spędziłeś w lenistwie albo w pijaństwie i na biesiadach i w rozkoszach świata. A więc czy cierpliwość wielka Pana Boga nie jest ci dowodem, że On zginienia twojego nie szuka? Czy lampa się pali, nie mając oleju? Czy domy wasze zostają jak są, jeśli im fundament będzie usunięty? Jeśli to być może, wtenczas wy także będziecie w stanie żyć, nie mając poparcia wielkiego Boga. A przeczże tak długo wspierał życie wasze, jeśli nie dlatego, że czekał, czy się nic opamiętacie i od błędnej i głupiej drogi swej nie odwrócicie się, abyście żyli. Czy kto naumyślnie kładzie broń w rękę zaciętego wroga, aby przeciw niemu walczył? Czy będziecie świecić lampą zbójcom, którzy chcą dzieci wasze pomordować, albo niedbałemu, leniwemu słudze, podczas gdy się bawi albo śpi? Nie wiem innego powodu, dlaczego Pan Bóg tak długo czekał, jak jedynie ten, abyście się w końcu przecie nawrócili i żyli.

Że Bóg nie ma upodobania w śmierci bezbożnika, tego dowodzą męki Syna jego. Czyby nas był odkupił za tak wysoką cenę? Czy byłby aniołów i ludzi zadziwił jego poniżeniem? Czyby Bóg był przebywał w ciele człowieka i przyjął na się kształt niewolnika! Czy byłby wziął na się naturę człowieka, będąc Bogiem wiecznym w tej samej osobie? Czy Chrystus byłby wiódł życie cierpienia i umarł śmiercią skazańca za ludzi, gdyby sobie w śmierci grzesznika podobał? Wyobraźmy sobie, że go widzimy tak gorliwie każącego i uzdrawiającego chorych, jak go przedstawia św. Marek 3, 21, albo tak długo poszczącego, jak opisuje św. Mat. 4;, albo noc całą spędzającego na modlitwie, jak pisze św. Łukasz 6, 12; lub modlącego się, aż krople potu z czoła padają, jak pisze św. Łukasz 22, 44; lub ponoszącego na krzyżu śmierć straszną, gdy życie poświęcił za grzechy nasze – czy myślelibyście, że to wszystkie znaki i świadectwa pewne, iż w śmierci grzesznika Pan ma upodobanie?

Nie osłabiajmy świadectwa tego, mówiąc: On to tylko dla wybranych swoich uczynił. Wszystko to bowiem stało się za twoje grzechy i za nieprawości świata całego, które na Zbawcę włożone były. Ofiara jego i zadośćuczynienie wystarcza za wszystkich grzeszników; owoce ofiary wszystkim grzesznikom są podawane, tak jednemu jak drugiemu, ale to jest prawdą, że serce Pana nigdy nie myślało kogokolwiek zbawić, kto przez pokutę i wiarę do Niego się nie nawrócił. Gdybyście słyszeli, jak Pan nasz płakał i jak narzekał nad zatwardziałym i nieposłusznym ludem izraelskim (Łuk. 19, 41); jak nad odpornością boleśnie wzdychał, wołając: „Jeruzalem! Jeruzalem! które zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie byli posłani; ilekroć chciałem zgromadzić dzieci twoje, tak jako zgromadza kokosz kurczęta swoje pod skrzydła, a nie chcieliście!” (Mat. 23, 37); albo gdybyście byli słyszeli, jak się na krzyżu modlił za swych prześladowców, wołając: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łuk. 23, 34) – naprawdę, nikt nie byłby w stanie u siebie pomyśleć, że Pan ma upodobanie w śmierci bezbożnika, nawet takiego, który umyślnie przez niedowiarstwo na zgubę idzie. A kiedy Pan Bóg tak świat umiłował (nie tylko umiłował, ale tak umiłował, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny, tedy ja myślę, że tym samym faktem dostatecznie udowodnił, na przekor złości ludzi i szatana udowodnił, że nie chce śmierci niepobożnego, ale aby odwrócił się niepobożny od drogi swojej, a żył.

Jeśli wam to wszystko jeszcze nie wystarczy, to na słowo Boga świętego spojrzyjcie i przysięgę Jego na oku miejcie.

VI.

Bóg oświadczenie swe potwierdził przysięgą, aby nikt o prawdzie wyroku Jego powątpiewać nic nie śmiał. Chrystus Pan uroczyście oświadczył, że człowiek nienawrócony i znowu nie narodzony do królestwa niebieskiego wejść nie może. Mat. 18, 3. Jana 8, 3. – Równie to Pan Bóg przysięga, potwierdził, że nie chce śmierci niepobożnego, ale aby się odwrócił niepobożny od drogi swojej, a żył. Apostoł sam mówi: Bóg nie miał przez kogo większego przysiągł, przysiągł przez siebie samego. Heb. 6, 13. – Ludzie wprawdzie przez większego przysięgają, a przysięga, która się dzieje ku potwierdzeniu, jest między nimi końcem wszystkich sporów. „Dlatego też Bóg, chcąc ostatecznie okazać dziedzicom obietnicy nieodmienność rady swojej, uczynił na to przysięgę, abyśmy przez dwie rzeczy nieodmienne, w których niemożebne, aby Bóg kłamał, warowną pociechę mieli, my, którzyśmy się uciekli ku otrzymaniu wystawionej nadziei.” Heb. 6, 16-18.

A tak cię proszę, miły czytelniku, który te moje słowa czytasz i w sercu czujesz, że jesteś grzesznikiem nienawróconym, zastanów się chwilkę nad naukami i wywodami, które ci powyżej wykazałem, i zapytaj siebie, kto w tym właściwie ma upodobanie, gdy ty grzeszysz i na wieczne siebie narażasz potępienie? Zaprawdę, nie Pan Bóg, bo sam poprzysiągł, że tego nie chce. Ja wiem na pewne, że się Panu Bogu nie podoba, gdy w grzechach toniesz. Nie możesz powiedzieć, że na to pijesz, złorzeczysz i świętych powinności swoich zaniedbujesz, tudzież wpływ Ducha świętego w sercu przygasasz i tłumisz, abyś się przez to Bogu upodobał. To by równie było, jak gdybyś królem, panem swoim gardził, ustawy jego nogami deptał, na życie jego nastawał, a przy tym mówił, że to wszystko czynisz, abyś się jemu przypodobał.

A więc któż jest taki, co grzechu i śmierci twojej chce? Zapewnię, kto obraz Boży w duszy nosi, być nim nie może; tacy bowiem wszyscy muszą być umysłu, jakiego jest Bóg. On też wie, jak przykro nauczyciele wierni odczuwają, gdy muszą patrzeć, jak śmiertelnym wrogom swoim służycie, w jakiem zaślepieniu względem przyszłości swojej jesteście, jak lekkomyślnie w płomienie piekła pędzicie. Zaprawdę, bolesną jest dla nich widzieć zaślepienie duszy i zatwardzenie serca waszego, patrzeć na lekkomyślność i zarozumiałość, w jakiej jesteście, tudzież się martwić, że was niczego nauczyć nie mogą, ani też odwrócić od drogi błędnej, która ani do pokoju ani do żywota człowieka nie wiedzie. Oni rozumieją, że to są znaki śmierci i gniewu wiecznego Boga, oni ze słowa Bożego wiedzą, co z tego wyniknie, i stąd nie więcej mają pocieszenia niż lekarz czuły, gdy widzi na ciele pacjenta swego plamy zarazy. Ach Boże miły! widzieć przed wami piekielne katusze, a nie móc zaradzić! Widzieć, jak na oślep pędzicie do piekła, a nie być w stanie o tym was przekonać, ani nakłonić do opamiętania! Mieć przed oczyma, jak łatwo, jak pewnie można ujść zginienia, a jednak nie móc was porwać, zachęcić! Jak wam jest łatwo dostąpić zbawienia, gdybyście tylko chcieli się nawrócić i celem życia i troską jedyna, to postanowić; a jednak tego uczynić nie chcecie. Choćbyśmy swe życie na to poświęcili, nie możemy was przekonać. Dniem i nocą o tym rozmyślamy, co wam powiedzieć, abyśmy was przekonali i do nawrócenia nakłonili. a zawsze jeszcze się to nie stało. Kładziemy przed wami słowo Pana Boga, rozdziały i wiersze, gdzie tu napisano, palcem wskazujemy; słowo za słowem powtarzamy, że nie możecie dostąpić zbawienia, jeśli się nie nawrócicie, a jednak jak przyszliśmy, tak odchodzimy – bez skutku. Mamy nadzieję, że słowom Boga uwierzycie, choć nam nie chcecie uwierzyć, że się przecie zastanowicie, gdy wyraźne wyroki Pańskie przed oczy stawimy, ale na próżno się spodziewamy, na próżno sobie trud zadajemy, najmniejszej zmiany co do serc waszych dojrzeć nie możemy. A czy myślicie, że nam to jest miłe? Ach ileż razy obciążonym sercem w zaciszu, w skrytości wołamy do Boga w modlitwach naszych, żaląc się i mówiąc: „Ach, Panie Boże! mówimy do nich w Twoim imieniu, a oni na to wcale nie zważają. Przedstawiamy im, jak nam poleciłeś, niebezpieczeństwo serca nienawróconego i zatwardziałego, ale nam nie wierzą. Powtarzamy, co Ty mówisz, Panie, że „niemasz pokoju niepobożnym” (Izaj. 57, 21), ale i najgorsi pomiędzy nimi nie chcą uwierzyć, żeby mieli być „niepobożnymi”. Wskazujemy na słowo Twoje, że „jeślibyście według ciała żyli, pomrzecie” (Rzym. 8, 13); ale oni mówią, że w Ciebie wierzą, a tymczasem Tobie nie wierzą. W Tobie chcą ufać, a na to, co Ty mówisz, nie dbają. Mają nadzieję, że groźby Twoje się nie wypełnią, a przy tym mówią, że w Bogu ufają. Przypominamy wyroki Twoje jakoś powiedział, że „gdy umiera człowiek niepobożny, ginie nadzieja jego” (Przypow. 11, 7), a nie możemy ich o tym przekonać, że się w nadziejach swoich zawodzą. Dowodzimy im jak najjaśniej, jak zgubną rzeczą i nad miarę podłą jest grzech człowieka, lecz oni ten grzech kochają i od niego nie chcą się oderwać. My im przedstawiamy, jak drogo tę rozkosz ciała opłacają, tudzież że za nią w wiecznych mękach pokutować będą; oni się zaklinają, lecz słowom naszym nie wierzą, owszem czynią, jako inni czynią. Powiadają: Bóg jest litościwy; my mu nie wierzymy, ale się na łaskę Jego zdamy, niech stąd wyniknie, cokolwiek chce. My przedstawiamy, jak Pan jest gotów przyjąć ich znowu, lecz to tylko sprawia, że z pokutą zwlekają i w grzechach coraz bezpieczniejsi są. Niektórzy mówią: Będziemy pokutowali, ale dotąd wcale się nie zmienili; inni powiadają: Już pokutujemy; ale od grzechu się nie odwrócili. My ich napominamy, prosimy, pomoc swą ofiarujemy, a jednak nie z nimi przewieść nie możemy. Co byli pijakami, są pijakami; co byli rozkosznikami, nędznymi służalcami ciała i chuci jego, takimi są. Co byli marnotrawcami, marnotrawcami są. Co byli głupcami, pyszałkami, zarozumialcami, takimi są nadal. Mało jest, tych co zechcą otworzyć oczy i grzechy swe widzieć i takowe wyznać, a daleko mniej, co od tych grzechów chcą się oderwać. Tym się pocieszają, że grzesznikami jesteśmy wszyscy, jak gdyby między nawróconym i nienawróconym grzesznikiem najmniejszej różnicy nie było. Niektórzy nie chcą do nas się przybliżyć, gdy ich nauczamy, ale powiadają, że oni to wszystko już dawno wiedzą i nauki naszej nie potrzebują. Niektórzy wprawdzie chętnie słuchają i czynią, co słyszeli; lecz największa część jest jakby byli martwi, żadnego uczucia nie mający. Gdy im mówimy o wiecznych następstwach z grzechu wynikających, to ani słowo serca im nie wzruszy. Gdy ich nie słuchamy ani po ich woli nie postępujemy, gdy przeciw słowu Bożemu grzeszą, to nas nienawidzą i nam wygrażają; a gdy ich prosimy, żeby od grzechów odstąpiwszy, dusze swe ratowali, to i słyszeć nie chcą. Natomiast by chcieli, abyśmy my Bogu nieposłuszni byli i własne dusze im ku upodobaniu na zgubę narazili; sami zaś nie chcą ani się nawrócić, ni na chwałę Bożą swej duszy ocalić. W zarozumiałości swojej mędrsi są, niż ci, co ich uczyć mają; gniewają się i szaleją i na własnych drogach pozostają, a choćbyśmy jak chętnie wszystko uczynili, to ich umysłu nie odmienimy. Ach Panie! w takim to stanie są bliźni nasi, a my im pomóc nie możemy. My wiemy, gdyby się nawrócili ze szczerego serca, pewnie by zbawienia Twego dostąpili, lecz my ich do tego skłonić nie możemy. Choćbyśmy ze łzami w oczach ich błagali, wszystko na próżno, wzruszyć się nie dadzą, a cóż my, biedni, więcej czynić mamy?

Oto są skargi i narzekania, jakie niejeden biedny duszpasterz wynurza przed Bogiem. A czy mydlicie, że mu to przyjemnie? Czy mniemacie, że to przyjemnością patrzeć, jak wy w grzechach głębiej toniecie; patrzeć, nie mogąc tego zastawić? Widzieć, jak w nędzy głębiej toniecie, a nie móc was nawet ani ocucić! Jesteście weseli, a nie wiecie nawet, czy za godzinkę nie będziecie w piekle! Ach jak możecie wiecznym życiem w chwale 11 Pana Boga tak gardzić, pomiatać? Cóż smutniejszego możecie sprawić tym, co was kochają, jakże im większe zmartwienie wyrządzić?

A komuż swoim grzechem i wieczną śmiercią sprawiacie radość? Czy przyjaciołom rozumnym, szlachetnym? O zaprawdę, wierzcie mi, widzieć nędzę waszą jest tli a nich smutkiem nieopisanym. Oni was żałują, boleją nad wami, a wy niewdzięcznicy nie macie serca nad sobą samymi i nad dolą waszą się zmiłować!

Któż tedy ma radość z grzechu waszego, ze zguby waszej? Nikt inny, tylko owi trzej wielcy wrogowie Boga, których we chrzcie świętym wyrzekliście się, a teraz powróciwszy do nich, sercem im służycie.

Diabeł zaiste raduje się z grzechu i śmierci waszej, bo to jest celem wszystkich pokus jego. We dnie i w nocy na was czatuje i nie można lepiej mu się przypodobać, jak kiedy grzesznik coraz głębiej tonie. Jakże się cieszy, gdy ciebie widzi w drodze do gospody lub za innym grzechem, gdy słyszy, Jak klniesz, złorzeczysz, wyszydzasz! Jaką mu rozkosz gdy na duszpasterza swego wygadujesz, który cię od grzechu odwodzi, pragnąc duszę twą ocalić? Zaprawdę, takie wygadywania, to słodka muzyka w uszach szatana.

Tak samo bezbożni cieszą się z twych grzechów, bo to dla ich serca prawdziwa rozkosz.

Ale ja wiem pewnie, kto się najbardziej z grzechów waszych cieszy; więcej niż świat ziemski, a więcej niż diabeł, to jest ciało wasze. To ten największy i najniebezpieczniejszy wasz nieprzyjaciel, któremu najbardziej się przymilacie. Ciało karmicie i napawacie, jak mu się podoba; co dobrego zjeść, co dobrego wypić, jak się pięknie ubrać i nastroić przed światem – to mu się podoba; za to was pochwali, podniesie przed światem, gdy mu dacie sposobność bujać w rozkoszach, żądzach, wyprawach w lenistwie; o zaprawdę, to jest otchłań i zatoka, co wszystkich pochłania. To jest ten bożek, co mu wszyscy służą, jak mówi Pismo: „Ich Bóg jest brzuch, a chwała ich w hańbie ich.” Filip. 3, 19

Ale cię proszę, zatrzymaj się trochę, miły przyjacielu; rozpatrz się w tej sprawie. Czy chcesz ciału swemu więcej dogodzić niż Panu Bogu? Czy chcesz wzgardzić Bogiem, zlekceważyć sobie swych nauczycieli i przyjaciół bogobojnych, jedynie dlatego, abyś żądzom ciała i najpodlejszym, byś chuci cielesnej i najpospolitszej dobrze dogodził? Czy Pan godzien, aby ciału waszemu panował? A jeśli nie panuje, to go też nie zbawi; nie ma powodu do takiej nadziei.

Ciało wasze jest spokojne z grzechem, ale czy też jest spokojne sumienie”? Czy się nigdy nie oburza i nie mówi do was, że się coś w duszy waszej rozstroiło, że położenie wasze nie jest tak bezpieczne, jak się wam wydaje? A czy się nie godzi, by dusza i serce były zadowolone, więcej niż nasze skazitelne ciało!

Ciało wasze gotuje sobie nie najlepszą przyszłość; lubi przynętę, lecz nie lubi wędki. Mocne napoje, smaczne zakąski, wygodę, zabawy, wesołe zebrania, to wszystko lubi; lubi być bogatym i być widzianym w oczach otoczenia, lubi, gdy mu kadzą, dobrze o nim mówią, to lubi; ale czy też lubi być osądzonym przez Pana Boga? Czy lubi stanąć w drżeniu serca swego przed stolicą Bożą i być skazanym na wieczne płomienie! Czy lubi wiecznie cierpieć katusze z diabłami w piekle? Tu trzeba jedno i drugie przyjąć. Nie można grzechu oderwać od piekła, albowiem oboje do siebie należą; jedynie wiara i nawrócenie prawdziwe rzeczy te rozdzieli. Jeśli grzech i piekło są wam tak przyjemne, to nie dziw, że w grzechach coraz głębiej brniecie. Lecz jeśli tak nie jest, a ja wiem, że nie jest, tedy choćby grzech był najpowabniejszy, jak możecie dla niego nawet na męki ognia wiecznego nie zważać? Czy odrobina napoju, odrobina pokarmu lub nieco wygody mogą więcej znaczyć niż niebieska radość, albo czy warto dla nich na wieczne męki się narażać? A tak, najmilsi, każdy człowiek mający rozum powinien się nad tym głębiej zastanowić i zdać sobie sprawę, czy duszę swoją chce zabić lub zbawić.

Pan Bóg poprzysiągł, że mię chce śmierci niezbożnika, tylko by niezbożnik nawróciwszy się, żył. Jeśli tedy dalej kroczycie i raczej zginąć wolicie, niźli się nawrócić, pomnijcie u siebie, nie dlatego się tak stało, żeby Pan Bóg chciał, ale dlatego, że się to światu podoba i wam się podoba. A gdy tak ludzie na męki idą, ponieważ się w tym, co męki sprawia, kochają, tedy zaprawdę się opamiętają i do pokuty wrócą, ale potem będzie za późno.

VII.

Tak gorliwie chce Bóg litościwy, aby się niezbożnik od drogi swojej odwrócił, że go podwójnie, z wielkim naciskiem do tego zachęca, mówiąc: „Nawróćcie się, nawróćcie się; czemu macie umrzeć !” Czy jest gdzie grzesznik nienawrócony, co te słowa słyszy? Jest gdzie mężczyzna albo niewiasta, co odnawiającej i poświęcającej siły Ducha świętego jeszcze nie doznali? O zważajcie na głos Stwórcy waszego, i bez zwłoki do Niego przez Jezusa Chrystusa się nawracajcie! Czy chcecie wiedzieć, czego Pan Bóg chce? Oto, tego chce, abyście niezwłocznie, od razu do Niego się nawrócili. Może to być, iż Bóg żyjący taką nowinę stworzeniu swemu z nieba przesyła, a ono jednak rozkazu jego nie słucha? A więc słuchajcie, którzy według ciała bezpiecznie żyjecie; Pan nieba i ziemi, co wam dał oddech i życie i wszystko, On z nieba woła, On do was poselstwo niebieskie zsyła, wołając: „Nawróćcie się, nawróćcie się; czemu macie umrzeć?” Kto ma uszy ku słuchaniu, niechaj słucha. Albo czy głosem Majestatu Jego gardzić zechcecie? Gdy tylko grzmotem wielkim się odezwie, do głębi serca się przerażamy; ale ten głos Boga mocniej nas obchodzi. Gdyby ci powiedział, że jutro umrzesz, to byś z tego żartów nie stroił. Lecz tu o wieczność idzie, o wieczny żywot lub wieczne zginienie.

Ale też wszyscy, co duszę swoją szczerze kochacie i o zbawienie dbałymi jesteście, słuchajcie, słuchajcie! Oto nowina ze wszech miar radosna, jakiej dusze ludzkie nigdy nie słyszały: „Nawróćcie się, nawróćcie się, czemu macie umrzeć?” A więc nie jesteście już wykluczeni ani oddani na wieczną rozpacz! Miłosierdzie do was przychodzi. Odwróćcie się, a ono jest wasze. Ach najmilsi moi, z jakąż rozkoszą i radością serca powinniśmy przyjąć nowinę taką! Wiem, nie po raz pierwszy ją słyszymy; lecz jak ją przyjęliśmy i dziś przyjmujemy? Ach, grzesznicy wszyscy, obojętni, ciemni, słuchajcie słowa, które mówi Bóg! Słuchajcie wszyscy, co świat miłujecie; słuchajcie, co chuciom ciała dogadzacie; wy wszyscy obżercy, pijanicy, wszetecznicy, bluźniercy, lekkomyślni, wy, co się mścicie, oszczercy i kłamcy słuchajcie! Bóg mówi: Nawróćcie się, nawróćcie się; czemu macie umrzeć?

Słuchajcie wszyscy, coście są serca oziębłego i tylko zewnętrznie Pana wyznajecie, wy wszyscy, co w sercu i w duszy życia Chrystusowego nie macie, a mocy krzyża i zmartwychwstania Jego nie znacie, wy, których serce w miłości Jezusa się nie zagrzało, którzy Nim jako siłą duszy tajemniczą nie żyjecie, wy wszyscy słuchajcie słowa Boga naszego: „Nawróćcie się, nawróćcie się! Czemu macie umrzeć!”.

Słuchajcie wszyscy, co miłości do Boga nie macie, a serca wasze do Niego nie biją, ni nadzieją chwały w królestwie Jego nie płoną. Więcej wam zależy na powodzeniu szczęśliwym na ziemi, niż na słodyczach wiecznego zbawienia. Wprawdzie nie jesteście bez religii, od czasu do czasu na nią wspominając, lecz Panu Bogu tylko tyle dacie, co wam nad potrzeby ciała pozostaje. Wyście cielesności się nie zaparli ani dla Chrystusa rzeczy tego świata nie opuścili. Wy macie rzecz jakąś, sercu tak miłą, że jej dla Chrystusa zrzec się nie możecie ani jej się zaprzeć, gdyby jej zażądał; owszem prędzej byście niełaskę Jego na się ściągnęli, niż się wyrzekli, co wam jest miłym. Do was Pan woła: „Nawróćcie się, nawróćcie się! Czemu macie umrzeć!”.

A tak, najmilsi, cóż więc uczynicie? Jakież jest wasze postanowienie? Zechcecie się nawrócić, czy nie? Nie wahajcie się między dwojakim zdaniem! Jeśli Pan jest Bogiem, idźcie za Nim; jeśli ciało bogiem, idźcie za ciałem. Jeśli niebo lepsze niż ziemia i rozkosze świata, chodźcie więc, szukajmy tej lepszej krainy, w niej skarby swe złóżmy, gdzie ich mól ni rdza nie psuje, ani złodzieje nie podkopują ni kradną; przyjmijmy królestwo nie chwiejące się. (Heb. 12, 28), dla wyższych celów z życia korzystajmy, troskom swym i pracom inny wytyczając kierunek, niż przedtem zwykli byliśmy czynić.

Był kiedyś czas, gdy miecz płomienisty gniewu Bożego nad głową nam wisiał; gdy ani ty, ani przyjaciele twoi nie byli w stanie odwrócić od ciebie przekleństwa grzechu, ani zjednać odpuszczenia popełnionych grzechów, choćbyś jak mocno za nie pokutował i poprawy szukał. Lecz Chrystus usunął tą zaporę, krew swoją za nas ofiarowawszy. Był czas, gdy Pan Bóg nie był ubłagany; zakon Jego przestąpiliśmy, a za to nic było zadośćuczynienia; ale to wszystko teraz inaczej. Sprawiedliwości stało się zadość; Bóg jest przejednany, o grzechach naszych więcej nie pamięta, ale w Chrystusie ofiaruje żywot i pojednanie, a ciebie wzywa, abyś go przyjął i w łasce Jego wiecznie pozostał! „Bóg nas z samym sobą pojednał przez Jezusa Chrystusa, ponieważ Bóg był w Chrystusie, świat z samym sobą jednając.” 2. Kor. 5, 18 l ,19. Od Niego tedy mamy rozkazanie, abyśmy głosili, wołając: „Pójdźcie, bo już wszystko gotowe!” Łuk. 14, 17. – Wszystko jest gotowe, a czy ty jesteś przygotowany! Bóg jest gotowy, utrzymywać ciebie i wszystko odpuścić, cokolwiek przeciw Niemu popełniłeś, byłeś tylko przyszedł. Aczkolwiek długo grzeszyłeś, acz uporczywie i brzydko grzeszyłeś, On jest gotów, wszystkie te grzechy poza siebie rzucić, byłeś tylko przyszedł. Choć istnym synem marnotrawnym byłeś, od Boga uciekłeś i długie czasy w obczyźnie bywałeś; On jednak jest gotów wyjść tobie naprzeciw, w objęcia cię przyjąć, z nawrócenia twego szczerze się radować, byłeś tylko przyszedł. Czy się serce twoje przez to nie poruszy? O człowiecze grzeszny, jeśli masz serce a nie kamień w piersi, to pewnie musi zmięknąć i stopnieć. Czy Majestat Boga nieskończony, straszny ma wyczekiwać przewrotu twego i być gotowym na przyjęcie ciebie, coś go tak długo lekceważył i o nim zapomniał? Czy musi się cieszyć z nawrócenia twego, kiedy sprawiedliwym wyrokiem swoim mógł cię każdej chwili dać na potępienie? O zaprawdę, tysiąc masa różnych powodów, abyś był gotowym przyjść, kiedy cię woła i słodko zaprasza!

Chrystus na krzyżu zgotował ci drogę i taki przystęp wyjednał u Ojca, że radosne zawsze znajdziesz powitanie, kiedykolwiek przyjdziesz. Czy więc naprawdę nie jesteś gotowym?

Odpuszczenie grzechów jest przygotowane i najwyraźniej tobie zastrzeżone w Ewangelii. Czy jeszcze nie jesteś gotowy? Słudzy Ewangelii gotowi są ci być pomocą, objaśniać prawdę, zwiastować grzechów twoich odpuszczenie, tudzież pokój duszy i pojednanie, gotowi są modlić się Bogu za ciebie i Sakramentem Wieczerzy Pańskiej potwierdzić grzechów twoich odpuszczenie. A ty jeszcze nie jesteś gotowy! Wszyscy, którzy się Pana Boga boją, są naokoło cieszyć się gotowi z twego nawrócenia, tudzież cię przyjąć do społeczności odkupionych Pańskich i rękę twoją na znak braterskości serdecznie uścisnąć; a choć od nich byłeś dotąd oddalony, jednak cię przyjmują do grona swego, bo gdzie Bóg odpuszcza, tam też i człowiek nie może inaczej, jak winy odpuścić, gdy poprawa serca przez wyznanie grzechu i posłuszeństwo stała się widoczną. A choćbyś najwięcej rozpusty nabroił, jeśli się tylko ze serca nawracasz, oni cię odrzucić od siebie nie mogą. A gdy oni wszyscy gotowi są przyjąć cię do grona swego, to czy ty nie jesteś gotowy przyjść?

Ba nawet niebo jest dla cię gotowe; Pan chce cię przyjąć do chwały zbawionych. Choć jesteś splamiony, jeśli się tylko Panu dasz oczyścić, możesz znaleźć miejsce przed tronem Bożym. Aniołowie jego strzec będą twojej duszy w drodze do chwały, jeżeli tylko szczerym sercem przyjdziesz. Bóg ci gotowy, ofiara Chrystusa gotową, obietnica Pana gotowa, grzechów odpuszczenie gotowe. Kaznodzieje gotowi, lud Boży gotowy, niebo gotowe, anieli gotowi, a ci wszyscy czekają, skoro się nawrócisz, a ty jeszcze nie jesteś gotowy? – Jakto? nie gotowy żyć, gdyś tak długo martwy? Nie gotowy poznać swą własną nędzę, jak syn marnotrawny ją poznał? Łuk. 15, 17. Nie gotowy dostąpić zbawienia, kiedy potępienie grozi! Ach, człowiecze grzeszny, czy ty wiesz, co czynisz? Gdy umrzesz, nie nawróciwszy się, potępienie cię czeka. Nie wiesz, czy jeszcze godziną żyć będziesz, a jednak jeszcze nie jesteś gotowy aby przyjść? O nędzne stworzenie! czy jeszcze nie dosyć szatanowi i ciału służyłeś? Jeszcze nie dosyć grzechów nabroiłeś! Czy ci z tym tak dobrze1? Czy taką korzyść odbierasz z grzechu? Czy jeszcze więcej chcesz nabroić złego? Tyle było wezwań, tyle dowodów łaski, tyle ciosów życia, tyle przykładów zachęcających! Tyle ich widziałeś, co w grób wstępowali, a ty jeszcze nie jesteś. gotów rozstać się z grzechem i przyjść do Chrystusa! Po tylu drganiach, kłuciach sumienia, po tylu próbach i obietnicach niedotrzymanych, – zawsze nie jesteś jeszcze gotowy, abyś się odwrócił od grzechu i żył? Ach, gdyby ci się oczy otwarły, żebyś tylko poznał, jak wielką ofiarę podaje ci Pan! O jak radosne jest to poselstwo, które sprawować jesteśmy wysłani, wzywając was, abyście przyszli, albowiem wszystko jest gotowe.

Na pierwszym miejscu zaprasza was Bóg sam,. On, który rządzi niebem i ziemią, tobie rozkazuje, abyś się nawrócił, a to natychmiast i bez wszelkiej zwłoki. On każe słońcu, by swój bieg pełniło, tudzież nad tobą wzeszło każdego poranku; a choć to stworzenie takie wspaniałe i nader wielkie, bo od ziemi naszej niesłychanie większe, to jednak słucha rozkazu Bożego i ani minuty od wyznaczonego terminu nie chybi. On rozkazuje planetom i ciałom na wysokim niebie, a rozkazu jego wszystkie słuchają. On sprowadza napływ i opadanie morza, a wszystko stworzenie słucha głosu jego i wskazaną przezeń postępuje drogą. Aniołowie w niebie są mu posłuszni i wolę jego wykonują, gdy ich wysyła, aby służyli takim robaczkom, jak my tu jesteśmy nędzni na tej ziemi. Heb. l, 14. A jednak, gdy ten Bóg każe grzesznikowi, aby się nawrócił, to ten nie usłucha. Myśli o sobie, że jest mądrzejszym od Boga. Grzechu swego broni, Bogn marudzi i ani myśli, żeby się odwrócił. Gdy Bóg wszechmocny słowo wypowie, niebo i ziemia i wszystkie ich wojska od razu słuchają; bezbożnik nie! Gdy wezwie grzesznika ciału i marnościom oddanego, aby swe żądze zwyciężył, umartwił, aby swe oko i serce swoje na lepsze dziedzictwo skierował – ten Go nie usłucha.

Gdy w sercu jest miłość, to człowiek pozna głos umiłowanego i mówi: „Ach, to jest wezwanie Ojca mojego! Jakże mógłbym być Mu nieposłusznym1? „Owce Chrystusa głos Jego znają, głosu Jego słuchają, a On je zna, i za Nim idą, a Chrystus im żywot wieczny da u siebie.” Jana 10, 4, 27 i 28. – Gdyby w twoim sercu była choć iskierka duchowego życia i uczucia, tedy co najmniej powiedziałbyś u siebie: To jest wołanie i głos przeraźliwy wszechmocnego Boga; któż tedy Jemu sprzeciwić się może? Prorok mówi: „Lew ryczy, któżby się nie bał” Amos. 3, 8. Nie jest Bóg jak człowiek, abyś się z Nim bawił i naigrywał. Pomnij, co powiedział do świętego Pawła, gdy się ten nawrócił: „Trudno tobie przeciw ościeniowi wierzgać.” Dzieje 9, 5. – Czy więc zuchwale słowem Jego wzgardzisz, Duchowi Jego się oprzesz, uszu swych zatulisz, gdy cię zawoła? Któż z tego mieć będzie największą szkodę? Czy ty rozumiesz, komu się sprzeciwiasz, z kim wojnę toczysz;, co właściwie robisz? Daleko ci łatwiej rzucić się na ciernie i z nimi wojować, bosą nogą po nich skakać, gołą ręką je walić, ba głowę do nich wsunąć, gdy są w płomieniach, niż z zapalczywością gniewu Bożego zadzierać. „Bóg nasz jest ogniem trawiącym.” Heb. 12, 29. O robaczku nędzny, czym ty sobie jesteś wobec Pana Boga! „Nie błądźcie! Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem cokolwiek sieje człowiek, to też żąć będzie.” Gal. 6, 7. – Drwij sobie z kogokolwiek chcesz, lecz Bogu daj spokój. To znaczy tyle, co z gorejącą pochodnią skakać po dachu ze słomy; albo jeszcze gorzej, bo zapalczywość gniewu Bożego nie da się ugasić. Straszna jest rzecz, wpaść w ręce Boga żywego” Heb. 10, 31, a. równie straszna się Mu sprzeciwiać lub walczyć przeciw Niemu. Jeśli ci dusza miłą i drogą, pomnij, co czynisz. Cóż zaczniesz, gdy w gniewie zawoła cię. Bóg? Cóż zrobisz, gdy na cię rękę swą położy? Czy sadowi Jego myślisz się sprzeciwiać, jakoś łasce Jego opór stanowił? Mówi Bóg: „Zapalczywości żadnej we mnie niemasz.” To znaczy: nie mam upodobania w zginieniu twoim, a jeśli cię skarżę, to bardzo niechętnie. Ale jednak mówi dalej: „Któż mi da oset albo ciernie, abym przeciwko niej walczył i spalił .ją do szczętu? Czy kto ujmie siłę moją, aby uczynił pokój ze mną? aby pokój, mówię, uczynił ze mną?” Izaj. 27, 4 i 5. Nierówna to walka, gdy oset lub ciernie z ogniem idzie w z<e>apasy. A kiedy Pan ten woa nas do siebie, jakime gosem, jakim więc sposobem to czyni?

Oto każda karta tej świętej księgi Boga naszego ma niby głos, który cię woła, mówiąc: „Wróć się a żyj; wróć się, bo umrzesz!” Jak możesz otworzyć Biblię świętą i przeczytać stronę lub słuchać rozdziału, a nie mieć uczucia, że cię Bóg woła, abyś się nawrócił?

Każde kazanie słowa Bożego, gdy na nim jesteś, jest ci takim głosem, który cię zaprasza, przekonywa, wzywa: Nawróć się, duszo, do Boga swego! Gdy Duch święty serce twe poruszy i w głębi duszy przypomni słowa wielkiego Boga, czy to nie jest głos wzywający, abyś się nawrócił?

Niekiedy takie wewnętrzne wzruszenie jest głosem twego własnego sumienia, co ci daje poznać, że w duszy twojej jest coś w nieładzie, że nowym trzeba stać się stworzeniem i w nowym kierunku bieg życia prowadzić. Czy takie wewnętrzne zaniepokojenie nie jest głosem Bożym, który cię wzywa, abyś się odwrócił ?

Do tego dodajmy głos, którym dzieła Pana Boga mówią. One bowiem nie mniej są księgą Bożą, która cię zacnych nauk uczy, wskazując na wielkość i mądrość i dobroć Stwórcy wszech rzeczy i zachęcając do oglądania i podziwiania wielkości jego. „Niebiosa opowiadają chwałę Bożą, a dzieło rąk jego rozpostarcie odnajmuje. Dzień dniowi podaje słowo, a noc nocy pokazuje umiejętność.” Psalm 19, 2 i 3. Słońce Pana Boga dzień po dniu wschodzi nad głową twoją, wzywając ciebie, abyś się nawrócił. Ono niby mówi: „Dlaczegóż się wznoszę i okrążam świat, jak chyba dlatego, abym ludziom o chwale Stwórcy świadczyło i do pełnienia spraw Pańskich świeciło? Ale niestety znajduję, że uczynki grzechu pełnisz i czas życia w ospałości trawisz. „Ocuć się, który śpisz, i powstań od umarłych, a oświeci cię Chrystus.” Efez. 5, 14. – „Noc przeminęła, a dzień się przybliżył; odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości. Chodźmy uczciwie jako we dnie, nie w biesiadach i pijaństwach, nie we wszeteczeństwach i rozpustach, nie w poswarkach ani zazdrości, ale obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa, a nie czyńcie starania o ciele ku wykonywaniu pożądliwości.” Rzym. 13, 11-14. Każde zmiłowanie Boga naszego woła do nas: Nawróćcie się. Dlaczegóż ta ziemia cię nosił Tylko dlatego, abyś szukał Pana Boga twego i służył Mu. Dlaczegóż wszystkie stworzenia są ci poddane i służą tobie swą siłą i życiem! Dlatego jedynie, abyś służył Bogu. Dlaczegóż ziemia rodzi owoce i tobie je dawał – Abyś służył Bogu! – Dlaczego powietrze daje ci oddech? Abyś służył Bogu. Dlaczegóż Pan Bóg daje ci czas życia, zdrowie i siłę? Tylko dlatego, żebyś służył Bogu. Dlaczegóż masz; pokarm; napój i odzienie? Abyś służył Bogu. Albo czy masz cokolwiek, coby ci nie było dano? A jeśli te rzeczy otrzymałeś, czy się to samo w sobie nie rozumie, że trzeba pomyśleć, od kogo są, w jakim celu dane i do jakiego użytku służą. Czyś nigdy nie wołał do Niego o pomoc w utrapieniu życia? Czy nie pomyślałeś, że twym obowiązkiem jest się odwrócić i służyć Panu, gdy cię wybawi? On tedy wykonał, o co go prosiłeś; wybawił cię z nędzy i nadal zachował.. On cię w dalszym ciągu rok po roku żywił – a czyś ty się wrócił? Znamy podobieństwo o figowym drzewie. „Człowiek niektóry miał figowe drzewo wsadzone na winnicy swojej, a przyszedłszy, szukał na nim owocu, ale nie znalazł. Tedy rzekł do winiarza: Oto po trzy lata przychodzę, szukając owocu na tym drzewie figowym, ale nie znajduję. Wytnijże je; bo przeczże tę ziemię próżno zastępuje? Ale on odpowiadając, rzekł mu: Panie, zaniechaj go jeszcze i na ten rok, aż go okopię i obłożę gnojem, owa snąć przyniesie owoc; a jeśli nie, potem je wytniesz.” Łuk. 13, 6-9. Ileż to lat Pan Bóg wobec ciebie czekał, wyglądając owocu miłości i świątobliwości; a choć żadnego nie znalazł, jednak cię nie wyciął. Lekkomyślnością i nieposłuszeństwem drażniłeś Boga, aby powiedział: Wytnij go, przeczże tu próżno ziemię zastępuje? A jednak miłosierdzie Jego zwyciężyło i cios stanowczy aż do dnia tego powstrzymać raczyło. Gdybyś te rzeczy bliżej rozważył, usłyszysz stąd głos Pana Boga twego, który cię wzywa, abyś się nawrócił. „Czy mniemasz, o człowiecze, co takowe rzeczy czynisz, że ty ujdziesz sądu Bożego? Czy bogactwem dobrotliwości Jego i cierpliwości i nieskwapliwości pogardzasz, nie wiedząc, że cię dobrotliwość Boża do pokuty prowadzi? Ale podług zatwardziałości twojej i serca niepokutującego skarbisz sobie samemu gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Bożego, który odda każdemu podług uczynków jego.” Rzym. 2, 3-6.

Każda klęska, jakiejkolwiek doznasz, jest głosem Bożym, który cię wzywa, mówiąc: Nawróć się rychło. Choroby, cierpienia wzywają cię: Nawróć się; nędza życia, strata przyjaciół i jakąkolwiek. rózga cię Pan nawiedza, to wszystko woła: Nawróć się. A ty jednak zatuliwszy uszu, nie chcesz słuchać wezwania ?

Umysł i uzdolnienie twoje przemawiają za tym, abyś się nawrócił. Bóg ci dał rozum. W jakimże innym uczynił to celu, tylko abyś przezeń panował nad ciałem i Panu służył? Masz w piersi serce, co umie kochać, bać się i tęsknić, – czy też za Panem?

Własnym ślubowaniem, zobowiązałeś się, że się do Pana pewnie nawrócisz i służyć mu będziesz. Świata się wyrzec, ciała i szatana, to było twoim mocnym postanowieniem. Czy ślubowania nie myślisz dotrzymać ani go wypełnić? Te zamiary swoje potwierdziłeś wyznaniem wiary i u ołtarza w Wieczerzy świętej, jako je też w chwilach wielkiego ucisku w sercu powtórzyłeś – czy chcesz wrócić do Boga swego ?

Gdy wszystkie te rzeczy razem obejrzysz, jakiż będzie wynik? Pismo święte wzywa, mówiąc: Nawróć się! Słudzy Chrystusowi wołają: Nawróć się! Duch święty zachęca, mówiąc: Nawróć się! Sumienie pobudza, mówiąc: Nawróć się! Pobożni wokoło słowem i przykładem zachęcają, mówiąc: Nawróć się! Świat nawet cały i wszystkie stworzenia, gdy się w nich nieco bliżej rozpatrzysz, mówią do ciebie: Nawróć się! Łagodna cierpliwość Boga naszego przemawia, mówiąc: Nawróć się! Zmiłowanie Boga, których doznałeś, one wszystkie mówią: Nawróć się! Rózga Pana Boga, ćwiczenia Jego mówią: Nawróć się! Umysł twój i serce zachęcają, mówiąc: Nawróć się! Ślubowania twoje wobec Pana Boga do nawrócenia cię pobudzają – a ty jeszcze dotąd jesteś w namysłach, czy się nawrócić?

O biedny grzeszniku kamiennego serca! Czy .pomyślałeś, w jakim stosunku po wszystkie te czasy jesteś do Tego, który cię wzywa, abyś się nawrócił? Ty Jego własnością jesteś; ty cokolwiek swoim nazywasz, wszystko bez wyjątku Jemu zawdzięczasz! Czy On nie ma mocy swojemu rozkazać? Ty najzupełniej sługą Jego jesteś i nie masz prawa jakiemu innemu panu się poświęcać. Od Jego łaski zawiśniesz, a życie twoje w Jego jest ręku. On chce cię zbawić, ale pod tymi tylko warunkami, a nie innymi, mianowicie, żebyś się nawrócił. Pomnij, że dużo masz nieprzyjaciół, ogromnie złośliwych, którzy sobie wszyscy jednego życzą, a mianowicie, by cię Bóg opuścił i na ich wolę zupełnie wydał. Prędko by oni na cię nastali, podług swej woli z tobą zaskoczyli. Z ich ręki nie możesz inaczej się wyrwać, jak tylko gdy się do Boga nawrócisz! Gniew Jego nad tobą ciężko zawisnął dla grzechów twoich, lecz miłosierdzie Boga naszego i cierpliwość Jego jest jeszcze większa. Ona jeszcze czeka i nawrócenia twego wygląda. Może to dla ciebie jest rok ostatni, może dzień ostatni dziś dla ciebie nastał. Miecz Jego do serca twojego mierzy, gdy te słowa słyszysz; a jeśli się nie nawrócisz, śmierć ci niechybna i zguba grozi. Gdybyś tylko przejrzał, gdybyś się przekonał, gdzie się znajdujesz, na samej krawędzi piekielnych przepaści, gdybyś policzył owe tysiące dusz, które tam są, ponieważ do Pana się nie nawróciły, o pewnie byś poznał, że ostateczny dla ciebie czas, abyś się nawrócił.

A tak, najmilsi, my przychodzimy do was, wysłani od Pana, abyśmy przed wami położyli życie i śmierć. Cóż na to powiecie? Cóż z tych wybierzecie? Chrystus, oto, stoi przed wami; w jednej ręce niebo, w drugiej ręce piekło, tak je wam podaje. Cóż wybierzecie? „Głos Pański krzesze płomień ognisty.” Psalm 39, 7. – Czy to nic nie znaczy, gdy ci pogrozi, jeślibyś się nie nawrócił? Czy czujesz ten głos i rozumiesz go, gdy woła do nas: „Odwróćcież, się; odwróćcież się od złych dróg swoich, czemu macie umrzeć?” Ach, najmilsi, to głos miłości, a miłości nieogarniętej, to głos najlepszego, najłagodniejszego przyjaciela naszego, to głos Tego, którego serce najwięcej kocha i tęskni do Niego – czy nim wzgardzimy? To głos litości i współczucia tego, który jest miłością. Pan widzi, dokąd lepiej ci się zwrócić, niż dotąd czyniłeś, przeto za tobą woła, wzywając: Odwróć się, ach odwróć! On wie, co cię czeka, jeśli nie usłuchasz. O gdybyś poznał niebezpieczeństwo, do którego śpieszysz, choć tylko w maleńkiej cząsteczce, gdybyś sobie mógł przedstawić nędzę, w którą się rzucasz, to ja zapewniam, żeby nam wcale nie było trzeba za tobą wołać, abyś się wrócił. Sam byś to uczynił.

A więc, najmilsi, czy chcecie się nawrócić, albo czy nie1? Albo czy więcej jeszcze mam wykazać powodów? Rozmawiaj bracie, rozmawiaj siostro, w swoim sercu z Bogiem, choćbyś wobec mnie wcale nie mówił. Mów do Pana Boga, by milczenia twego nie wziął za odmowę. Mów do niego rychło, aby ci nowych nie robił przedstawień. Mów w sposób stanowczy, nie z namyślaniem. Pan zdecydowanych chce mieć naśladowców. W sercu swoim powiedz, a to bez zwlekania, nim jeszcze w nową puścisz się drogę: Przez łaskę Bożą! ja chcę od razu do Ciebie wrócić! A wiedząc, jak chwiejnym jest serce nasze, do Ciebie, Boże, uciekam się z prośbą, użycz mi tej łaski, abym już zawsze drogą Twoją chodził, dawnych towarzyszy i sposobu życia się wyrzekł, a serce swe Tobie, wodzu mój, poruczył.

Dotąd, najmilsi, jesteśmy w światłości. Ciemność pogaństwa nas nie ogarnia, zwątpienie wieczne nie jest działem naszym. Życie jest przed nami, a my je spokojnie możemy wieść. Nie trzeba na to pieniędzy, bogactw. Pan wszystko z łaski daruje nam. Drogi Pana Boga są jasne i proste. Kościół wam otwarty, społeczność pobożnych wita was z radością. Chrystus, odpuszczenie wszelkiej nieprawości, życie świętobliwe, to wszystko was czeka, jeśli się na to zdecydujecie. Cóż tedy powiecie? Chcecie, czy nie chcecie? Jeśli odmówicie, lub wcale nie mówiąc dotychczasową pójdziecie drogą, to Bóg mi świadkiem, to sumienie wasze stanie na świadectwo, jak wielkim skarbem pogardziliście. Pomyślcie tylko, Chrystus mógł zostać waszą własnością, a nie chcieliście. Grzechów odpuszczenie i żywot święty mógł być działem waszym, a nie chcieliście. Gdyście je stracili, wyobraźcie sobie, że jak inni teraz żywot wieczny mają, i wyście mieć mogli, a nie chcieliście. Wszystkie zaś straty z tej jednej pochodzą okoliczności, że się nawrócić do Boga nie chcecie.

VIII.

Pan w miłosierdziu niezbadanym uniża się tak daleko, iż wdaje się w rozprawę z nienawróconym grzesznikiem, pytając się o to, dlaczego chce umrzeć? Dziwna naprawdę jest to rozprawa, tak ze względu na przedmiot rozprawy, jak na osobę dysputujących. Bóg przenajświętszy i grzesznik nienawrócony z sobą rozprawiają.

Dziwnym zaprawdę jest przypuszczenie, jakby ktokolwiek miał mieć ochotę przyjść na potępienie a nie żyć. A co więcej, iżby zdania tego mieli być wszyscy niezbożnicy ziemi albo wielka część takowych. Na pierwsze spojrzenie każdy człowiek powie: To być nie może! Serce człowieka z natury życzy sobie ocalenia, szczęścia. Bezbożnicy więcej mają samolubstwa niż inni ludzie, a nie mniej. A zatem jakże przypuszczać można, żeby bezbożnik wolał umrzeć i być potępionym niżeli żyć? A jednak pod „więcej niż jednym względem ma się rzecz tak.

Niezbożni wolą tą drogą chodzić, która do piekła prowadzi, choć Bóg i ludzie nam powiadają, że na jej końcu czeka potępienie. Oto, Bóg tak często świadczy w swoim słowie, że na zbawienie koniecznie nie przyjdą, jeśli się z serca do Boga nie nawrócą. „Niemasz pokoju niepobożnym, mówi Pan.” Izaj. 48, 22. „Drogi pokoju nie znają i niemasz sprawiedliwości w drogach ich. Ścieżki swe sami pokrzywili u siebie; każdy, kto po nich chodzi, nie zna pokoju.” Izaj. 59, 8. Pan Bóg żyjący potwierdził słowem i przysięgą swoją, że jeśli się nie odwrócą, do odpocznienia jego nie wejdą. Słowo to mają, lecz o nie nie dbają. Bezbożnymi są i bezbożnymi zostają, niech Bóg i ludzie powiedzą, co chcą. Ciału służą i służyć będą; w świecie się kochają i kochać będą, choć im Bóg powiedział, że miłość świata jest nieprzyjaźnią przeciwko Bogu. „Jeśli kto miłuje świat, niemasz w nim miłości Ojcowskiej.” 1. Jana, 2, 15. A więc ci ludzie chcą być potępieni, chociaż nie tak wprost. Chcą sami iść drogą wiodącą do piekła, kochając się w rzeczach, które niechybnie do zguby wiodą, lubo tak prawie piekła i mąk jego nie pragną. Czy w waszym wypadku, mili grzesznicy, nie ma się rzecz prawie tak l W piekle się palić nie macie ochoty, lecz ognie jego wzniecić, utrzymywać przez grzechy swoje, to rozumiecie, tudzież się potem do płomieni rzucić. Przez diabłów w piekle wieczne męki znosić, tego nie chcecie, a jednak chętnie wszystko czynicie, co do tego zmierza, choć się wam od tego mocno odradza. Jest to prawie tak, jak gdybyście rzekli: „Truciznę tę piję, ale umrzeć nie chcę; K wysokości wieży rzucę się na dół, lecz zabić się nie chcę. Tym mieczem me serce na wylot przebiję, lecz sobie życia odebrać nie chcę. Na dach domu swego rzucę płomienie, ale domu spalić bynajmniej nie chcę.” Nie inaczej ma się rzecz co do bezbożników; bezbożnymi chcą być, po myśli świata i ciała chcą żyć, ale na potępienie dostać się nie chcą. Ale czy nie wiecie, że drogi bezbożnych do pieklą Wiodą, tudzież że Pan Bóg mocą sprawiedliwego zakonu swego ustanowił, iż pokutować lub zginąć musicie? Kto trucizny zażywa, może rzec prosto, że chce się zabić, bo taki stąd skutek koniecznie wynika. On może truciznę lubi dla słodyczy do niej dodanej, może nie wierzy, że to trucizna, przeciwnie myśli, że dobrze podziała; lecz to złudzenie i zaufanie życia nie ocali. Jeśli tedy w pijaństwie, we wszeteczeństwie, w marnościach i żądzach ciała żyjecie, powiedzcie po prostu, że na potępienie idziecie, bo tak się rzecz ma, jeśli się nie odwrócicie. Gdyby złodziej lub zabójca u siebie powiedział: Będę kradł, mordował, lecz mię nie powieszą, to pomyślicie, że głupstwo gada; albowiem jeśli co złego uczyni, to sędzia koniecznie musi go osądzić. Jeśli się bowiem jedna rzecz stała, to ona drugą za sobą pociąga. Jeśli powiada: Będę kradł, mordował, to też może dodać: Będę powieszony. A tak jeśli dalej w służbie ciała trwać będziecie, moglibyście równie otwarcie powiedzieć: Będziemy powieszeni. Gdy się tedy na służbę ciała i żądzy jego udajecie, wiedźcie, że droga wasza wiedzie do piekła.

Niezbożni nie chcą używać tych środków, bez których dla nich niema zbawienia. Kto nie chce jeść, może po prostu rzec, że nie chce żyć, póki nie znajdzie sposobu, jak żyć bez pokarmu. Kto nie chce iść WT podróż, może wprost powiedzieć, że nie chce dojść celu; kto w wodę wpadłszy, nie chce się wydobyć ani też komu innemu pozwolić, aby go wyciągnął, ten niech wprost powie, iż się chce utopić. Jeśli ciału i w bezbożności żyjemy, a nie chcemy się ani nawrócić ani zażyć środków do nawrócenia prowadzących, to po prostu powiemy, że chcemy przyjść na potępienie.

Nie dziwmy się, jeśli ludzie nie chcą nas usłuchać, gdy ich wzywamy, by się odwrócili. Wszak oni samego Pana Boga nie chcą usłuchać, jak Bóg się żali, gdy posłał do Izraelitów proroka, mówiąc: „Dom izraelski nie będzie cię chciał usłuchać, ponieważ mnie samego usłuchać nie chcą; bo wszystek dom Izraelski jest twardego czoła i zatwardzonego serca.” Ezech. 3, 7. Nie dziw, że się. burzą przeciw sługom Pańskim lub bogobojnym bliźnim naokoło, kiedy przeciw Panu samemu powstają i najjaśniejszym wyrokom Pisma się sprzeciwiają, mniemając, że słuszność jest po ich stronie. Kiedy Panu pracę słowami swoimi zadali, to powiadają: „W czym mu pracę zadaliśmy?” Mal. 2, 17. – Kapłani, znieważając imię Jego, ośmielają się jeszcze pytać, mówiąc: Czym imię Jego znieważyliśmy? Gdy ołtarze Jego splamili i stoły Pańskie na wzgardę wydali, ośmielają się jeszcze pytać: „Czym Cię splugawiliśmy?” Mai. l, 7. – „Biada temu,” mówi Pan, „który się spiera ze Stworzycielem swoim, będąc skorupa, jako inne skorupy gliniane. Czy glina rzecze garncarzowi swemu: Cóż robisz?” Izaj. 45, 9.

A tak teraz, człowiecze grzeszny, spieraj się z Panem Bogiem najdoskonalszym! Przejrzyj najlepsze argumenty twoje, jeśli chcesz nad nim odnieść zwycięstwo. Spojrzyj i pomyśl, z kim wszczynasz rozprawę. Co powiesz, nędzniku nienawrócony, i służbie żądzy ciała oddany? Możesz się z Bogiem w rozprawę wdawać? Jesteś w stanie Go przezwyciężyć? Bóg się cię pyta: „Czemu chcesz umrzeć?” Masz na to odpowiedź wystarczającą? Czy chcesz udowodnić, że Bóg się myli, a ty masz słuszność! Tak bowiem rzecz ma się; albo ty się mylisz, albo On się myli, gdy po tobie żąda, abyś się nawrócił. On ciebie wzywa, a ty się wahasz. On nawrócenia żąda od razu; byś się dziś odwrócił, nim jeszcze słońce na zachodzie zajdzie. Ty zaś zwlekasz, mówiąc: Jutro czas! On mówi: Odmiana musi być zupełną i całkowitą; musisz być świętym, nowym stworzeniem, znowu narodzonym. Ty zaś jesteś zdania, że pewnie na razie i mniej wystarczy, że dość jest poprawić starego człowieka i trochę zewnątrz go namalować; nowego nie trzeba. Któż z was ma słuszność? Czy Pan Bóg, czy ty? Pan Bóg cię wzywa, abyś się odwrócił i nowe i święte rozpoczął życie, a ty tego nie chcesz. Nieposłuszeństwem jasno dowodzisz, że się sprzeciwiasz! A jeśli chcesz, czego Pan Bóg żąda, czemu tego nie czynisz? Czemuś tego dotąd nie uczynił? Czemuż tak teraz raptem nie czynisz? Musimy wnioskować, że uczynić nie chcesz! nie chcesz się odwrócić. A gdy się pytamy, dlaczego nie chcesz? tedy zaprawdę nie jesteśmy w stanie podać jakąkolwiek rozumną przyczynę.

Oto ja tylko robaczkiem jestem, współstworzeniem waszym; zdolności umysłu mego nie są głębokie, a jednak się poważam wezwać do rozprawy najmędrszego z was, gdy ja sam sprawę Stwórcy swego następować będę. Zaiste, nie trzeba tracić mi odwagi, albowiem wiem, że w sprawie Boga mego przemawiam, a w końcu Bóg zawsze odnosi zwycięstwo.

Jestem tego pewien, że nie może być to dobry rozum, który się prawdzie i mądrości Boga sprzeciwia. Nie może być światłem, co jest przeciw słońcu. .Jakakolwiek wiedza znajdzie się w istocie przez Boga stworzonej, ona od Boga pochodzi, przeto nikt nie jest mędrszym niż Bóg. Fatalnym zuchwalstwem by zaiste było, gdyby się który z najwyższych aniołów kusił równać Bogu, swemu Stwórcy; a cóż dopiero, gdyby bryła gliny, gdyby głupi rozum prostego błazna przeciw mądrości wiecznego Boga wystąpił!

A jako wiem, że Pan Bóg zawsze ma słuszność, tak z innej strony jestem tego pewien, że sprawa, której Bóg się sprzeciwia, nie da się utrzymać. Trudno będzie słuszność po stronie człowieka, który ustawy swego Pana gwałci, chwałę jego podkopuje, .tudzież lekceważy osobę tego, co go odkupił. Czy może być, żeby człowiek miał powód sprawiedliwy, duszę swą potępiać? Pan mówi: „Odwróćcież się, odwróćcież się od złych dróg swoich, przeczże macie umrzeć1?” Czy wieczna zguba może być rzeczą pożądania godną! Czy możecie piekło ze serca pokochać? Jaki powód macie umyślnie się zgubić? Jeśli myślicie, że macie jaki sprawiedliwy powód do grzeszenia, to pamiętajcie, że „zapłata za grzech jest śmierć” (Rzym. 6, 23), tudzież rozważcie, czy macie rację samych siebie zgubić, duszę i ciało na wieki. Wy kochacie żmiję, ale czy też żądło jej miłujecie? Gdy człowiek wieczną szczęśliwość duszy marnie zarzuci, grzesząc przeciw Bogu, to kroku tego nie usprawiedliwi; im goręcej za nim przemawia, tym jawniej dowodzi, że chyba oszalał. Gdyby wam godność króla albo księcia ofiarowano za każdy grzech, co popełnicie, to przyjąć ofiarę nie mądrością, lecz szaleństwem będzie. Pomnijcie bowiem, że korzystniejszą jest człowiekowi utracić rękę lub utracić oko, gdyby do grzechu stały się pobudką, niż do mąk piekielnych na wieki się dostać. Tak nadzwyczaj wielkie są rzeczy wieczności, że niema nic w świecie, coby się z nimi choć w małej cząsteczce dało porównać, a przeciwnie choćby tu o życie, o korony świata i królestwa jego chodziło, to nie mielibyśmy rozumnej wymówki, gdybyśmy takowe przed, skarbami nieba obrali. Albowiem niebo jest rzeczą tak zacną, że je utraciwszy, straty tej żadnymi skarbami świata nie powetujecie. Piekło zaś tak straszną jest rzeczą i klęską, że gdy w nim staniecie, nic mąk i cierpienia od was nie oddali ani też ulgi ni pociechy sprawi. Niema na świecie żadnego powodu, którym byśmy choć nieco zaniedbanie nieba usprawiedliwili. Pan Jezus mówi: „Co pomoże człowiekowi, choćby wszystek świat pozyskał, a szkodowałby na duszy swojej?” Marka 8, 36.

Ach, przyjaciele! obyście choć trochę poznali te rzeczy, o których wam mówię! Zbawieni w niebie inaczej myślą o nich jak my tutaj. Gdyby tak szatan przystąpił do onych, którzy przed Bogiem będąc zgromadzeni, miłości Jego wiecznej doznają, gdyby im podał puchar napoju, wesołą biesiadę obiecał, zachwalił lub rozkosz jaką im ofiarował – cóż myślicie, jakżeby się z nim obeszli, czym oburzenie serca uśmierzyli! Lub gdyby królestwa świata ofiarował, czy myślicie, żeby tą ponętą wzruszył ich serca i odwiódł od nieba! Bynajmniej, owszem ze zgrozą i oburzeniem by się odwrócili. A czy wy tak samo nie możecie zrobić! Dla wiary waszej jest niebo otwarte, tylko wiary trzeba, aby je widzieć. A znowu w piekle niema zawiedzionej, nieszczęśliwej duszy, coby nie wiedziała, jak nieszczęśliwą zamianę zrobiła, cielesne rozkosze wybrawszy przed niebem. Żadna radość, żadna rozkosz, żadne bogactwa ni dostojeństwa, żadne pochwały i przyjaźń świata nie są w stanie zgasić piekielne ognie ani zysk zapewnić nieszczęśliwemu, co duszę utracił. Ach, czemuż nie słuchał tego, co ja wierzę, ach, czemuż nie widział tego, co ja widzę; słuchał i widział na podstawie i za poręką słowa Bożego. O ja was błagam, nie zwlekajcie! ale nim się dzisiaj do snu położycie, niech sprawa duszy będzie rozstrzygniętą. Nawróćcie się, a żyć – to niech będzie waszym postanowieniem. Widzicie człowieka, co rękę swoją wsunął w płomienie, aż się spaliła, i dziwujecie się nad tym. Lecz ów człowiek może miał powód, aby tak uczynił. Miał go na przykład arcybiskup Cranmer, gdy spalił swą rękę, ponieważ odwołanie wiary ewangelickiej podpisała. Gdy widzicie człowieka, któremu rękę i nogę odcięto, to go pewnie mocno żałujecie; lecz tego podobno było potrzeba, aby człowieka od śmierci ocalić.

Gdy człowiek, który poświęci swe ciało, aby je żywcem spalono na stosie lub je na katusze i męki wyda, gdy uwolnienia nie przyjmie, choć mu je We ofiarują, to dla krwi i ciała jest to przykry los. Lecz dla zniesienia tortur i katuszy może mieć człowiek dobitne powody. „Oni przez wiarę zwyciężyli królestwa, czynili sprawiedliwość, dostępowali obietnic lwom paszczęki zamykali, gasili moc ognia, uchodzili ostrza mieczów, mocnymi się stawali z niemocnych, mężnymi bywali na wojnie, wojska cudzoziemców do ucieczki skłaniali. Niewiasty odbierały umarłych swoich wzbudzonych; a drudzy są na próbach rozciągnieni, nie przyjąwszy wybawienia, aby lepszego dostąpili zmartwychwstania. Drudzy zaś pośmiewisk i biczowania doświadczyli, nadto i związek i więzienia. Byli kamienowani, piłą przecierani, kuszeni, mieczem zabijani.” Heb. 11, 33-37.

Podobne katusze jeszcze wielu innych męczenników przechodziło. Ale gdy człowiek opuści Pana, który go stworzył gdy jak szalony na ognie piekła pędzi i siej rzuca, choć mu o niebezpieczeństwie mówiono, choć go proszono, ze łzami błagano, aby się odwrócił i żył – takie zaślepienie przechodzi nasz rozum. Tego nie można ani wytłumaczyć ani uniewinnić.

A tak was błagam, niech te słowa moje trafią do serc waszych. Jeśli przyznacie, że nie macie prawa samych siebie zgubić, to powiedzcie mi, jaki powód macie odrzucić wezwanie, które was zachęca, abyście się odwróciwszy żyli, żyli Panu Bogu!” Jakiż powód ma ten największy marnotrawca między wami i największy pijanica, niedowiarek i najobojętniejszy grzesznik, że nie miałby zostać tak świętobliwym, jak jest ktokolwiek w otoczeniu waszym, tak o zbawienie duszy troskliwym, jak niejeden inny? Czy piekło nie będzie dla was tak gorące jak dla innych? Czy dusza wasza nie jest wam tak drogą, jak komu innemu jest dusza jego? Czy Panu Bogu wierzyć nie chcecie? A jeśli rzecz nie ma się tak, to dlaczegóż nie chcecie stać się ludem Pańskim równie uświęconym jak jest wielu innych?

A więc przypuśćmy że co czynimy, do tego mamy powód tak, albo wcale nie mamy powodu. Jeśli nie mamy, to przecież nie powinniśmy działać, na co racji niema. Jeśli zaś myślicie, że macie powód, dobrze, przedstawcie go i rozpatrzmy się, czy jest dostatecznym. Rozbierzmy tę sprawę logicznie, a uczyńcie to ze mną, współbratem swoim, co jest dogodniejszą, niż gdybyśmy się z Bogiem spierali. Powiedz mi teraz, w obliczu Boga, tak jakbyś dziś jeszcze miał ten świat opuścić; dlaczego nie miałbyś odwrócić się zaraz w tej chwili, nim z tego prawie miejsca ustąpisz? Jaki powód masz do zwlekania lub do odmówienia? Jeśli masz powód, którym się sumienie twe zaspokoi, lub powód, który przed Bożą stolicą możesz wytoczyć, to nam go powiedz i wywiedź na jawią i chciej sprawę swoją Usprawiedliwić. Albowiem niestety, co różni ludzie codziennie przytaczają na swe usprawiedliwienie, to istne blagi i niedorzeczności! Wstydzić się można za takie brednie.

  1. Jedni mówią: Gdyby ci tylko przyszli na zbawienie, co się nawrócili i świątobliwe prowadzą życie, jak o nich mówisz, to by zaprawdę niebiosa pustkami świeciły. Jakto? Zdaje się, ty myślisz, że Bóg o tym nie wie, albo na wiarę nie zasługuje! Bóg ma tysiące i miliony uświęconych swoich. Lecz w porównaniu z mieszkańcami świata liczba to nie wielka, jak Chrystus Pan sam nam o tym poświadczył. „Przestronna jest brama i szeroka droga, która prowadzi na zatracenie, a wiele ich jest, którzy przez nią wchodzą; a ciasna jest brama i ważka droga, która prowadzi do żywota; a mało ich jest, którzy ją znajdują.” Mat. 7, 13 i 14. – „Nie bój się, o maluczkie stadko! albowiem się upodobała Ojcu waszemu, dać wam królestwo.” Łuk. 12, 32. – Lepiej odpowiada, z wyroku Pańskiego ten zrobić użytek, jak nas Chrystus uczy: „Starajcie się dostać przez ważką drogę i ciasną bramę; bo ciasna jest brama i ważka jest droga, która do żywota prowadzi i mało ich, którzy ją znajdą.”
  2. Jeśli tacy ludzie, jakim ja jestem, do piekła się dostaną, to tam nie lada będzie zgromadzenie. – Czy to dla ciebie ma być uspokojeniem i pocieszaniem? Albo czy nie znajdziesz dosyć towarzystwa w niebie? Czy chcesz przyjść na zgubę dla towarzystwa! Albo czy myślisz, że Bóg nie wykonawco nam zagroził, a to przez wzgląd na to, że tak wielu ludzi upadło do grzechu? Wszystko to pojęcia istotnie dziecinne i bez wszelkiego uzasadnienia.
  3. Ale czy nie wszyscy ludzie są grzesznikami, nawet i najlepsi? – Nie wszyscy są jednak nienawróconymi grzesznikami! Bogobojni nie żyją w gorszących grzechach; krewkości ciała i serca wszelako są dla nich ciężarem i wielkim zmartwieniem, z którego codziennie pragną się wyzwolić, usiłując się i modląc o to ustawicznie. Grzech już więcej nie ma władzy nad nimi.
  4. Ja nie spostrzegam, żeby wyznawcy byli w czym lepsi od innych ludzi. Chcą się nad innych wynosić, tych przygnębić, a niemniej są chciwi, jak też i inni. Nie przeczymy, że są ludzie obłudnego serca; ale prawdziwi chrześcijanie, których serce Duchem Bożym jest uświęcone, obłudnikami nie są. Bóg ma tysiące i krocie tysięcy ludzi uświęconych. Świat pełen złości zarzuca im rzeczy, których dowieść nie może, a które też nigdy ani na serce im nie wstąpiły. Zwyczajnie posądzają ich o nieszczerość serca, lubo do serca jedynie Bóg patrzy; lecz złych uczynków, jakie sami pełnią, im najzupełniej nie udowodnią.
  5. Ale ja nie jestem ani wszetecznikiem ni pijanicą, ani ciemięzcą bliźniego swego; czemu mnie wzywają, abym się nawrócił?

Jakto? Czy nie urodziłeś się co do cielesnego życia jak inni ludzie, i nie żyłeś co do ciała jak oni? A czy to nie grzech jak wielu innych, gdy człowiek ma umysł do świata zwrócony, gdy świat miłuje więcej niż Boga, tudzież ma serce do niedowiarstwa i do pychy skłonne? Ba, co jeszcze więcej; pozwólcie mi stwierdzić, że niejeden człowiek, lubo się gorszących grzechów wstrzymuje, lgnie do marności i świeckich rozkoszy, jest niewolnikiem żądzy ciała swego, Bogu przeciwnym, do zguby śpieszącym, choć się to dzieje w formach składniejszych, nie tak rażących, w grzechach mniej jaskrawych.

  1. Ja nikomu nic złego nie życzę i nikomu żadnej przykrości nie sprawiam; dlaczegóż tedy ma Bóg mię potępić? Czy to nie grzechem, gdy nie dbasz o Pana, który cię stworzył; nie czynisz tych rzeczy, dla których do życia jesteś powołany, gdy kochasz stworzenia nad Stworzyciela, gdy gardzisz łaską, którą ci Pan Bóg codziennie ofiaruje? Bezdenne zaprawdę jest skażenie serca, jeśli upadku tego nie odczuwasz. Umarli nie czują, że są umarłymi. Jeśli cię. kiedy Pan Bóg ożywi, dopiero spostrzeżesz otchłań niebezpieczną; nie będziesz mógł pojąć, jak lekkomyślnie do niej pędziłeś. Wy chcecie ludzi o rozum przyprawić, do szaleństwa przywieść, gdy im domawiacie, by się nawrócili. Rozum człowieka jest na torturach, gdy tak dużo myśli i myśli o rzeczach, które pojęcia jego przechodzą. Czy może człowiek być więcej szalonym niż jest prawie teraz? Czy jest szaleństwo niebezpieczniejsze, niż gdy kto o wieczne zbawienie nie dba i sani siebie niszczy? Człowiek co do umysłu nie jest wcale zdrowym, aż się nawróci. On nie poznał Boga, nie poznał grzechu, nie poznał Chrystusa, nie poznał świata, nie poznał siebie ani powołania, które tu ma spełnić; on tego wszystkiego nie poznał, póki prawdziwie nie jest nawróconym. Pismo mówi, że niezbożni ludzie są źli i niespokojni (2. Tess. 3, 2), tudzież, że mądrość świata tego jest głupstwem przed Bogiem. 1. Kor. 3, 20. O synu marnotrawnym czytamy, że gdy wszedł w siebie, postanowił w sercu swoim wrócić się do domu. Łuk. 15, 17. Mądrością jest u świata, gdy ludzie Pana Boga nie słuchają i przez, obawę, by rozumu nie utracili, do piekła pędzą. Chrystus nas woła do dzieła swego; cóż w tym wołaniu może być takiego, coby człowieka o rozum przywiodło? Czy może ta okoliczność, że człowiek Pana Boga miłuje, do Niego się ucieka, chętnie o chwale zbawienia rozmyśla, jej się spodziewa, że grzechu unika, bliźniego kocha, w służbie Pana Boga najmilszą pociechę znajduje? Czy wszystkie te rzeczy są tego rodzaju, żeby człowieka o rozum przywiodły ?
  2. Ja nie myślę, że się Pan Bóg dużo o te rzeczy troszczy, co ludzie mówią lub czynią, ani też z tego wiele nie wywodzi.

Zdaje się, że chyba nie wierzycie, iż prawdą jest, co Pan Bóg w słowie swoim mówi. Jeśli się rzecz tak ma, to przynajmniej własnemu rozumowi i doświadczeniu wierzcie. Bóg się tak dalece wobec nas poniżył, że nas stworzył, nas zachowuje i wszystkimi potrzebnymi rzeczami obdarza, codziennie nas żywi, zachowuje i broni. Czy jaki rozumny człowiek urządziłby sobie podobna sprawę bez wszelkiego celu? Czy kupilibyście sobie zegarek lub zegar i codziennie nań spoglądali, nie troszcząc się wcale, czy idzie dobrze albo czy źle? Prawda, jeśli nie wierzycie w Opatrzność Boga i że święte oko Jego widzi serca wasze i zna umysły i życie wasze, to trudno wam wierzyć, trudno się spodziewać, że ta Opatrzność i wasze potrzeby i wasze troski zaspokoić zechce. Gdyby rzeczywiście Pan Bóg tak mało miał pieczę o was, jak się wam wydaje, to byście już dawno byli zginęli. Niepoliczone choroby groziły i was dotknęły, każda z nich mogła pasmo życia przerwać, najpierwsza z nich mogła położyć was w grobie. Szatan wam groził i mógł was pochłonąć lub żywcem unieść, jak wielkie ryby małe pochłaniają, jak ptactwo drapieżne i zwierzęta dzikie inne pożerają. Tak tedy nie myślmy, żeby Pan Bóg nas stworzył bez wszelkiego celu, a jeśli miał cel i dał przeznaczenie, to pewnie nie inne, tylko abyśmy Jemu służyli. A czy myślicie, że dlań obojętną, czy my celu przezeń nam wytkniętego dojdziemy lub nie! Tak zarzutami niepobożnymi posądzacie Boga, jakby świat cały był stworzył na próżno, jakby na próżno go utrzymywał. Dla kogóż są inne, niższego rodzaju stworzenia stworzone? „Pewnie dla człowieka. Dlaczegóż nas ziemia nosi i żywi! Zwierzęta nam służą swoim życiem, pracą, a tak wszystkie inne stworzenia Boże. A kiedy Bóg wielki tak nam wspaniałe zbudował mieszkanie, kiedy człowieka w nim postanowił, aby w nim mieszkał, kiedy wszystkie rzeczy jego mocy poddał, czy teraz wcale na czyny jego nie patrzy! Czy mu obojętną, co ten człowiek myśli, mówi i jak żyje! .Takie mniemanie nie jest rozumnym.

  1. Mówicie u siebie, że lepiej było na świecie, gdy o religii tyle nie gadano.

Na to odpowiadam, że ludzie zwyczajnie chwalą czasy przeszłe. Ludzie tych czasów, co na myśli macie, też powiadali, że w czasach ich przodków lepiej bywało, a nie inaczej prapradziadowie nasi powiadali. Już to taki zwyczaj od dawnych czasów, bo wszyscy czujemy, co nas dziś gniecie, lecz o tym nie wiemy, co ojców gniotło. Może tak myślicie, jak powiadacie. Marnotrawcy i rozkosznicy utrzymują, że im na świecie wtenczas jest najlepiej, gdy mają najwięcej zmysłowych uciech i świeckich rozkoszy. Ja wcale nie wątpię, że diabeł równego był i jest zdania. W jego oczach wtenczas na świecie najlepiej, gdy najwięcej ludzi na jego lep idzie. Lecz w rzeczywistości wtenczas jest najlepiej, gdy ludzie Boga ponad wszystkie rzeczy miłują, o Niego dbają i Jego słuchają.

  1. Jest tyle religii i tyle rozlicznych dróg nabożeństwa, że człowiek nie wie, która jest prawdziwą.

Kiedy ich tak dużo, czemu prawie chcecie tą postępować, która niechybnie do zguby prowadzi ? Od drogi prawej nikt dalej nie zbłądził, niż grzesznik serca nienawróconego, co w żądzach ciała i kajdanach świata jest zaprzątany. Taki bowiem błądzi nie tylko dla nauk i pojęć fałszywych, lecz całym swoim życiem. Gdybyście jaką podróż odbywali, czybyście się zatrzymali lub z powrotem wrócili, ponieważ w drodze spotkacie jednych, co jadą konno, drugich, co idą pieszo, innych, co się łamią przez płoty i krzaki, a znowu innych, którzy zupełnie zbłądzili od drogi! Gdybyście mieli kilku służących, którzy nie wiedzą, jak mają spełnić swoje obowiązki, innych znowu, którym brakuje stałości, wierności, czybyście byli z tego spokojni, że trzeci wcale nic nie pracują, ponieważ widzą, że tamci od nich nie są lepszymi?

Gdybyście tedy przeciw nawróceniu i świętobliwemu obcowaniu z Bogiem te zarzuty mieli, powiedzcie teraz, czy one co znaczą! Jakże staniecie przed sądem Bożym i zdacie liczbę z szafarstwa swego? Czy powiecie: Panie, nie odwróciłem się, ponieważ miałem za dużo pracy, albo ponieważ ten i ów wyznawca mi się nie podoba! albo ponieważ pomiędzy ludźmi są tak różne zdania? O jak okropne będzie otrzeźwienie, gdy światłość oblicza Wielkiego Boga te wszystkie wymówki wniwecz obróci! Czy nie mieliście słowa Bożego!

Służyliście światu; niech wam da teraz zapłatę, swoją i niech was wybawi, jeśli jest w stanie! Czy nie lepiej było zaraz od początku za lepszym oglądać się światym1? Czy wam nie mówiono, abyście najprzód szukali królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam przydano. Mat. 6, 33. Czy nie nauczano, że pobożność do wszystkiego jest pożyteczna, mając obietnice, żywota teraźniejszego i przyszłego! 1. Tym. 4, 8. Czy wam może grzechy chrześcijan wyznawców były na przeszkodzie? Byliście powinni mieć z nich przestrogę, i z upadków bliźnich przyjąć naukę, by człowiek coraz troskliwszym się stał i ostrożniejszym, aby nas ciało do grzechu nie zwiodło. Czy wam wielka liczba rozmaitych nauk i zdań tego świata była na zawadzie? Lecz Pismo święte jedną tylko drogę wskazuje, a ta jedna jest droga prawdziwa. Gdybyście po niej byli kroczyli, gdzie jest nam prosta i zupełnie równa, to żadną miarą nie mogliście zbłądzić. Czy takie pytania was nie zatrwożą? Czy usta wasze nie zamilkną i oko do ziemi się nie spuścił A gdyby tak było, to Bóg ma jeszcze inne sposoby mówienia. Gdy się zapytał tego człowieka, mówiąc: Przyjacielu! jakoś tu wszedł, nie mając szaty weselnej?” (Mat. 22, 12), to znaczy: Co czynisz w kościele moim między wyznawcami, nie mając serca i życia czystego? – Cóżby nastąpiło? Ów człowiek zamilkł, bo nie miał co rzec. Tak będzie i z nami, jeśli się do Pana nie nawrócimy.

A tak, grzeszniku nienawrócony; cóż ty na to powiesz? Czy masz powód jaki, powód dostateczny, dlaczego się nie chcesz nawrócić do Pana, a to od razu i z całego serca? Albo czy koniecznie chcesz dojść do piekła, choćby się temu rozum sprzeciwiał! Zastanów się nad tym; pamiętaj, co czynisz? Czy masz jaki zarzut przeciw Panu Bogu i Opatrzności Jego, który cię wstrzymuje od odwrócenia? Pomyśl, co czynisz, póki jeszcze czas, albowiem maluczko, a będzie za późno! Czy masz jaki zarzut albo jaką skargę przeciw Panu Bogu lub przeciw pracy i nagrodzie Jego? Czy On ci panem złym i surowym? ˇCzy szatan, któremu masz ochotę służyć, będzie lepszym panem? A lepszym jeszcze będzie ciało ludzkie? Czy jest co złego w życiu człowieka świętobliwego? Czy życie marnotrawcy i bezbożnika jest może lepszym? Czy w sumieniu czujesz zaniepokojenie, żebyś miał szkodę, gdybyś się odwrócił i świętobliwe rozpoczął życie? Jakaż ci może powstać stąd szkoda? Czy może ta, że Duch Chrystusa w duszy zamieszka i serce grzeszne oczyści, uświęci? Gdyby było rzeczą niedobrą być świętym, dlaczegóż Bóg mówi: „Świętymi bądźcie, gdyż Ja jest święty.” [1. Piotr, l, 16; 3. Mojż. 20, 7]. Czy w tym co złego, być podobnym Bogu? Czy nie napisano, że stworzył Bóg człowieka na wyobrażenie swoje? Otóż owa świątobliwość serca, to jest obraz Boży! Adam ją utracił, Chrystus znowu nabył dla nas przez słowo i przez Ducha swego, jak czyni dla wszystkich, których chce zbawić. Dlaczegóż was w Ducha świętego ochrzczono, który poświęca, jeśli nie chcecie być uświęconymi? A gdybyśmy dziś byli odwołani i śmierć was zabrała, czy nie korzystniej iść z świata tego z sercem nawróconym niż nienawróconym? Czy nie chcielibyście rzec z Balaamem, mówiąc: „Niech umrze dusza moja śmiercią sprawiedliwych i niech będzie dokonanie moje jako ich.” 4. Mojż. 23, 10. A jeśli wtenczas z takim umysłem chcecie odchodzić, czemuż już dzisiaj jego nie szukacie?

Czegóż się lękacie na ten wypadek, żebyście do Pana się nawrócili? Czy swych przyjaciół? Ich wprawdzie zmienicie. Przyjacielem będzie wam Pan Bóg i Jezus Chrystus tudzież Duch święty; a przyjaciółmi staną się wszyscy prawi chrześcijanie. Zyskacie sobie serce przyjaciela, co wszystkich przyjaciół w świecie wam zastąpi. Przyjaciele, którzy was odstąpią, mogli was tylko pociągnąć do piekła, ale was zbawić nikt z nich nie jest w stanie; lecz ten przyjaciel, którego zyskacie, wybawi was z mocy grzechu i piekła i do wiecznego przywiedzie z sobą w niebie odpocznienia.

Albo czy się straty uciech lękacie? Jesteście zdania, że nawróciwszy się do Pana, nigdy już więcej najkrótszej rozkoszy nie skosztujecie. Już chyba mniemacie, że gdy kto żyje w błazeńskich rozkoszach i towarzystwach, gdy ciału i żądzom jego dogadza, większych naprawdę słodyczy doznaje, niż gdy w wierze żyjąc, o niebieskiej chwale rozmyśla i nią się unosi, gdy w miłości Boga tonie i się wznosi, gdy w sprawiedliwości, w pokoju i radości w Duchu świątyni żyje, co też stanem łaski u Boga nazywamy. Rzym. 14, 17. Jeśli wam większą jest przyjemnością myśleć o roli, folwarkach, dziedzictwie, -jeśli takie macie – niż jest dla dziecięcia, gdy gra o szpilki, dlaczegóż niema być wam przyjemnością daleko większą myśleć o królestwie niebieskim jako o dziedzictwie, niż myśleć o skarbach i rozkoszach świata? Co do dzieci, jest to niemądra rozkosz, że się marnymi zabawkami bawią, a to w tym stopniu, że za nie chętnie majątki oddadzą; tak samo ma się rzecz co do dorosłych. Kochają się w domach, rolach i majątkach; kochają w honorach, w jedzeniu, napojach, kochają w zabawach i próżnowaniu, że żadnym sposobem za radość niebieską nie chcą tych rzeczy się wyrzec, zapomnieć, co niezawodnie jest głupstwem, marnością, cielesną krewkością. Cóż bowiem zrobicie dla swych rozkoszy, gdy one pominą? Rozkosze ciała znajdą straszny koniec, jak żużelica będą odrzucone, ale słodycze zbawionych w niebie wieczną trwałość mają. Ja sam nad miarę zażyłem z kielicha ziemskich rozkoszy i z doświadczenia ja wiem, co mówię; lecz chętnie wyznaję z osobistego mego doświadczenia, że co do tych rzeczy niema porównania. W dniu jednym, gdy słońce żywota mile przyświeca, więcej doznacie słodyczy, szczęścia niż w całym życiu, obfitującym w zmysłowe rozkosze. „Obrałem sobie raczej w progu siedzieć w domu Boga swego, niżeli mieszkać w przybytkach bezbożników. Psalm 84, 11. Lepszy jest dzień w sieniach Pańskich jeden, niż gdzie indziej tysiąc. Rozkosz bezbożników jest jak śmiech obłąkanych, którzy nie wiedzą, że są chorymi. Przeto Salomon mądry powiada: „Śmiechowi rzekłem: Szalejesz!4 a weselu: Cóż to czynisz. Kaznodz. S. 2, 2. – Równie też mówi: „Lepiej iść do domu żałoby, niż iść do domu biesiady, przeto iż tam widzimy koniec każdego człowieka, a żyjący składa to do serca swego. Lepszy jest smutek niżeli śmiecił; bo przez smutek twarzy naprawia się serce. Serce mądrych w domu żałoby, ale serce głupich w domu wesela. Lepiej jest, słuchać gromienia mądrych niż słuchać pieśni głupich; bo jaki jest trzask ciernia pod garncem, tak jest śmiech głupiego.” Kaznodz. 7, 2-5. Najgłośniejsze śmiechy wasze są podobne do śmiechu człowieka, którego łechtają; śmieje się a nie ma powodu do śmiechu. A zaprawdę mędrsza to sprawa, gdy człowiek wszystko mienie swe poświęci, byle go łechtano, żeby się mógł śmiać, niż gdy wy miłość Boga porzucicie i pociechę, jaką świątobliwość sprawia, tudzież nadzieję żywota wiecznego precz odłożycie i gdy samych siebie na potępienie wydacie, byle wam tylko na małą chwilkę, ciało połechtano uciechami grzechu. Rozsądźcie sami, czy to postąpienie mądrego człowieka? Obyście tylko chcieli się nawrócić, to wam Duch Święty” da inną naturę i inne skłonności. Wtenczas wam będzie rzeczą przyjemniejszą, uwolnić siebie z kajdan grzechu, niż je w życiu dźwigać. Wyznacie ochotnie, żeście nie wiedzieli, co znaczy szczęście i spokojność serca, aż Bóg i życie w społeczności Jego działem waszym było.

Pytamy się, jakże być może, że ludzie w sprawach wiecznego zbawienia tak są zaślepieni i odporni? W rzeczach tego świata dosyć mają sprytu i wyrozumienia; cóż więc jest przyczyną, że o nawrócenie serca nie dbają i w sprawie tak ważnej mimo próśb, nalegań tak są obojętni?

W krótkości wyliczę niektóre powody.

  1. Człowiek z natury ma miłość do rzeczy świata ziemskiego i ciała swego. Z urodzenia jest grzesznikiem i natura jego sprzeciwia się Bogu i pobożności, jak wąż z natury jest wrogiem człowieka. A jeśli wszystkie wywody nasze są w przeciwieństwie do wrodzonej skłonności serca człowieczego, to nie dziw, że mało tylko wskórają.
  2. Umysł człowieka ciemnością jest ogarniony; słyszy o rzeczach, lecz ich nie pojmuje, jak człowiek, co się niewidomym narodził. Słyszy, jak inni z uniesieniem mówią o światłości słońca, lecz nie wie, co światłość, bo jej nie widzi. Tak oni nie wiedzą, co to jest Pan Bóg, ani mocy krzyża Pańskiego nie znają, ani czym jest duch świątobliwości, ani co znaczy żyć w miłości Boga przez wiarę serca. Nie poznali, jak pewnym, zacnym i ze wszech miar przyjemnym jest obcowanie z Bogiem, choć o nim słyszą. Są jak człowiek, co zbłądził w ciemności i nie wie, gdzie jest, ani jest w stanie się opamiętać, aż światło dzienne wróci mu przytomność.
  3. Są pełni ufności, że nie nawrócenia, lecz pewnej częściowej poprawy im trzeba. Są pewni, że idą drogą wiodącą do nieba. Mniemają o sobie, że są nawróceni, a nie są.
  4. Oni są niewolnikami ciała, zatapiając się w świecie, aby dla ciała i chuci jego szukali pokarmu. Chuci cielesne i pożądliwości tak ich ogarnęły i opanowały, że ani nie wiedzą, jak się wyzwolić. Pijanica mówi: „Ja lubię kielich dobrego trunku i bez niego obejść się nie mogę.” Smakosz powiada: „Ja lubię śniadanko w wesołym gronie i bez niego obejść się nie mogę.” Wszetecznik mówi: „Ja lubię chuciom ciała dogodzić i nie mogę bez tego się obejść.” Tak samo gracz mówi, że chce mieć zabawę, co mu się podoba, i bez niej trudno jest mu się obejść. Tak do niewoli ciała się dostali i żadnym sposobem z niej wybrnąć nie mogą. Człowiek światowy jest tak zatopiony w rzeczach tego świata, że nie ma ani serca, ani chęci, ani czasu dla rzeczy niebieskich. Tak jest doprawdy, jak się Faraonowi we śnie objawiło, że chude krowy pozjadały tłuste. Tak ta ziemska marność chuda i nieurodzajna pochłania myśli zwrócone do Boga.
  5. Prąd złego towarzystwa tak niektórych ludzi porywa i unosi z sobą, że na życie pobożne z pogardą patrzą i pogardliwie o nim gadają. Przynajmniej niezwykłą czują ochotę skosztować z kielicha ziemskich rozkoszy, jak inni czynią, i tak na drogach grzechu pozostają. A gdy jednego albo drugiego śmierć z sobą zabierze i strąca do piekła, to ich to tak bardzo nie przeraża, bo nie widzą, dokąd sami. pójdą. Biedni zaślepieni, na drogach grzechu kroczą bezpieczni, nie troszcząc się, o to, że ich towarzysze w piekle narzekają. Tak bogacz w piekle – Łuk. 15 – tęsknił i narzekał że nikogo nie ma, kto by pięciu braciom jego przyniósł ostrzeżenie, aby nie przyszli na to miejsce męki. On pewnie znał dobrze i umysł ich i życie, on wiedział, że jego śladem chodzili. Im zaś ani we śnie nie przyszło na myśl, żeby brat zmarły w piekle się znajdował, ani też nie uwierzyliby, gdyby im kto był tę wiadomość przyniósł. Przypominam sobie, co mi przyjaciel mój opowiadał. Było to na moście pewnej większej rzeki; jakiś owczarek pędził trzodę owiec na drugi brzeg rzeki. Gdy były w środku mostu, jakaś przeszkoda przyszła naprzeciw; jedna z owiec wyskoczyła na krawędź mostu, tam się pośliznąwszy, wpadła do wody, a tuż za nią wszystkie owce, jedna po drugiej i zgoła wszystkie utonęły w wodzie. Które były z tyłu, nie wiedziały wcale, co się z tymi stało, co były przed nimi; one szły ślepo za nimi w głębię, choć to było na śmierć. Prawie tak samo dzieje się z ludźmi nienawróconymi, którzy według żądzy ciała postępują. Jeden z nich umiera i idzie do piekła, a drudzy za nim w ten sam sposób idą; idą zaś dlatego, ponieważ nie wiedzą, ani pomyślą, dokąd droga wiedzie. Lecz gdy tam potem oczy otworzą, na drugim świecie, o zgrozo! czegóż by za to nie dali, gdyby mogli być, gdzie przedtem byli.

Takie i podobne są to przeszkody, co tysiące ludzi od nawrócenia wstrzymują, choć Bóg tak dużo dla nich uczynił, choć Chrystus za nich tak dużo cierpiał, choć słudzy jego tyle domawiali, by się odwrócili. Gdy wszystkie powody będą wyczerpane, gdy więcej nie znajdą, coby na wezwanie Boże: „Nawróćcie się! nawróćcie się! czemu macie umrzeć?” odpowiedzieć mieli, a jednak do Pana się nie nawrócili, tedy w rozpaczy nad wieczną swa nędzą narzekać będą; lecz wtenczas za późno!

IX.

Jeśli mimo wszystko grzesznik się od drogi złej nie odwróci, lecz na potępienie przyjdzie, toć już za to nie Pana Boga, lecz jego samego obwiniać wypada. Sam dobrowolnie pozbył się zbawienia. Zginął, bo zginąć chciał, to znaczy, że się odwrócić nie chciał.

Jeśli koniecznie chcecie dojść do piekła, któż może zapobiec? Bóg winy za krew waszą nie bierze. Ona Nań nie spadnie, gdy się do wiecznej zguby dostaniecie. Co do winnicy nieurodzajnej mówi Pan Bóg tak: „Rozsądźcie, proszę, teraz między mną, a między winnicą moją. Cóż dalej czynić było winnicy mojej, czego bym jej nie uczynił!” Na urodzajnym pagórku ją zasadził, ogrodził i wybrał z niej kamienie i nasadził ją macicami wybornymi. Izaj. 5, 2-4. Cóż tedy miał więcej uczynić dla niej ? Was zaś stworzył ludźmi, obdarzył rozumem; czegokolwiek na zewnątrz potrzeba, w wszystko zaopatrzył, wszystkie stworzenia mocy waszej poddał. Dał wam swój zakon, doskonały i sprawiedliwy. Gdyście go zgwałcili i przekroczyli, miał nad wami litość; w miłości największej, w najgłębszym stopniu się poniżającej zesłał Syna swego, aby za was umarł i za grzechy wasze był ubłaganiem. On był w Chrystusie, jednając świat z, sobą. Chrystus Pan samego siebie dla was darował, z sobą zaś żywot wieczny, a to z tym warunkiem, że go przyjmiecie i od drogi grzechu się odwrócicie. Na tych warunkach najbardziej wyrozumiałych ofiaruje wam odpuszczenie wszystkich grzechów waszych. Napisał wam o tym w swoim świętym słowie, zapieczętował przez Ducha świętego i wysłał do was przez pasterzy waszych. Oni wam krocie tysięcy razy ofiarowane przez Pana zbawienie podawali, wzywając was, abyście je przyjęli i do Boga się nawrócili. Oni was w Jego imieniu prosili, z wami o sprawie się rozprawiali, na wszystkie wasze bluźniercze zarzuty odpowiedź dawali. Dlatego Pau na was cierpliwie czekał, dużo wam czasu dawał do namysłu i łagodnie znosił, chociaż w twarz Jemu ubliżaliście. Wyście brnęli w grzechach,. On was jednak litościwie znosił, On wszelkim rodzajem miłosierdzia swego wszędzie was otaczał. Nie szczędził niekiedy nawet przykrości, by was w głupstwach waszych trochę opamiętać i do otrzeźwienia przywrócić. Duch Jego Święty często wam serca poruszał, wołając: „Nawróć się, grzeszniku! nawróć do Tego, który cię woła. Dokąd idziesz? Cóż tedy czynisz? Czy wiesz, jaki koniec jest tego wszystkiego! Jak długo myślisz nienawidzić tych, którzy cię kochają, a znów kochać tych, co cię nienawidzą! Kiedyż te wszystkie rzeczy opuściwszy do Boga się wrócisz i Jemu siebie samego oddasz? Kiedyż duszę swą oddasz Zbawcy swemu, aby się Jego stała własnością? Kiedyż, ach kiedyż te rzeczy się staną?” Tak cię głos Boży do siebie wzywał, a gdy zwlekałeś, wtedy cię znowu Bóg pobudzał, wołając: „Dziś, póki dziś się zowie, Jeślibyście głos Jego usłyszeli, nie zatwardzajcie serc waszych. Dlaczegóż jeszcze dłużej odwlekać?” Przedstawiliśmy przed ciebie życie, ogłosiliśmy rozkosze nieba, jakie nam Ewangelia na oczy wystawia; wskazaliśmy na męki wieczne, co nienawróconego grzesznika czekają. Jeśli nie chcecie, abyśmy cieleśnie wam rozkosze nieba i męki piekła przed oczy wasze wystawili, to czegóż jeszcze żądać możecie? Myśmy wam istotnie Jezusa Chrystusa przed oczami wymalowali. Gal. 3.

Setki już razy wam powiedziano, żeście zgubieni, jeśli się do Pana nie nawrócicie. Tyle też razy mówiono wam o skażeniu grzechu, o marności grzechu, o znikomości grzechu i rozkoszy jego, jakiej wam ten świat i wszystkie skarby świata doczesnego dostarczyć zdołają. Mówiono wam o krótkości i niepewności życia, o wiecznej radości i wiecznych mękach, które nastąpią. To wszystko wam mówiono i mówiono nieraz, aż wam się przykrą zrobiło słuchać, aż sprawa stała się obojętną. Staliście się nieczułymi jako pies kowala, który leży koło kowadła spokojnie, choć kowal młotem wali na żelazo, a iskry pryskają na samego psa. Wszystkie te rzeczy was nie nawróciły; lecz jeszcze żyjecie, jeszcze dzień łaski Bożej nie ustał. Dziś jej możecie prawdziwie dostąpić, jeśli tylko chcecie. A teraz rozmówmy się nieco o rzeczy i rozsądźmy, kto winien, żeście się jeszcze nie odwrócili; jeśli winien Pan Bóg, jeśli winien człowiek, to znaczy my sami. Jeśli teraz umrzecie, to już dlatego, że umrzeć chcecie. Mówicie: „Chętnie chcemy się odwrócić i nowymi stworzeniami zostać, ale nie możemy; chętnie chcieliśmy z grzechami się. rozstać, ale nie mogliśmy. Chcieliśmy szczerze towarzystwo zmienić i myśli nasze i rozmowy nasze poprawić, oczyścić, ale nie byliśmy w stanie to uczynić.” Czy naprawdę tak jest? Czy nie mogliście, gdybyście tylko szczerze byli chcieli? Cóż było przeszkodą, jak chyba jedynie skażenie serca? Któż was do grzechu przymuszał? Któż od pełnienia obowiązków wstrzyma! ? Czy nie mieliście tej samej nauki, czasu i wolności być tak pobożnymi, jak z bliźnich wasz, ten albo też ów ? Przecz nie mogliście być tak pobożnymi, jak który z nich? Czy drzwi kościoła zamknięto przed wami? Albo czyście sami od niego stronili? albo czyście siedząc drzemali, lub słuchając nauk słowa Bożego, gdzie indziej myślami gonili i nie słuchali? Czy Bóg w swoim słowie jaki wyjątek co do was stanowił, gdy grzeszników do wrócenia wzywał, i wracającym obiecał łaskę? Czy rzekł: „Wszystkim pokutującym zwiastuję odpuszczenie, tylko wam nie?” Czy wam odebrał wolność co do publicznego nabożeństwa? Czy zakazał, abyście się częściej od innych do niego nie modlili? O pewnie, że nie! Nie Bóg was odpędził, ale wy sami go opuściliście, sami od Niego pouciekaliście. Gdy was do siebie zapraszał, nie chcieliście przyjść. Gdyby was Pan Bóg od obietnic swoich wykluczył i wam zmiłowania nie ofiarował, gdyby wam powiedział: „Wara ode mnie! Ja nic z tobą nie chcę mieć do czynienia. Nie módl się do mnie, bo cię nie wysłucham; a choćbyś pokutował i jak najserdeczniej błagał miłosierdzia, ja cię widzieć nie chcę,” gdy wam Pan Bóg nic nie zostawił, jak rozpacz serca odrzuconego, wtenczas mielibyście dobrą wymówkę. Moglibyście rzec: „Przecz mam pokutować i odwrócić się, kiedy to wszystko jest nadaremno?” Lecz takich rzeczy nigdy nie było. Owszem wyście mogli mieć Chrystusa Panem i Zbawcą swoim, głową, oblubieńcem prawie jak inni, a nie chcieliście, bo się nie czuliście dosyć chorymi, by odczuć potrzebę lekarza dla siebie. w sercach swych rzekliście, jak oni powstańcy: „Nie chcemy, aby ten królował nad nami.” Łuk. 19, 14. Chrystus chciał zgromadzić pod skrzydła zbawienia was i wszystkich ludzi, lecz wy nie chcieliście. Mat. 23, 37. – Jakże Pan pragnął dobra waszego, o czym słowo Pisma świętego świadczy! Z jakąż czułością stał około was, mówiąc: „Oby mię był lud mój posłuchał, a Izrael drogami moimi chodził.” Ps. 81, 14. – „Oby serce ich było tylko takie, aby się mnie bali i strzegli wszystkich przykazań moich, po wszystkie dni, aby się im dobrze działo i synom ich na wieki.” 5. Mojż. 5, 29. – Oby mądrymi byli! wyrozumieliby to i oglądali się na ostatnie rzeczy swoje!” 5. Mojż. 32, 29. On chciał być Bogiem waszym i wszystko dla was uczynić, czego tylko dusza sobie życzyła; ale wy ukochaliście ciało wasze więcej niż Pana, a przeto na słowo Jego nic nie zważaliście. Chociaż się Jemu ukłoniliście i wielkie tytuły przyznali, to jednak w końcu głosu Jego nie usłuchaliście ani do Pana przystaliście. Nie dziw tedy, że was żądościom serc waszych zostawił i na drogach własnych wszystkich was zaniechał. Tak się więc poniża, że z wami w własnej przemawia sprawie, mówiąc: „Cóż widzicie we Mnie albo w służbie Mojej, że Mi się tak bardzo sprzeciwiacie? Cóżem Ja ci złego uczynił, grzeszniku? Czy zasłużyłem, abyś się ty ze mną tak źle obchodził! Niejedno miłosierdzie ci wyświadczyłem; dla którego z nich ty Mną teraz gardzisz? Czy Ja, czy szatan jest twoim wrogiem? Czy Ja, czy żądze twojego ciała, wiodą cię do zguby? Czy życie święte, czy życie grzeszne daje ci przyczynę uciekać ode mnie? „Gdy do zguby śpieszysz, czy tego sam sobie nie sprawujesz, opuszczając Pana Boga swego, wtenczas, kiedy cię prowadzi drogą swą?” Jer. 2, 17. „Skarżę cię złość twoja, a odwrócenie twoje sfuka cię. Wiedzże tedy i obacz, iż jest rzecz zła i gorzka, żeś opuścił Pana Boga twego, a niemasz bojaźni mojej w tobie.” Jer. 2, 19.

Donośnym głosem odzywa się, mówiąc: „Słuchajcie, proszę, co mówi Pan: Wstań, rozpieraj się z tymi górami, a niech słuchają pagórki głosu twego. Słuchajcie góry sporu Pańskiego, i najmocniejsza grunty ziemi; ho Pan ma spór z ludem swoim, a z Jerozolimą prawo wiedzie. Ludu mój, cóżem ci uczynił, a w czym ci się uprzykrzył? Odłóż świadectwo przeciwko mnie. Wszak cię wywiodłem z ziemi Egipskiej, a z domu niewolników odkupiłem cię.” Micheasz. 6, 2-5. – „Słuchajcie niebiosa, a ty ziemio przyjmij w uszy swe! Albowiem Pan mówi: Synów wychowałem i wywyższyłem, ale oni odstąpili ode mnie. Zna wół gospodarza swego, i osioł żłób Pana swego, ale Izrael mię nie zna, lud mój mię nie rozumie. Biada narodowi grzesznemu, ludowi obciążonemu nieprawością, nasieniu złośliwych.” Izaj. 1. 2-4. – „I także to oddajecie Panu, ludu głupi i szalony ! Czy nie On jest ojcem twoim, który cię sobie nabył! On cię uczynił i stworzył cię.” 5. Mojż. 32, G. – Widząc, jak Go opuściliście, za marnością idąc, jak żeście od Pana i życia się odwróciwszy za plewami świata, za marnym piórkiem się uganiali, przedstawił na oczy wam głupstwo wasze, do korzystniejszego wzywając zajęcia: „Czemu wy nakładacie pieniądze nie za chleb, a pracę swą na to, co nie nasyca? Słuchając, słuchajcie mię, a jedzcie to” co jest dobrego, i niech się rozkocha w tłustości dusza wasza. Nakłońcie ucha swego, a pójdźcie do mnie; słuchajcie, a będzie żyła dusza wasza. I postanowię z wami przymierze wieczne, miłosierdzia Dawidowe pewne wyleję na was. Szukajcie Pana, póki może być znaleziony; wzywajcie Go, póki blisko jest. Niech opuści niepobożny drogę swoją, a człowiek nieprawy myśli swoje i niech się nawróci do Pana, a zmiłuje się; i do Boga naszego, gdyż jest hojnym w odpuszczaniu.” Izaj. 55, 2, 3, (5, 7. A gdybyście nic chcieli słuchać głosu Jego, jakież skargi macie na własna upartość? „Zdumiejcie się niebiosa nad tym, a ulęknijcie się, a zatrwóżcie się bardzo, mówi Pan. Bo dwojaką złość popełnił lud mój; mnie opuścili, źródło wód żywych, a wykopali sobie cysterny, cysterny dziurawe, które wody zatrzymać nie mogą.” Jer. 2, 12, 13. Nieraz Pan Jezus wydał zaproszenie, wołając: „Kto pragnie, niech przyjdzie; a kto chce, niech bierze wodę żywota darmo.” Obj. 22, 17. Lecz Pan Jezus musi się skarżyć, mówiąc: „A wżdy do mnie przyjść nie chcecie, abyście żywot mieli.” Jan. 5, 40. – On was zaprosił na ucztę łaski w królestwie swoim, lecz wy wymawialiście się, odwołując się na role, na bydło, na świeckie sprawy i interesy, a nie chcąc przyjść, tłumaczyliście się, że przyjść nie możecie. Tak wyzwaliście go do postanowienia, że wieczerzy Jego nigdy nie skosztujecie. Luk. 14, 15-24. A któż w tym zawinił, jak tylko wy? Na kogóż wina potępienia waszego spada, jak tylko na was! Wy sami chcieliście potępienia swego. Cała sprawa została przez samego Chrystusa jaśnie przedstawioną. „Mądrość na dworze woła, głos swój na ulicach wydaje. W największym zgiełku woła, u wrót bram, w miastach powieści swoje opowiada, mówiąc: Prostacy! dokąd się kochać będziecie w prostocie? a naśmiewcy pośmiewisko miłować będziecie, a głupi umiejętności nienawidzić będziecie! Nawróćcie się na karanie moje; oto wam wydani ducha mojego, a podam wam do znajomości słowa moje. Ponieważ wołałam, a nie chcieliście; wyciągałam rękę moją, a nie było, kto by zważał; owszem odrzuciliście wszystką radę moją, a karności mojej nie chcieliście przyjąć; przeto ja w zginieniu waszym śmiać się będę, będę z was szydziła, gdy przyjdzie, czego się strachacie. Gdy przyjdzie jako spustoszenie, czego się strachacie i gdy zginienie wasze przypadnie jako wicher, gdy przyjdzie na was ucisk i utrapienie. Tedy mię wzywać będziecie, a nie wysłucham was; szukać mię będą z poranku, a nie znajdą mię. Przeto, iż mieli w nienawiści umiejętność, a bojaźni Pańskiej nie obrali sobie, ani przestawali na radzie mojej, ale gardzili wszelką karnością moją. Przeto będą używać owocu dróg swoich, a radami swoimi nasyceni będą. Bo odwrócenie prostaków pozabija ich, a szczęście głupich wytraci ich. Ale kto mię słucha, bezpiecznie mieszkać będzie, a będzie wolny od strachu złych rzeczy.” Przypow. S. l, 20-33.

Stąd możecie poznać, co to za bezbożność i co za bluźnierstwo, jeśli winę potępienia swego zwalamy na Boga a nie na siebie! O nędzny grzeszniku, co dobrowolnie idziesz na zginienie! Nie Bóg jest srogim, lecz ty jesteś srogim wobec samego siebie. Posiedziano tobie po tysiąc razy, że się musisz wrócić, albo w piekle ogniem nieugaszonym palić się będziesz. Powiedziano także, że jeśli koniecznie w grzechu pozostajesz, nuż przekleństwa grzechu się nie uwolnisz. Potępienie Boże zawiśnie nad tobą. A jednak od grzechu się nie oderwiesz. Ty wiesz, że jeśli stale grzechów się trzymasz, potępienie Boga nad tobą zawiśnie; a jednak się trzymasz. Ty wiesz, że niema drogi wiodącej do szczęścia, jak przez, .świątobliwość i pobożne życie, a jednak przestrzegać zakonu Bożego nie masz zamiaru. Słyszeliście, niema drogi wiodącej do szczęścia chrześcijańskiego serca, jak tylko to pasmo, pasmo niewidzialne, co nas do Boga na powrót ciągnie. Jesteśmy jak w jamie, w grzechu pogrążeni; niema stąd pewności, żeby Bóg bezpiecznie wstrzymał cię od złego. Owszem przeciwnie; wpadłeś w sidła złego, Bóg cię z nich wyplątać i uzdrowić może. Czy Go tedy szukać i Jego upewnić się chcemy1! Czytelniku, kochasz żądze ciała swego, one są tobie bardzo przyjemne. W kloace grzechu i niedoli świata jesteś pogrążony, a przy tym myślisz, że Bóg ci krzywdę wyrządza i jest wielce srogim. O nędzny człowiecze! grzeszniku uparty! nie Pan Bóg jest srogim, ale tyś jest srogim wobec duszy swojej! Wiesz doskonale, że albo nawrócić do Pana Boga lub na wieczne męki dostać się musisz. Ty kochasz swe żądze, w obżarstwie, w pijaństwie, w zabawach, rozkoszach masz upodobanie, w nich serce swoje całkiem zatopiłeś i nie myślisz nawet z niemi się rozstać. Czy chciałbyś, aby cię Bóg wziął do nieba, czy chcesz iść lub nie! Czy chcesz, by ciebie i wszystkie twe grzechy przeniósł do zbawienia! O, to być nie może! Tak kolej mógłby oczekiwać, że słońce niebieskie przemieni się w ciemność. Jakto! nie oczyszczone, nie uświęcone serce ma być w niebie ? To być nie może; nie wejdzie do niego nic nieczystego. Objaw. 21, 27. Cóż za społeczność sprawiedliwości z nieprawością? a co za zgoda Chrystusa z Belialem? 2. Kor. 6, 14 i 15. On cały dzień wyciąga ręce swoje do ludu upornego i sprzeciwiającego się. Rzym. 10, 21. Cóż tedy uczynisz1? Czy westchniesz do Pana! Czy o miłosierdzie błagać go będziesz! O zaprawdę, On sam skłania się do ciebie, On .sam zachęca, aby ty nad sob miał miłosierdzie, a ty się sprzeciwiasz! Kaznodzieje słowa widząc kielich trucizny w ręku pijaka, wołają: To jad, to trucizna wielka; błagają, aby miał litość nad sobą i duszą swoją, aby się wstrzymał. Ale na próżno, bo słuchać nie chce. Jad albo nie jad, on go wypić musi i wypić go chce. On go tak lubi; a przeto choć piekło prędko następuje, on nie wie rady, wstrzymać się nie może. Cóż, człowiecze, powiesz na takich ludzi! Do bezbożnego, lekkomyślnego marnotrawcy zwracamy się, mówić: Droga twa się nigdy do nieba nie zbliży! Gdyby za tobą postępował niedźwiedź, to byś pewnie kroku przyspieszył. Lecz gdy za tobą gniew Boży idzie, gdy szatan i piekło cię doganiają, to ty się nie ruszysz, ale się pytasz, co ten zgiełk znaczy? Czy nieśmiertelna dusza straciła już wszelkie znaczenie w twych oczach? O, ja cię proszę, o ja cię błagam, zlituj się nad sobą. Ach niestety! Oni się nie chce zlitować nad sobą ani też zważać na słowa nasze!

My wskazujemy na koniec gorzki! Któż może przebywać w ogniu na wieki? A oni jednak nie mają litości z sobą samymi. Mówimy im, jak gorzki musi być koniec, bo któż na wieki wytrzyma w ogniu? Lecz oni jednak nie chcą mieć litości nad sobą samymi! A potem idą i powiadają ci nieszczęśliwi, że Bóg zanadto jest litościwym, aby ich potępił, gdy tymczasem sami nie mają litości nad sobą i lekkomyślnie do zguby pędzą. Choćbyśmy do nich z kapeluszem w ręku przystąpili i na rany Boskie ich błagali, nie będziemy w stanie ich przytrzymać. Oni się na gwałt do piekła wdzierają, nie wierząc wcale, że do niego śpieszą. My ich prosimy i zaklinamy, my ich błagamy przez Pana Boga, który ich stworzył i utrzymuje, przez Chrystusa Pana który za nich umarł, przez wzgląd na własne ich biedne dusze, aby mieli litość z samymi sobą i w pędzie do piekła się powstrzymali i do Chrystusa się przywrócili, którego ramiona są dla nich otwarte; aby do stanu łaski i życia od razu wstąpili, gdyż drzwi są otwarte, a miłosierdzie tylko na nich czeka – ale na próżno, oni się; wcale przekonać nie dadzą. Choćbyśmy się aż na śmierć z nimi trapili, nic z upartymi wcale nie wskóramy. A przy tym mają tyle zuchwałości, że powiadają: My mamy nadzieję, że Bóg nam przecie będzie litościwym. Czy zastanowiliście się nad tym, co On mówi: „Ten lud nie ma żadnego rozumu; przeto, nie zmiłuje się nad nim, który go uczynił, a który go stworzył, nie zlituje się nad nim.” Izaj. 27, 11. Jesteś nagim, lecz bliźni nie chce cię przyodziać; łakniesz, lecz bliźni nie chce ci dać jeść, wtenczas, nieprawda, powiesz, że litości nie ma. Gdyby was do więzienia wrzucił, batem was obił lub srodze katował, to powiecie: litości nie ma! A jednak wy jeszcze tysiąc razy gorzej przeciw sobie samym postępu jecie, duszę i ciało bez wszelkiej litości na wieczną zgubę w piekle narażając, a przy tym wam ani na myśl nie przyjdzie, oskarżać siebie o brak litości. Gdy was „Bóg dla wszystkich występków waszych ukarze, nuż nań się żalić, że litości nie ma! Gdy Pan Bóg święty z nieba wysokiego nie chce zezwolić, by grzesznik bezkarnie nogami deptał świętą krew Chrystusa i w twarz mu plunął, jak Żydzi czynili, by Ducha świętego lekceważył, z grzechu żarty stroił, życie świętobliwe za nic poczytywał, łaską Bożą gardził i wszystko złe kochał, to my od razu go .posądzamy o brak litości. Lecz On jest w sądach swoich sprawiedliwy, a ty nędzny, grzeszny ziemski robaczki! nie będziesz sądził Pana Boga swego.

Stąd więc widzimy, że największym człowiekowi wrogiem jest człowiek sam. Największą klęską, jaka w tym życiu spotkać nas może, jest dla nas, gdy sami jesteśmy sobie pozostawieni. Największym zaś dziełem, jakie dla nas łaska wykonać może, jest, gdy prędkim, jak wy jesteście, dla podszeptów jego i do czynienia wszystkich tych rzeczy, do których was kusi. Przychodzi, próbując w błąd wprowadzić rozum i uprzedzeniem zająć serce wasze; a nuż usłuchacie. Przychodzi was odwieść od dobrych przedsięwziąć, już was ma na wodzy. Przychodzi stłumić i zagasić w sercu szlachetne pomysły i piękne zamiary – od razu swego dopnie. Gdy was pobudza do niedobrych myśli lub słów lub czynów, od razu słuchacie; nie trzeba ostrogi ani też rózgi. Gdy chce w duszy zgasić świętobliwe myśli i słowa i czyny i drogi szlachetne zniszczyć i zepsuć, skromnymi środkami do tego dojdzie; wielkich przygotowań wcale nie trzeba. Gdy wam myśl poda, jej nie doświadczacie; do postanowienia pewnego zachęca, w niczym się jemu nie sprzeciwiacie. On swe zarzewie rzuca wam do serca, wy go stąd wcale nie wyrzucicie, nie zgasicie iskier, które on chytrze w duszę waszą rzuca; owszem przeciwnie, z nim jak z przyjacielem wespół zasiądziecie, w połowie drogi z nim się spotykacie, pobudki jego chętnie przyjmujecie, a tak go sami do kuszenia swego kusicie. Wcale nie jest trudną złapać na wędkę tak łakomą rybę, co tak na ponętę gwałtownie się rzuca i nie wiedząc, kiedy ostry hak połyka.

Zgubę swej duszy nikomu innemu, jak tylko sobie samym zawdzięczacie, sprzeciwiając się wszystkiemu, coby złym zamiarom było na przeszkodzie. Bóg wam chciał pomóc, przez słowo swe zbawić; wy się sprzeciwiacie, bo wam te nauki są nadto ostre. On was chce poświęcić mocą Ducha swego; wy się sprzeciwiacie, gasząc zapał jego. Gdy wam kto przedstawia, dlaczegoście w tej lub owej sprawie ile postąpili, z gniewem na niego obelgi rzucacie; a gdy was do życia świętobliwego wzywa i na niebezpieczeństwo duszy wskazuje, wcale mu za to nie jesteście wdzięczni; albo mu każecie przed własnymi drzwiami u siebie zamiatać, bo za was nie będzie Bogu odpowiadał, lub w najlepszym razie bez podziękowania za drzwi wyprosicie, nie mając wcale chęci się nawrócić. Gdy kaznodzieje chcą wam prywatnie drogę do zbawienia bliżej objaśnić, od nich uciekacie; dusza, co nie zna upokorzenia, pomocy waszej zupełnie nie chce. Gdy was chcą pouczyć, za starzy jesteście na taką naukę, ale na nieuctwo i niedobre życie nie jesteście starzy. Cokolwiek powiedzą wam ku dobremu, to zawsze jesteście tak zarozumiali i tak mądrymi sami u siebie, że nic nie przyjmiecie, co się x pojęciem waszym nie zgadza. Sprzeciwiacie się nauczycielom swym, jakbyście byli mędrszymi niż oni; odrzucacie wszystko, co wam przedstawiają; a to wszystko czynicie przez głupstwo, upartość, chęć dokuczania, wykręty rozumu i niewdzięczność serca. Choćby najlepsze rzeczy wam podawali, wy je odrzucacie i w nic uwodzicie.

Wy samych do zguby wiedziecie, pojmując rzeczy tak, jakby grzech i zguba w Panu Bogu źródło swe miała. Drogi mądrości Jego nie podobają się wam. Gdy sprawiedliwie z wami postępuje, to powiadacie, że jest okrutnym. On jest świętym i nade wszystko najdoskonalszym; a wy mniemacie, że jest wam podobnym, że na grzechy ludzkie wcale nie uważa. Słowu Jego nie chcecie uwierzyć; owszem groźby Jego, choć jak stanowcze, lekceważycie, częścią się im sprzeciwiając, częścią do złego ich nadużywając. Ponieważ Pan Bóg jest miłosiernym, to tym więcej łaski Jego nadużywacie.

Ukochany Zbawiciel nasz staje się wam poniekąd powodem upadku, i Pan żywota powodem śmierci. Nic was tak w grzechach nie uspokaja, jak to zapewnienie, że Chrystus umarł za grzechy nasze. Tak to pojmujecie, jakbyście już mogli spokojnie grzeszyć, nie mając powodu lękać się kary. Zaprawdę, nie na to przyszedł Chrystus Pan, aby był. sługą szatana i sługą waszych grzesznych żądości, tudzież by musiał wam posługiwać, gdy go za nic macie. On jest lekarzem duszy jedynym, który może zbawić do ostateczności wszystkich, co do niego idą, szukając ratunku; lecz wam się. zdaje, że możecie pomoc Jego odrzucić i wzgardzić lekarstwem, które zgotował, a On mimo wszystko musi was zbawić, czy wy do Boga przybyć pragniecie, albo czy nie. Wielka liczba grzechów człowieka przez to powstała, żeśmy się zupełnie na śmierć Chrystusa Pana spuścili. Myśmy zapomnieli, że Chrystus Pan przyszedł odkupić ludzi od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie samemu lud własny, gorliwie naśladujący dobrych uczynków. Tytus. 2, 14. – „Świętymi bądźcie, gdyż Ja jestem święty.” 1. Piotr, l, 16. „Oblekliście nowego tego, który się odnawia w znajomość, podług obrazu tego, który go stworzył. Gdzie niemasz Greka i Żyda, niewolnika i wolnego; ale wszystko i we wszystkich. Chrystus.” Koi. 3, 10 i 11. Równym sposobem wszystkie stworzenia i wszelkie dowody zmiłowania Jego na własna zgubę doczesną i wieczną obracamy. Bóg nam te rzeczy daje, aby nam przez to miłość swą okazał, abyśmy tych rzeczy do służby Jego wiernie używali; a my je przeciw Bogu obracamy i da zaspokojenia cielesnych żądzy używamy. Jemy i pijemy nie Bogu na chwałę, nie na to, byśmy do dzieła swego się pokrzepili, lecz przede wszystkim abyśmy żądzom ciała dogodzili. Odzieniem swoim podsycamy pychę własnego serca i w oczach świata siebie wystawiamy. Bogactwa nasze ten wpływ wywierają, że nasze serca od niebieskiego celu odrywają. Dostojeństwa nasze i poklaski ludzkie nas w dumę wzbijają. Gdy Bóg nas zdrowiem i siłą obdarzy, to się sami w sobie stajemy bezpieczni i na cel wyższy zapominamy. A co jeszcze więcej, dary i dostojeństwa innym ludziom dane. wam na zgubę wychodzą. Widząc ich świetność, od razu w swoim sercu czujecie zazdrość; widząc ich bogactwa, żądza takowych w sercu się budzi. Gdy widzicie piękność, nuż was żądza bierze. Dobrze jest tedy, gdy serce pobożne nad okiem panuje.

Nawet te dary, które Pan Bóg dał, świętości, które jako środki łaski swojej w kościele ustanowił, na złe obracacie. Jeśli macie dary zacniejsze niż inni mają, wzbijacie się w pychę i zarozumiałość; jeśli tylko średnie talenty macie, to je za nadzwyczajne poczytujecie. Gdy o obowiązkach swoich słyszycie, już sobie rzeczy tak poczytujecie, jakbyście je wykonać nie potrzebowali. Modlitwy nasze stają się grzeszne, ponieważ nieprawość w sercu chowacie (Ps. 31, 18), a od nieprawości nie odstępujecie, gdy mianujecie imię Chrystusowe. 2. Tym. 2, 19. – Modlitwa wasza nie jest przyjemną, ponieważ odwracacie ucho swe, abyście nie słuchali zakonu (Przypow. 28, 9), i jesteście skłonniejszymi ku dawaniu ofiar ludzi głupich niżeli ku słuchaniu słowa Bożego i pełnieniu jego. Kaznodz. 4, 17. Nie doświadczacie samych siebie, gdy do Wieczerzy Pańskiej przystępujecie, a tak nie rozróżniając ciała Pańskiego, sąd sobie samym jecie i pijecie. 1. Kor. 11, 28 i 29. Co więcej, osoby, z którymi bywacie, tudzież czyny ich często nam są pobudką do grzechu, upadków. Gdy w bojaźni Boga żyją, to ich nienawidzicie. Gdy bezbożne prowadzą życie, to ich tak chętnie naśladujecie. Jeśli bezbożników jest dużo, to tym ściślej drogi ich trzymać się chcecie; gdy pobożnych jest niewiele, tym większą ochotę macie z nich szydzić. Gdy są bogobojni, myślicie u siebie, że oni aż nadto od was wymagają. Gdy który z nich na jakie osobliwsze pokuszenie wejdzie, wy się na nim od razu potkniecie, od cnoty się odwracacie, bo i ci drudzy, jak powiadacie, nie są świętobliwi. To prawie tak wszystko wygląda, jakbyśmy się umówili. Jeśli w czystości chodzą, powiadacie, że są drobnostkowi. Gdy obłudnik jaki sam się odkryje, to powiadacie: Wszyscy jesteście tacy! o sobie zaś myślicie, że najbliższymi na świecie przyjaciółmi jego wy sami jesteście. Gdyby obłudnik samego siebie zdradził, tedy powiadacie „Wszyscy są tacy”, myśląc sobie, że ich co do cnoty wszystkich przewyższacie. Gdy kaznodzieje łagodnym sposobem do was przemawiają, to powiadacie, że z wami żartują, lub gdy spokojnie rzeczy tłumaczą, to albo śpicie, albo obojętni na krzesłach siedzicie. Gdy się fałszywe nauki wkradną do kościoła, to jedni chętnie takowe przyjmują, drudzy zaś te nauki gwałtem odrzucają, co przeciw ich własnym krewkościom walczą. Gdybyśmy jaki błąd zakorzeniony chcieli usunąć, taki krzyk wzniesiecie, jakbyśmy na życie wasze nastawali; starych błędów się trzymacie, a przeciw nowym z wszystkich sił krzyczycie. Gdy między kaznodziejami jaka maleńka niezgodność powstanie, to udajecie, jakby was sprawa śmiertelnie raniła. A jednak zasadniczych nauk nie słuchacie, ani się według nich zachowujecie, gdy wam je głoszą. Jeden nie chce dlatego słuchać kazania, bo je pastor czyta; drugi zaś się gniewa, gdy pastor z pamięci kazanie mówi. Jeden się gorszy, że modli się „Ojcze nasz!”, drugi się gniewa, że „Ojczenasza” nie zmawia. A tak rozliczne są powody ludzi, że się między sobą rozumieć nie chcą, a dlatego słowem Bożym gardzą.

A tak, najmilsi, gdy sobie przypomnę te wszystkie wywody, które wyłuszczyłem, gdy wy spojrzycie na koleje życia, któreście przeszli, gdy sobie wspomnimy, cośmy uczynili, to koniecznie pewne zawstydzenie musi nas ogarnąć i szczera pokora wstąpić do serca, gdy na uczynki nasze spojrzymy. Jeśli tak nie jest, to jeszcze niektóre rzeczy rozważmy.

Być niszczycielem samego siebie, to znaczy tyle, co przeciw własnej swej naturze grzeszyć i przeciw zasadzie utrzymania samego siebie. Każde stworzenie z natury rzeczy do tego dąży, co jest jego szczęściem, jego powodzeniem, udoskonaleniem. Czy chcielibyście wydać samych siebie na pewne zniszczenie? Gdy przykazanie po nas wymaga, abyśmy bliźniego tak miłowali jak siebie samego, to stąd wynika, że rzeczywiście siebie miłujemy.

Jakże my dziwnie przeciw naszym własnym zamiarom działamy! Ja wiem, nikt z was nie dąży do swej własnej zguby, choćbyście robili, co ją przyśpiesza. Każdy człowiek myśli, że czyni, co dla niego dobre, choćby tylko chuciom ciała swego sprzyjał. Ale niestety, to jest nie inaczej, jak gdy w gorączce człowiek zimnej wody choć jedną łyżkę do siebie przyjmie. Jeśli rozkoszy, zysku i honorów pragniecie, szukajcie ich tam, gdzie je znaleźć można, a nie na drodze, wiodącej do piekła.

Jakaż to szkoda, że przeciw sobie to czynić chcecie, czego żadna istota w piekle i na ziemi przeciw wam czynić nie może. Gdyby świat cały przeciw wam stanął, gdyby się wszyscy diabli w otchłaniach piekła przeciw wam sprzysięgli, oni was nie zniszczą, jeśli wy na to nie pozwolicie. Czy tedy chcecie to przeciw sobie czynić, czego nikt inny uczynić nie zdoła? Macie w sercu myśli pełne nienawiści, pochodzącej od szatana, który wam jest wrogiem i zguby, zniszczenia waszego szuka. Czy tedy chcecie być dla samych siebie gorszymi niż sam diabeł? O zaprawdę, to jest obrazem waszego stanu, obyście tylko znaczenie jego dobrze pojęli. Gdy w grzech się rzucacie, gdy od pobożności, od Boga stronicie i na wezwanie Stwórcy waszego wrócić nie chcecie, wiedzcie, więcej wy sami przeciw zbawieniu swej duszy czynicie, niżby wszyscy ludzie i wszyscy diabli wam uczynić mogli. A tak usiadłszy, suszmy swój rozum, abyśmy poznali, że rzeczywiście, co jest najgorszego na zgubę człowieka, tośmy my prawie wszystko zdziałali.

Niewierni jesteście co do zaufania, które Pan Bóg sam w was położył. On wam poruczył, abyście zbawienia swojego strzegli, a wy ufność Jego zawieść zamierzacie? Oto wam poruczyłem, byście nade wszystko, czego ludzie strzegą, serca swego strzegli; a czy wy zlecenie Jego tak pełnicie? Przypow. 4, 23.

Wszystkim nawet innym mocno zabraniacie, aby nad wami nie mieli litości, kiedy wy sami takowej nie macie. Jeśli w dzień klęski westchniecie do Pana, błagając litości nad nędzą waszą, czegóż innego chcecie się spodziewać, jak że was odrzuci, kiedyście sami nad sobą litości mieć nie zechcieli? Bo cóż was innego na zgubę przywiodło, jeśli nie upartość serca waszego? A gdy was bracia i bliźni wasi na wiecznych mękach niegdyś zobaczą, jakże się nad wami ulitować mają, kiedyście wy sami siebie zgubili, nie dawszy się przekonać o niebezpieczeństwie, jakie groziło. Przeto pamiętajmy, co mówi Pismo: „Słuchajcie ćwiczenia, nabądźcie rozumu, a nie cofajcie się. Błogosławiony człowiek, który mię słucha, czując u wrót moich na każdy dzień, a strzegąc podwoi drzwi moich. Bo kto mię znajduje, znajduje żywot, a otrzymuje łaskę od Pana. Ale kto grzeszy przeciwko mnie, krzywdę czyni duszy swojej; wszyscy, którzy mię nienawidzą, miłują śmierć.” Przypow. 8, 33-36.

A teraz, najmilsi, zbliżam się do końca niniejszej rozprawy. Serce me drży we mnie na samą myśl o tym, w jakiem usposobieniu was pozostawię. Oby was ciało znów nie oszukało, a świat i diabeł znowu nie uśpił! Obym was nie zostawił, jakimi was znalazł, śpiącymi, bo ocucenie byłoby w piekle. Troska mię ogarnia, troska o biedne dusze wasze, albowiem odporność serca człowieczego nie jest mi obcą. A wszakże z prorokiem Jeremiaszem mogę wyznać, mówiąc: „Ja dnia boleści nie pragnąłem, Pan wie.” – Jer. 17, 16. Ja z Jakubem i Janem nie chciałem, aby ogień zstąpił z nieba i pochłonął tych, co Chrystusa Pana nie przyjęli. Do czego dążyłem, to był szczery zamiar i usiłowanie zagrodzić drogę wiecznemu ogniowi do duszy naszej. O żeby takiego zapobiegania nie było trzeba! Oby Bóg i sumienie chcieli mi trudu tego tak oszczędzić, jak niektórzy z was uczynić to mogli. Ach, moi kochani, myśl o wiecznym ogniu tak mię niepokoi, tak bardzo się lękam, by którzy z was przecie nie minęli nieba, że raz jeszcze do was odzywam się z prośbą i zapytaniem: Cóż postanowiliście1? Chcecie się odwrócić, czy chcecie umrzeć? Jak lekarz na chorującego, a to na chorobę bardzo niebezpieczną, tak ja na was patrzę, i proszę, zażyjcie tego lekarstwa, bo inaczej pewnie śmierci nie ujdziecie. Co byście rzekli na chorującego, któryby ani lekarzowi ani przyjaciołom swoim nie dal się namówić do zażycia lekarstwa, co mu życie ocalić mogło? W takim położeniu prawie jesteście! Choćbyście na drogach grzechu i marności jak daleko zaszli, teraz, się wróćcie do Pana Jezusa, teraz lekarstwa Jego zażyjcie, a dusza wasza pewnie ozdrowieje. Odrzućcie przez pokutę od siebie grzechy śmierć zadające, i do tej trucizny już nigdy więcej nie wracajcie, a wszystko będzie dobre.

Gdyby tu o ciało wasze chodziło, to ja wiem, co bym w tak ważnym wypadku uczynił. Choćbyście opór stawiali, kazałbym was trzymać albo powiązać, a po tym w gardło nalałbym lekarstwa, ażby się dostało do wnętrzności waszych. Niebezpieczeństwo tak by ustało. Ale co do duszy, tego niestety tak zrobić nie można; nie można człowieka wbrew jego woli nawrócić do Boga. Szaleńców w pętach do nieba wyprawić nie można. Do piekła się dostać wbrew własnej woli, gdy człowiek według własnej woli grzeszył – to idzie; lecz wbrew swej własnej woli być zbawionym, to nie idzie. Mądrość Pana Boga uznała za dobre, człowiekowi pozostawić wybór, czy chce iść do nieba albo czy do piekła; czy sobie zbawienie, czyli potępienie obierze. Tak żaden, człowiek nie przyjdzie do nieba, jeśli drogi do nieba wiodącej nie obrał; ale też żaden nie przyjdzie do piekła, jeśli stanowczo dostać się tam nie chce. Gdybym was do tego mógł doprowadzić, żebyście stanowczo i każdego czasu mieli przedsięwzięcie dostać się do nieba, to by zadanie moje łatwym było i połowa pracy byłaby zrobioną. Ach, czy naprawdę musimy utracić przyjaciół naszych, a muszą oni utracić Boga, szczęśliwość swoją i dusze swoje? Niech się Bóg zmiłuje! Dla mnie to rzeczą niewyrozumiała, że ludzie w sprawach duszy najważniejszych są tak oziębli i obojętni, choć w innych rzeczach grzeczność objawiają i w dobrem sąsiedztwie z innymi żyją. Ja jestem z ludźmi w dobrej przyjaźni; gdybym więc jednego albo drugiego poprosił o jaką przysługę, ta jestem pewny, że mi ja każdy chętnie wyświadczy;. lecz gdy przyjdę w sprawie najważniejszej w świecie, nie prosząc dla siebie, ale dla nich samych, nie mogę prawie więcej uzyskać, niż jedynie tyle, że z cierpliwością słów moich słuchają. Gdybym z kilku przyjaciółmi zasiadł i opowiadał, com widział i słyszał, com zrobił lub czego w świecie się nauczył, chętnie mi uwierzą i na te rzeczy oglądać się będą. Lecz gdy im mówię o słowie Bożym, o jego prawdzie i o .tych rzeczach, które niegdyś sami na przyszłym świecie oglądać będą, już się niecierpliwią ani nie wierzą lub wcale nie dbają. Gdybym z nich kogo spotkał na drodze i wskazując miejsce, mógł pewnie powiedzieć: Patrz! tam jest jama z kamiennym węglem, tam w łonie ziemi są pokłady piasku, tam są złodzieje ukryci w zasadzce, od razu by się zastanowili i poczynili, co jest potrzebnym. Lecz gdy im mówię, że szatan na nich sidła zastawił, że grzech jest trucizną dla duszy człowieka, że piekło jest rzeczą wcale nie do żartu, to sobie idą jakby ich te słowa nie obchodziły. Powiedz mi, pijaku, czy byłbyś tak srogim dla mnie, który teraz z tobą rozmawiam, czy byś nie zechciał kilka kieliszków sobie odmówić, wiedząc, iż przez to mą duszę od piekła ocalisz? Czy wolałbyś, żebym ja się na wieki palił, bylebyś tylko nie musiał żyć trzeźwię, jak inni żyją? A gdybyś tego jednak nie uczynił, czy nie miałbym prawa powiedzieć o tobie, że jesteś potworem a nie człowiekiem? Gdybym przyszedł nagi lub wygłodniały do drzwi domu twego, czy nie zechciałbyś odmówić sobie kieliszka napoju, byłeś był w stanie mnie ulgę. sprawić? Ja nie wątpię o tym, żebyś tak uczynił. Przeto cię proszę., uczyń tak dla siebie! Dla ocalenia twojej własnej duszy wyrzec się złego i na drogę nowego żywota wróć się! Oto was proszę, oto do kolan waszych się rzucam i błagam: słuchajcie głosu Zbawiciela, abyście się odwrócili i żyli. Was wszystkich wzywam, coście dotąd żyli w nieświadomości, w lekkomyślności, w rozpustach, pijaństwach, swarach i zazdrości, a teraz na nową drogę wstąpiliście, powiedzcie, czy chcecie się na nowo zachwiać? O najmilsi moi, słuchajcie słów Jezusa, Pana waszego i do Niego się wróćcie. Oto na tym miejscu ręka Zbawiciela do was się wyciąga, aby was od wszystkiego złego uwolniła! Wy, coście w troskach i łaskach tonący, was proszę, o dniu zbawienia nie zapominajcie. Na klęczkach was błagam i pokornie proszę, nie bądźcie poddani grzechowi, marności, lecz bójcie się Pana, szukajcie sprawiedliwości Jego i poświęcenia. Wy, coście nigdy przez wiarę nie rzucili się na szyję ukochanemu Zbawcy waszemu, coście z wdzięcznością i podziwianiem nigdy w swoim sercu nie czuli miłości większej i głębszej, niż do rzeczy świata, z całego serca proszę was i błagam, nie dla siebie tylko, ale dla Pana i dla duszy waszej, nie chciejcie dnia więcej spędzić w położeniu duszy, jakie dotąd było, ale spojrzyjcie wokoło siebie, westchnijcie do Pana, aby wam użyczył łaski nawrócenia, abyście słowem stawszy się stworzeniem, uszli klęski wiecznej, co niechybnie grozi. jeśli w czymkolwiek chcecie mi okazać życzliwość swoją, tej jedynej prośby mi nie odmawiajcie: Odwróćcie się od złych dróg waszych i żyjcie! Odmówcie wszystkiego, o co kiedykolwiek prosić was będę dla siebie samego; tylko jednej rzeczy nie odmawiajcie! Gdybyście tej jednej odmówić mieli, nic mi innego nie użyczycie, coby mię szczerze rozweselić mogło. Przyjdzie godzina, gdy pragnąć będziecie, aby Bóg tej jednej wysłuchał modlitwy i łaski użyczył, mianowicie godzina śmierci i sądu; jeśli w tej chwili zapragniecie łaski, toć was przez Boga wzywam i proszę, we chwili zdrowia i powodzenia tej prośby, błagania nie zapominajcie, czego wam wtenczas będzie potrzeba, o to się dziś módlcie. Bracia moi, wierzcie, śmierć i sąd Pański, niebo i piekło, te rzeczy inaczej się przedstawiają, gdy w ich obliczu skruszeni staniecie, niż te. raz, gdy zdała cielesnym okiem na nie patrzycie. Poselstwa takiego, jakie dziś przynoszą, ocuconym sercem, duszą do głębi wzruszoną słuchać będziecie.

Żebyście wszyscy chcieli się odwrócić, tego się wprawdzie spodziewać nie mogę; ale mam nadzieję, że choć niektórzy na tę drogę wejdą i żywot wieczny odziedziczą. Oby Bóg łaskawy serca wasze wzruszył, tak, jak onych Żydów, co się pytali apostoła Piotra: „Cóż mamy czynić?” Dzieje 2, 37. Jakże prawdziwego nawrócenia dostąpimy? My chętnie go szukać będziemy, obyśmy wiedzieli, co czynić wypada.

Jeśli myśli i zamiary wasze są tego rodzaju, to powiadam o was, co Bóg powiedział o ludu swoim i przyrzeczeniach jego: „Dobrze wszystko mówili, co mówili. Kto by im to dał, żeby serce ich było takie, aby się mnie bali i strzegli wszystkich przykazań moich po wszystkie dni.” 5. Mojż. 5, 28 i 29. Zamiary wasze są bardzo dobre; oby tylko serce było ochotne do ich wykonania! W tym względzie wam pewne wskazówki podaję.

  1. Jeśli nawrócenia i zbawienia dojść chcecie, starajcie się przede wszystkim, abyście potrzebę i znaczenie nawrócenia poznali. Rozważcie tylko, w jak pożałowania godnym położeniu aż do nawrócenia się znajdujecie. Zaprawdę stan taki nie da człowiekowi pokoju serca. Wina wszystkich grzechów, któreście kiedy popełnili, ciąży nad wami, tudzież gniew Boży i ciężar zakonu; moc diabła trzyma was w posłuszeństwie i w służbie jego, na każdy dzień walczyć musicie przeciw Panu Bogu, bliźnim i sobie samym. Co do ducha jesteście umarli, pozbawieni świątobliwości życia i podobieństwa Bożego. Do jakiegokolwiek uczynku dobrego nie będąc sposobni nic nie czyńcie, coby się Bogu podobać mogło. Kto się do Pana Boga nawrócił, ten serce nowe i język nowy od Niego odebrał.
  2. Jeśli się chcecie nawrócić i żyć, to dużo w cichości o powabnych rzeczach rozmyślajcie. Cofnijcie się częściej na miejsca samotne i tam rozmyślajcie o celu, dla którego was Pan Bóg przeznaczył, o życiu, któreście dotąd prowadzili, o czasie życia dotąd zmarnowanym, o grzechach, któreście dotąd popełnili, o miłości Chrystusowej i o mękach Jego, o niebezpieczeństwie, w jakiem jesteście, o śmierci i sądzie, które są blisko, o pewności i radości nieba, o pewności i trwogach piekła, o potrzebie nawrócenia się i o życiu świętobliwym z Jezusem Chrystusem.
  3. Jeśli nawrócenia i zbawienia pragniesz, trzymaj się słowa Bożego; ono jest środkiem do tego powszechnym. Czytaj Pismo święte i słuchaj, gdy je czytają i wykładają. Czytaj też inne księgi nabożne, które słowem Bożym są ożywione. Nigdy też kościoła i służby Bożej nie omijaj. Bóg chce tę ziemię oświecić słońcem, nie zaś samym sobą, nie używając słonecznego światła: równie chce nawrócić i zbawić ludzi za pośrednictwem sług Ewangelii, którzy powinni być światłością świata. Mat. 5, 14. Dzieje 26, 17 i 18. Gdy cudem Pawła bardzo upokorzył, posłał do niego Ananiasza. Dzieje 9, 10. Do Korneliusza wysłał anioła, lecz tylko dlatego, aby mu polecił posłać do Piotra, który mu powie, co powinien wierzyć i równie co czynić.
  4. Zostawaj zawsze wobec Pana Boga w modlącym, poważnym usposobieniu serca i duszy. Wyznaj przed Nim, jak życie twoje było dotąd grzeszne i bezbożne, żałuj serdecznie obłędu swego i błagaj o łaskę, która twe serce oświeci, poświęci. Proś Pana, aby odpuścił, co było, tudzież dał Ducha świętego, który odmieni serce i życie, drogami swoimi cię poprowadzi i od pokus życia łaskawie uchroni. Tak dziennie postępuj i do tej drogi nie daj się odwieść.
  5. Masz jakie grzechy tajne, osobiste – natychmiast je odłóż. Zatrzymaj się w drodze dotychczasowej i ani kroku nie zrób więcej na niej. Nigdy już trunku do ust nie przyjmij, owszem unikaj miejsc i sposobności, gdzie się z nim obchodzą. Lubieżne żądze stłum od razu w sercu, grzeszne rozkosze odrzuć z obrzydzeniem. Nie przeklinaj, nie bluźnij, nie złorzecz więcej, a jeśli kogo w czym kiedy skrzywdził, oddaj z powrotem, jak Zacheusz zrobił. jeśli w dawniejsze myślisz popaść grzechy, to czegóż się możesz od nawrócenia spodziewać?
  6. Natychmiast, jeśli można, zmień swe towarzystwo, jeśli takowe nie było dobre. Nie mówię o krewnych, lecz o towarzyszach grzesznych rozkoszy; natomiast z takimi połącz się ludźmi, co się Boga boją; od nich się dowiesz drogi do zbawienia. Dzieje 9, 19.
  7. Samego siebie oddaj Jezusowi; on jest lekarzem duszy wszechmocnym. On cię uleczy, przez krew swą świętą obmyje od grzechu, przez Ducha swego i słowo swoje i kaznodziei serce twe utwierdzi i Duchem swoim niechybnie uświęci. On jest drogą, prawdą i żywotem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przez Niego. Jan 14, 6. Ani też niema imienia pod niebem danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni. Dzieje 4, 12. Rozmyślaj pilnie o jego osobie i pochodzeniu, tudzież o tym wszystkim, co czynił, co cierpiał, a to za ciebie, czym ci jest dla serca i czym być może, tudzież jak wszystkie potrzeby twoje wiecznie zaspokoi.
  8. Jeśli naprawdę chcesz się nawrócić i żyć, tedy to prędko uczyń, bez zwłoki. Jeśli dziś tego uczynić nie zechcesz, to jest dowodem, że w ogóle nie chcesz. Nie zapominaj, jak każdej chwili miecz kary Bożej wisi nad twą głową; obciąża cię wina niepoliczonych tysięcy grzechów; pod wpływem gniewu Bożego jesteś, tuż na krawędzi samego piekła. Krok tylko dzieli cię od śmierci wiecznej. Zaprawdę, kto ma rozum i myślenie, w takim położeniu nie będzie spokojnym. Wstań tedy od razu, śpiesz się i uciekaj, byś życie ocalił, tak jakbyś śpieszył wydostać się z domu, gdy jest w płomieniach. O, zaprawdę, gdybyście wiedzieli, w jak ustawicznym się znajdujecie niebezpieczeństwie, jak okropna dziennie grozi wam strata, jak bezpieczniejsze i daleko słodsze moglibyście mieć życie, to byście nie stali, strojąc sobie żarty, lecz byście natychmiast się nawrócili. Życie nasze krótkie i bardzo niepewne, a cóżby się stało, gdybyście umarli, nie nawróciwszy się do Pana!
  9. Jeśli się chcecie nawrócić i żyć, uczyńcie to bezwarunkowo, gruntownie i całkowicie. Nie chciejcie z Chrystusem robić targowania, dzieląc swe serce między Nim i światem, niektóre grzechy sobie zatrzymując, innych się zrzekając. Takim układaniem siebie zawodzicie. Człowiek musi sercem i postanowieniem wszystkiego się wyrzec, inaczej nie może uczniem Pańskim zostać. Łuk. 14, 26, 33. Jeśli Pana Boga i zbawienie wieczne nie chcecie uznać za prawą swą cząstkę i wszystko, co macie, złożyć u nóg Pana, na próżno marzycie o żywocie wiecznym, bo na tych warunkach go nie dostąpicie.
  10. Jeśli się chcecie nawrócić i żyć, zróbcie to stanowczo i bez namyślania, jakby o tej sprawie można było wątpić. Nie wahajcie się ani na chwilę, jak gdybyście byli u siebie niepewni, czy Pan Bóg czy ciało jest lepszym panem. W tej samej chwili, gdy to czytacie lub słów mych słuchacie, zdecydujcie się. Nim z tego miejsca wyjdziecie, zdecydujcie się. Nim szatan czas znajdzie odnieść was gdzie indziej, zdecydujcie się. Nigdy się do Pana nie nawrócicie, póki się na to nie zdecydujecie, a to pewnym, mocnym i niezachwianym postanowieniem.

A tak wykonałem, co mą sprawą było; przedstawiłem rzeczy i stanowczo was poprosiłem, abyście do Boga się nawrócili i żyli. Co stąd wyniknie, tego ja nie wiem. Z rozkazu Bożego zasiałem ziarneczko, lecz wzrost jemu dać, nie jest w mojej mocy. Dalej z moim poselstwem postąpić nie mogę; nie mogę ziarnka złożyć w serca wasze, ani mu dać siłę do wzrostu jego. Do was należy trzymać to ziarneczko i mieć o nim staranie; do Boga należy serce wam otworzyć i troskliwością dla sprawy napełnić. Ja sam nie mogę uczynić tego, co jest Bożą i co waszą rzeczą.

Ty zaś, o Panie, łaskawy Ojcze, któryś nas upewnił, że nie masz upodobania w śmierci grzesznika, ale chcesz, aby się nawrócił i żył, użycz błogosławieństwa swego tym mym wywodom i zachęceniom; nie dopuść, Panie, aby wrogowie w obliczu Twoim tryumfowali,. by wielki zwodziciel serca człowieczego nad Synem Twoim, nad Duchem Twoim, nad słowem Twoim miał odnieść zwycięstwo. Ach, użal się biednych, nienawróconych grzeszników, co nie mają serca, aby się nad sobą zlitowali. Rozkaż, o Panie; niech ślepi widzą, niech głusi słyszą, umarli ożyją, a niech grzech i śmierć nie może Tobie sprzeciwić się. Boże! Ocuć obojętnych, utwierdź się chwiejących, umocnij słabych, a niech oczy grzesznych rozleją się łzami nad własnymi grzechami, gdy się te słowa do rąk ich dostaną. Przywiedź ich do siebie i do Syna Twego;, nim ich własne grzechy przywiodą do zguby. Ty słowo tylko wypowiesz, o Panie, a te słabe słowa moje znajdą powodzenie i wiele dusz ludzkich przywiodą do Ciebie, im na wieczną radość, a Tobie, o Panie, na wieczną chwałę i sławę.

Amen

Ryszard Baxter