Strona główna Kazania Uwielbienie – utracony klejnot ewangelicznego chrześcijaństwa (1) A. W. Tozer

Uwielbienie – utracony klejnot ewangelicznego chrześcijaństwa (1) A. W. Tozer

130
0
PODZIEL SIĘ

W Psalmach znajdujemy wielką zachętę do uwielbienia. Psalmy dają odpowiedź na słynne pytanie prezbiterian: „Jaki jest główny cel życia człowieka?” Chcę dziś mówić o tym i powiedzieć Wam, że zostaliście stworzeni, a po upadku w grzech odkupieni, aby móc zostać wielbicielami Najwyższego Boga.

Bóg nigdy niczego nie czyni bez celu, nigdy. Ludzie działają bez celu. W moim odczuciu wiele z tego, co robimy w dzisiejszym Kościele, jest bezcelowe. Ale Bóg nigdy tak nie działa. Intelekt jest atrybutem bóstwa. Bóg ma intelekt, a to oznacza, że On myśli, a więc nie czyni niczego bez określonego zamiaru. Na tym świecie nie ma niczego, co byłoby bez znaczenia.

Bóg stworzył wszechświat w określonym celu i nie ma nigdzie żadnej bezużytecznej rzeczy; wszystko pasuje do wszystkiego. Bóg tak to uczynił. Nauka oczywiście zajmuje się związkami rzeczy i ich wzajemnym oddziaływaniem. Ale zwykli, prości ludzie, którzy raczej wolą wierzyć niż wiedzieć, ludzie, którzy przedkładają uwielbienie nad odkrywanie – mają prostsze i piękniejsze spojrzenie na świat. Mówią, że na początku Bóg stworzył niebo i ziemię i że wszystko, co uczynił, umieścił na swoim miejscu, wszystkiemu nadał znaczenie i cel oraz wyznaczył zadanie do wykonania w relacji z wszystkimi innymi rzeczami, które także zostały przez Niego stworzone.

Lecz Bóg zobaczył, że świat nie jest kompletny, tak jak poeta pisał: ten wielki Bóg, który rozrzucił gwiazdy na niebie, stworzył słońce i trzyma cały świat w swoim ręku, ten wielki Bóg zatrzymał się na brzegu rzeki, wziął kawałek gliny i jak matka pochylona nad swoim niemowlęciem kształtował glinę aż do chwili, gdy przybrała postać człowieka. I wtedy tchnął weń życie i glina stała się żyjącą duszą. Amen! Amen! Tak właśnie wierzymy. Nie myślimy o tym w wymiarze fizycznym, ale wierzymy, iż Bóg w swojej inteligencji stworzył świat z mądrym zamysłem.

Mówiąc to zdajemy sobie sprawę z faktu, iż niektórzy filozofowie są odmiennego zdania. Ale nie zwracamy na to uwagi. Zaczynamy od łagodnego dogmatyzmu. Używam słowa „dogmatyzm”, ponieważ chcę być dogmatyczny w tym, co mówię. Ale używam także słowa „łagodny”, gdyż nie chcę być agresywnym dogmatykiem. Chcę być łagodnym dogmatykiem. Wierzę w to, co mówię, całkowicie wierzę. Wierzę tak mocno, że kontroluję moje życie przez ten fakt. To był główny powód, dla którego żyłem i żyję, i to jest przyczyna, dla której, jeśli Pan będzie zwlekał, mogę umierać odważnie.

Ci prości ludzie, o których mówię, wierzą, że Bóg stworzył świat w określonym celu. Stworzył kwiaty, na przykład, po to, aby były piękne. Stworzył ptaki, aby śpiewały. Stworzył drzewa, by owocowały, zwierzęta, aby były pożywieniem i odzieniem dla człowieka. Tak wierząc ludzie ci potwierdzają to, co od stworzenia świata zostało powiedziane w Piśmie Świętym, co mówił Mojżesz i prorocy, i apostołowie, i święci. Bóg stworzył człowieka w określonym celu, który katechizm definiuje następująco: „aby oddać chwałę Bogu i radować Go na wieki”. Bóg stworzył nas, abyśmy byli Jego wielbicielami. To był powód, dla którego Bóg powołał nas do bytu na tym świecie.

Sądzę, że istnieje mocne, sensowne uzasadnienie tego wszystkiego. Wierzę, że Bóg nie stworzył człowieka z jakiejś zewnętrznej konieczności. Wierzę, że to była wewnętrzna potrzeba. Bóg, będąc Bogiem, jakim był i jest, będąc nieskończenie doskonały, nieskończenie piękny, nieskończenie pełen chwały i nieskończenie godny podziwu, nieskończenie pełen miłości, z powodu swojej wewnętrznej potrzeby chciał mieć stworzenie, które miałoby zdolność podziwiania Go, miłowania i poznawania. Dlatego też Bóg stworzył człowieka na własny obraz, na swój obraz i podobieństwo stworzył go. I stworzył go tak bardzo podobnym do siebie – jak tylko było możliwe – aby stworzenie było podobne do Stwórcy. W całym wszechświecie stworzeniem najbardziej podobnym do Boga jest istota ludzka.

Powodem, dla którego Bóg uczynił człowieka na swoje podobieństwo, było to, aby człowiek mógł poznać wielkość Boga, podziwiać Go, adorować i uwielbiać, żeby Bóg nie był, w pewnym sensie podobny do obrazu wiszącego w galerii, na który nikt nie patrzy. Żeby nie był jak kwiat, którego nikt nie może powąchać, albo gwiazda, której nie można zobaczyć. Bóg stworzył kogoś, kto może powąchać np. kwiat konwalii. Chciał mieć kogoś, kto mógłby dostrzec wspaniały obraz, kogoś, kto by potrafił zobaczyć gwiazdę. Więc stworzył nas po to, abyśmy Go uwielbiali.

Chciałbym przedstawić definicję słowa uwielbienie w tym znaczeniu, w jakim będę go używać. Nigdzie nie znajdziecie tej definicji, ponieważ ja sam ją stworzyłem. Mimo że w słowniku Webstera [autor słownika języka angielskiego – przyp. tłum.] podana jest możliwie najlepsza definicja, ale logicznie myślący człowiek powinien stworzyć swoją własną. Jeśli nie zdefiniujesz, nie zostaniesz zrozumiany. Jeśli podasz definicję zbyt obszerną, nie będą cię słuchać. Nie ma bowiem nic bardziej nudnego niż mówca, który wstaje i robi wykład na temat słownika. Ale jeśli nie zdefiniujesz wystarczająco jasno jakiegoś pojęcia, ludzie nie będą wiedzieli, co chcesz powiedzieć. Będziesz o czymś mówił, ale słuchający będą odbierali to inaczej; obie strony będą miały zupełnie odmienne rzeczy na myśli.

Chcę zdefiniować słowo „uwielbiać” i w tym chcę być dogmatyczny. Uwielbiać znaczy „czuć w sercu”. To jest najważniejsze – odczuwać w sercu. Należę do tej części Kościoła Chrystusa na ziemi, która nie obawia się słowa uczucie. Na przełomie wieku przeszliśmy długi okres chłodnej oschłości, kiedy ludzie mówili o „nagiej wierze”. Chcieli, żeby nasze życie było suche jak skóra szopa powieszona na drzwiach do wysuszenia. Mówili: „Nie wierz w uczucia, bracie, nie należy wierzyć uczuciom. Był taki jeden, który kierował się uczuciem i został zwiedziony: był to Izaak, kiedy poczuł dotyk ręki Jakuba, a mniemał, że to ręka Ezawa”. Ale zapomnieli o kobiecie, która poczuła, że jej ciało zostało uzdrowione! Pamiętacie? Człowiek, który przestrzega jedynie formy i nic nie odczuwa, nie uwielbia.

Uwielbiać to także znaczy wyrażać w odpowiedni sposób to, co się czuje. Wyrażanie czegoś w odpowiedni sposób nie oznacza, że wszyscy zawsze wyrażamy wszystko w taki sam sposób. Nie oznacza też, że uwielbienie wyraża się zawsze w ten sam sposób. Lecz oznacza, iż uwielbienie w jakiś sposób się wyrazi.

Cóż zatem wyraża uwielbienie? „Pełne pokory, a jednocześnie rozkoszne poczucie nabożnej czci, pełne podziwu i zadziwiającego cudu”. Jest rzeczą przyjemną uwielbiać Boga, ale to wymaga również uniżenia; człowiek, który nigdy nie doświadczył uniżenia w obecności Bożej, nigdy nie będzie Boga wielbił. Może być członkiem Kościoła, trzymać się zasad, być zdyscyplinowany i płacić dziesięcinę, jeździć na konferencje, ale nigdy nie będzie uwielbiał Boga, dopóki się głęboko nie uniży. „Pełne uniżenia, a jednocześnie rozkoszne poczucie pełne podziwu i nabożnej czci” W dzisiejszych czasach zupełnie brakuje nabożnej czci należnej Bogu. We współczesnym Kościele Chrystusa jest bardzo mało poczucia nabożnej czci pełnej podziwu.

Bardzo lubię pewne zwyczaje, które macie tutaj w Kanadzie. Prawdopodobnie zostało to kiedyś zapoczątkowane w prostej formie, a ktokolwiek to zrobił, miał bardzo dobry pomysł: po błogosławieństwie kończącym nabożeństwo siadacie i przez jakąś chwilę trwacie w uwielbieniu. To jest bardzo dobre. Ale jestem pewien, że dla wielu stało się to tylko formą. Jeśli jednak jest prawdziwe, jest bardzo dobrą rzeczą. Widzę czasem osoby, które wchodzą, pochylają głowę i uwielbiają Pana zanim rozpocznie się nabożeństwo. Jest to wyrazem uwielbienia oraz nabożnej czci. Jeśli nie ma bojaźni Bożej w naszych sercach, nie może być uwielbienia Boga.

Uwielbienie wyraża „podziw albo zachwyt pełen nabożnej czci i miłości wszechogarniającej” w obecności odwiecznej Tajemnicy, niewysłowionego Majestatu – co filozofowie nazywają mysterium tremendum, a jest skierowane do Tego, kogo my nazywamy naszym Ojcem, który jest w niebie. To jest właśnie moja definicja słowa uwielbienie i to właśnie mam na myśli – chodzi o odczuwanie w sercu czegoś, czego nie było, zanim się nie nawróciliśmy, chodzi o wyrażanie tego w uniżeniu, ale jednocześnie i w najprzyjemniejszym poczuciu pełnej zachwytu czci i wszechpotężnej miłości – w obecności odwiecznej Tajemnicy.

Popadamy w okropny stan, bracia, kiedy potrafimy racjonalnie wytłumaczyć wiarę chrześcijańską. Tak samo obawiam się racjonalizmu ewangelicznego, jak i liberalizmu; jedno i drugie wiedzie w tę samą stronę. W Stanach Zjednoczonych mamy nową szkołę myślenia, która może nosić różne nazwy. Jest nazywana nowym ewangelikalizmem, ale to jest neoracjonalizm. Ewangeliczny racjonalizm, który próbuje wytłumaczyć wszystko, wyklucza tajemnicę i z życia, i z uwielbienia. Kiedy odrzucasz tajemnicę, odrzucasz także Boga. Na krótko może będziemy zdolni do zrozumienia Go w jakimś wymiarze, ale nigdy nie zrozumiemy Boga w pełni. Musi być zawsze ta nabożna cześć w duchu, która mówi „Ach Panie Boże, Ty wiesz!” To powoduje, że stoimy w milczeniu, z zapartym tchem lub na kolanach w obecności tego niesamowitego Cudu, tej Tajemnicy, niewysłowionego Majestatu, przed którym prorocy padali, przed którym Paweł, Jan i reszta padli jak nieżywi, przed którym Izajasz cofnął się wołając: jestem człowiekiem nieczystych ust.

Zostaliśmy stworzeni do uwielbiania Boga, ale Pismo Święte mówi nam coś jeszcze innego. Jest napisane, że człowiek upadł i nie zachował swego pierwotnego stanu, że utracił oryginalną chwałę Boga i nie udało mu się spełnić stwórczego celu, dlatego też nie uwielbia teraz w taki sposób, do jakiego przeznaczył go Bóg. Wszystko inne spełnia zamysł twórczy, kwiaty są ciągle pełne woni, lilie są ciągle piękne, pszczoły zbierają z kwiatów nektar, ptaki śpiewają chórem tysięcy głosów w letni dzień, słońce i księżyc, i gwiazdy poruszają się zgodnie z wolą Boga.

Na podstawie tego, co możemy dowiedzieć się z Pisma wierzymy, że serafy i cheruby, moce i zwierzchności cały czas wypełniają swój cel: uwielbiają Boga, który je stworzył i natchnął życiem. Jedynie człowiek dąsa się w swojej jaskini. Jedynie człowiek, z całą swoją wspaniałą inteligencją i cudownym wyposażeniem, ciągle dąsa się w swojej jaskini. Milczy, a jeśli otwiera usta, to wyraża pychę, grozi i przeklina lub śmieje się złośliwie, lub okazuje zły nastrój powodujący problemy, lub śpiewa pieśni bez radości.

Człowiek został stworzony, aby uwielbiać Boga. Bóg dał człowiekowi harfę i powiedział: ”Oto pośród wszystkich istot, które stworzyłem, daję ci największą harfę. Wkładam więcej strun do twojego instrumentu i daję ci większy zakres niż dałem innym stworzeniom. Możesz uwielbiać mnie w sposób, w jaki nie może żadne inne stworzenie”. A kiedy człowiek zgrzeszył, swój instrument wyrzucił w błoto. Ten instrument leżał tam przez wieki, zardzewiały, złamany, bez strun, człowiek zaś, zamiast grać na harfie jak aniołowie i szukać możliwości uwielbienia Boga, we wszystkim, co robi, jest skupiony i zamknięty w sobie; jest posępny, przeklina, śmieje się, śpiewa, ale robi to wszystko bez radości i uwielbienia.

Lecz teraz Bóg Wszechmocny posłał swojego Syna Jezusa Chrystusa na świat dla określonego celu. Cóż to za cel? Słuchając przeciętnego ewangelisty dzisiejszych dni można pomyśleć, że w tym celu, abyśmy mogli być uwolnieni od nałogu palenia tytoniu. Że Chrystus przyszedł na świat, abyśmy mogli uniknąć piekła. Że Bóg posłał swojego Syna na świat, abyśmy, kiedy się zestarzejemy i będziemy zmęczeni, mieli miejsce, gdzie możemy pójść. To wszystko jest prawdą. Jezus Chrystus zbawia nas od nałogów, ratuje od piekła, przygotowuje miejsce w niebie. Ale to nie jest najważniejszy cel odkupienia.

Zamiarem Boga, gdy posłał Swego Syna na śmierć, wzbudził z martwych, ożywił i posadził po prawicy Boga Ojca, było i jest to, żeby Syn Boży mógł nam przywrócić utracony klejnot, klejnot uwielbienia. Żebyśmy mogli powrócić do Boga i nauczyć się znów tego, do czego w pierwszym rzędzie zostaliśmy stworzeni: aby uwielbiać Pana w ozdobie świętości, aby spędzać czas w cudownej, pełnej bojaźni i uwielbianiu Boga. Czując i wyrażając to uwielbienie. Pozwalając temu uwielbieniu zejść w nasz mozół. Robić wszystko, aby oddawać uwielbienie Wszechmocnemu Bogu przez Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Moim zdaniem, największą tragedią w dzisiejszym świecie jest to, że – chociaż Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo; stworzył go, aby uwielbiał Boga; stworzył go, aby w uwielbieniu grał na harfie przed obliczem Boga dzień i noc – jednak człowiek zawiódł Boga i wypuścił z rąk swoją harfę, która leży bezgłośnie u jego stóp.

Bez uwielbienia jesteśmy żałosnymi nieszczęśnikami i dlatego przeżywamy wszystkie zmartwienia, które mamy. Ciekawi jesteście, dlaczego młodzi ludzie zachowują się jak idioci? Niektórzy młodzi ludzie mają mnóstwo energii i nie wiedzą, co z nią zrobić, więc wychodzą i zachowują się jak idioci. Dlatego gangsterzy, komuniści i grzesznicy wszelkiego rodzaju robią to, co robią. Są wyposażeni przez Boga Wszechmogącego we wspaniałą inteligencję i zadziwiający zapas energii, a ponieważ nie wiedzą, co z tym robić, popełniają złe rzeczy. Dlatego właśnie nie jestem zły na ludzi, kiedy widzę, że spadają na dno, ponieważ wiem, iż odpadli od pierwotnego stanu wspólnie z potomstwem Adama i z nami wszystkimi. Nie zostali zbawieni, więc mają energię, z którą nie wiedzą, co mają zrobić, mają potencjał, którego nie potrafią wykorzystać. Mają umiejętności i nie wiedzą, jak je użyć, dlatego popadają w zdziczenie, a policja musi aresztować szesnastolatków i osadzać ich w więzieniu. Gdyby zostali pouczeni, że przyszli na świat przede wszystkim po to, aby uwielbiać Boga i rozkoszować się Nim wiecznie oraz że, kiedy znaleźli się w upadku, Jezus Chrystus przyszedł odkupić ich, uczynić z nich chwalców – a wtedy mogliby przez Ducha Świętego i oczyszczającą krew stać się świętymi uwielbiającymi – i wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej.

Jednak nie cała młodzież idzie na oślep. Mogę wskazać mnóstwo młodych ludzi, setki tysięcy ludzi, którzy z całymi swoimi wielkimi możliwościami zwrócili swój wzrok na Jezusa i patrzą na Jego cudowną twarz. Zostali odkupieni i wiedzą, dlaczego zostali stworzeni. To, czego nie wiedział Platon, Pitagoras ani Arystoteles i to, czego nie wie Julian Huxley, ci młodzi ludzie w prostocie swoich serc wiedzą. Wiedzą, dlaczego przyszli na świat.

Dlatego wierzę w głębsze życie. Wierzę, że im dalej pójdziemy za Bogiem, im bardziej zbliżymy się do serca Chrystusa, tym bardziej będziemy stawać się jak Chrystus, a im bardziej będziemy upodobnieni do Chrystusa, tym bardziej będziemy podobni do Boga, a im bardziej będziemy jak On, im bliżej Niego będziemy, tym doskonalsze będzie nasze uwielbienie.

Myślę, że Bóg dał mi coś z ducha krzyżowca i, gdzie tylko mogę, podejmuję krucjatę, aby chrześcijanie należący do wszelkich denominacji i odłamów teologicznych mogli zostać przywróceni do pierwotnego celu. Jesteśmy tu, aby przede wszystkim uwielbiać Boga oraz by być robotnikami. My zazwyczaj postępujemy jednak inaczej: przyjmujemy nawróconą osobę i natychmiast czynimy z niej robotnika. Ale plan Boga jest inny. Bóg uważa, że nawrócona osoba powinna uczyć się uwielbiać Go, a dopiero potem może zostać Jego robotnikiem.

Jezus powiedział: idźcie na cały świat i głoście ewangelię. Piotr chciał iść od razu, ale Chrystus powiedział: jeszcze nie teraz, czekajcie, aż zstąpi na was moc. Moc do usługiwania? Tak, ale to tylko połowa, może nawet dziesiąta część. Pozostałe dziewięć części polega na tym, że Duch Święty może przywrócić w nas ducha uwielbienia. Bóg wykonuje swoją pracę przez dusze pełne zachwytu, podziwu, adoracji i uwielbienia. Praca wykonana przez osobę uwielbiającą zawiera w sobie coś z wieczności.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here