Strona główna Kazania Pięć rodzajów bojaźni cz 1 – Charles H. Spurgeon

Pięć rodzajów bojaźni cz 1 – Charles H. Spurgeon

138
0
PODZIEL SIĘ

„Ja jednak wiem, że dobrze powodzić się będzie tym, którzy się boją Boga, tym, którzy się boją jego oblicza.” (Kzn 8,12 )

Czasami słyszałem narzekania złych ludzi na sprawiedliwość Najwyższego, kiedy mówili, iż niesprawiedliwe jest to, że Bóg potępia człowieka za używanie cech i zdolności natury ludzkiej, które przecież On sam nam dał. Często właśnie to najsubtelniejsze zło zatrważa serca słabe i niedouczone, które nie dostrzegają w tym fałszu, gdyż, prawdę powiedziawszy, oskarżenie to jest wierutnym kłamstwem.

Bóg nie potępia ludzi za korzystanie z cech i zdolności natury ludzkiej, które On sam nam dał. On potępia ludzi za nadużywanie tych cech i zdolności, a nie za korzystanie z nich. Potępia za wykorzystywanie ich w taki sposób, w jaki nie powinny być one wykorzystywane. Nie potępia za używanie tych cech i zdolności w procesach myślenia, mówienia i działania, lecz za używanie ich do planowania, wypowiadania i realizowania rzeczy sprzecznych z prawem Bożym. Jeszcze raz powtarzam: Bóg nie potępia nikogo za korzystanie z cech i zdolności, które On sam ludziom dał, ale za nadużywanie tych rzeczy oraz za zuchwalstwo polegające na tym, że cechy i zdolności natury ludzkiej, w które On sam wyposażył człowieka po to, aby Go czcić, są wykorzystywane przeciwko służbie Bogu i przeciwko władzy Boga. Należy też powiedzieć, że wszystkie dane nam od Boga cechy i zdolności natury ludzkiej mogą być wykorzystane na chwałę Bożą.

Wierzę, że Dawid wygłosił doniosłą prawdę, a także bardzo ważne napomnienie do siebie samego, kiedy powiedział: „Błogosław, duszo moja, Panu i wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu!” (Ps 103,1 ). Wszystko co jest w człowieku pochodzi od Boga i może być wykorzystane w służbie Bogu. Ktoś może zapytać, czy także gniew może być wykorzystany dla chwały Bożej. Odpowiadam: może. Człowiek dobry może służyć Bogu pałając gniewem wobec grzechu, gdyż gniew wobec grzechu jest rzeczą świętą i szlachetną. Ktoś inny może zapytać, czy także i kpina może być użyta na chwałę Bożą. Odpowiadam: może. Wierzę, że nawet i ona może być właściwie wykorzystana w zwiastowaniu Słowa Bożego. Wiem o tym, ponieważ zamierzam ją stale stosować w zwiastowaniu Słowa. Jeśli śmiechem mogę sprawić, by słuchacze lepiej zrozumieli głupotę jakiegoś błędu, to niech się śmieją nawet i w kościele, gdyż także i kpinę należy wykorzystywać w służbie Bogu. Każda bez wyjątku zdolność i cecha natury ludzkiej, które dał człowiekowi Bóg, może być wykorzystana na chwałę Bożą.

Nie można wykorzystać do służby Bogu tego, co człowiek zyskał wskutek upadku Adama. Nie możemy przyjść przed oblicze Boga i złożyć w ofierze Wszechmogącemu owoców rozboju Adama. Nasze cielesne i grzeszne żądze także nie oddają chwały Najwyższemu. Mamy jednak pewne naturalne cechy i zdolności, które dał nam Bóg, z których żadna nie jest sama w sobie grzeszna. Dlatego też moim pragnieniem jest wykorzystywać te rzeczy dla Mistrza.

Do uwielbiania Boga można wykorzystać nawet i te cechy i zdolności natury ludzkiej, którymi zdawałoby się nie można uwielbiać Boga – jak np. trawienie, jedzenie i picie. Apostoł Paweł powiedział: „Czy jecie, czy pijecie czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą” (1 Kor 10,31 ), „dziękując Bogu i Ojcu przez Jezusa Chrystusa” (Kol 3,17 ). Zobaczymy teraz, że do pracy w służbie dla Boga można zaprząc także i bojaźń.

Prawdziwa bojaźń, która nie polega na samym strachu, lecz na wierze, zbawia duszę. Siłą i wybawieniem chrześcijanina nie jest zwątpienie, lecz ufność. Bojaźń jest jedną z cech natury człowieka i sama w sobie nie jest grzeszna, gdyż dał nam ją Bóg. Bojaźń może być wykorzystana do najbardziej grzesznych celów. Może też, dzięki uszlachetniającemu działaniu łaski Bożej, być wykorzystana w służbie Bożej i stać się najszlachetniejszą częścią charakteru człowieka.

Pismo Święte wynosi bojaźń bardzo wysoko i opisując istotę pobożności stosuje takie zwroty: Bój się Boga; bojaźń Pańska; ci, którzy się Go boją. Zwroty te są używane w Biblii do opisu zarówno prawdziwej pobożności, jak i ludzi, którzy ją posiadali. Niestety, jak już powiedziałem, bojaźń może też być przyczyną zguby człowieka. Doprowadziła wielkie rzesze do zguby.

O niewłaściwa bojaźni! Ty jesteś tą skałą, o którą roztrzaskał się niejeden statek. Z powodu ciebie niejedną duszę spotkała duchowa zguba.

Taka bojaźń nie była jednak bojaźnią Bożą, lecz bojaźnią przed człowiekiem.
Strach przed gniewem słabego człowieka doprowadził wielu do buntu przeciwko Bogu – do nierozważnego atakowania grubych umb tarczy Wszechmocnego. Wielu obciążyło swoje sumienia wielką winą ze strachu przed utratą rzeczy ziemskich. Strach przed wyśmianiem doprowadził niektórych do porzucenia sprawiedliwości – zeszli z drogi prawości i upadli. Strach wyrządza wielkie szkody duchowe tam, gdzie nie może doprowadzić do całkowitej ruiny.

To właśnie strach sparaliżował ręce największego Chrześcijanina (Nawiązanie do przeżyć Chrześcijanina z Wędrówki Pielgrzyma Johna Bunyana), zatrzymał go w biegu i przeszkodził mu w jego pracy. Wiara może dokonać każdej rzeczy, jednak grzeszny lęk nie może w ogóle niczego zrobić – może nawet powstrzymać wiarę przed wykonywaniem obowiązków. To właśnie strach był przyczyną smutku Chrześcijanina, który z tego powodu cierpiał w dzień i w nocy. To zaraźliwy strach o to, że jego potrzeby nie zostaną zaspokojone i że będzie żył w niedostatku, popchnął Chrześcijanina do niegodnych myśli. To właśnie ten pełen nieufności i podejrzliwości strach doprowadził go do tego, że znieważył Boga i przestał karmić się słodkim miodem obietnic Bożych. Strach powstrzymał niejedno dziecko Boże przed wykonywaniem swoich obowiązków oraz przed odważnym złożeniem wyznania. Strach doprowadza do niewoli ducha.

O niewłaściwa bojaźni!
Ty jesteś największym przekleństwem chrześcijanina,
Ty jesteś zgubą grzesznika.
Ty jesteś przebiegłym wężem
pełzającym wśród cierni grzechu,
A kiedy możesz owinąć sobą człowieka,
Wówczas dusisz go w swoich uściskach
i zatruwasz jego duszę swoim jadem.

Nie ma nic gorszego, niż ten grzeszny strach, który zabił swoje dziesiątki tysięcy, a tysiące wysłał do piekła. Jest w tym jednak pewien paradoks, gdyż właściwie stosowana bojaźń jest najszlachetniejszym stanem chrześcijaństwa i terminem „bojaźń” opisuje się całą pobożność zawartą w tej jednej emocji.

W Piśmie Świętym opisom prawdziwej religii towarzyszy stale zwrot „bojaźń Boża”. Chcę teraz, umiłowani, prosić was o cierpliwość gdy będę starał się dotrzeć do tych, którzy odczuwają właściwą bojaźń prowadzącą do zbawienia, a którzy z powodu tej bojaźni przeżywają pewnego rodzaju udręki i pragną się od nich uwolnić.

Pewien stary purytanin powiedział: „Jezus Chrystus przywitałby się z człowiekiem cierpiącym na porażenie”. To właśnie chcę dzisiaj zrobić. Niektórzy tutaj są porażeni strachem. To właśnie do was chciałbym podejść i powiedzieć: „Nie lękajcie się”. To właśnie was chcę zachęcić, abyście byli dobrej myśli, ponieważ Bóg chce was pocieszyć. Chciałbym teraz omówić pięć rodzajów bojaźni, z którymi zmaga się człowiek.

1. Bojaźń spowodowana przebudzonym sumieniem

Jest to najniższy stopień bojaźni Bożej, która jest źródłem prawdziwej pobożności. Grzesznik z natury nie lęka się gniewu Bożego. Grzech jest w jego oczach drobnostką i patrzy nań pod kątem przyjemności, jakie oferuje. Nie myśli wcale o karze za grzech i pobudza Wszechmocnego do wojny, podnosząc przeciwko Odwiecznemu swoją żałosną prawicę. Jednak gdy tylko zostaje ożywiony przez Ducha Świętego, wówczas jego serce ogarnia lęk, a jego duch sączy jad strzał Wszechmogącego, w jego uszach rozbrzmiewa odgłos gromów prawa. Czuje, że jego życie jest chwiejne, a jego ciało wątłe. Lęka się śmierci, ponieważ wie, że śmierć byłaby dla niego początkiem zguby. Boi się życia, które stało się dlań nieznośne odkąd na jego duszy ciąży świadomość Bożego gniewu. Wielu z was, którzy mnie teraz słuchacie, przeszło przez tę gehennę spowodowaną świadomością ciążącego na was gniewu Bożego. Umiłowani – do końca życia będziemy mieć w pamięci tę godzinę pełnego rozpaczy smutku, kiedy po raz pierwszy zrozumieliśmy swój beznadziejny stan. Zwiastowanie Słowa, lektura Pisma Świętego, modlitwy oraz działanie Opatrzności skłoniły nas do tego, aby wejrzeć w siebie. Odkryliśmy wtedy zło naszych serc i usłyszeliśmy jak surowo Bóg ukarze przestępców.

Czy nie pamiętacie jak po nieprzespanej nocy wstawaliśmy rankiem z łóżka, klękaliśmy i modliliśmy się tak, że po twarzy spływał nam gorący pot, a mimo to wstawaliśmy potem bez żadnej nadziei, że nasza modlitwa została wysłuchana? Czy nie pamiętacie jak czasami w pracy byliście tak roztargnieni, że ci, którzy was wtedy widzieli myśleli, że postradaliście zmysły?

Czy nie przypominacie sobie, jak ulubione potrawy smakowały jakby były przyprawione piołunem, a najsłodsze napoje przyprawione goryczą? Czy nie pamiętacie jak całymi dniami chodziliśmy w smutku i kładliśmy się do łóżka z modlitwą pełną zarówno udręki ducha, jak i rozpaczy? Że nie mogliśmy nocami spać, bo śnił się nam nadchodzący sąd, a każdy kolejny sen był straszniejszy od poprzedniego? Że z każdą kolejną nocą i kolejnym dniem gniew Boży wydawał się coraz większy, a nasze cierpienie i udręki stawały się coraz gorsze?

Nigdy o tym nie zapomnimy. Ci z nas, którzy przez to przeszli nigdy nie pozwolą sobie o tym zapomnieć, gdyż początek tego stanu to początek naszego nawrócenia, a zakończenie tego stanu to początek naszego zbawienia. Czy jest tutaj ktoś, kto teraz znajduje się w takim stanie?

Przychodzę właśnie do ciebie i do ciebie kieruję słowa wersetu, stanowiącego podstawę tych rozważań: „Ja jednak wiem, że dobrze powodzić się będzie tym, którzy się boją Boga, tym, którzy się boją jego oblicza”. Grzeszniku, będzie z tobą dobrze jeśli teraz boisz się gniewu Bożego z powodu swoich grzechów – jeśli Bóg Duch Święty wlał do twej duszy czasze gniewu Wszechmogącego i czujesz się przybity i bardzo utrapiony.

Nie myśl, że zginiesz, gdyż będziesz miał się dobrze. Przyjmij ode mnie tę pociechę teraz, kiedy cierpisz znosząc te rzeczy i pamiętaj, że to, co teraz znosisz jest do pewnego stopnia udziałem wszystkich dzieci Bożych. Wiele biednych serc przychodzi do mnie wtedy w godzinach porad duszpasterskich dla osób poruszonych, a także przy innych okazjach, i mówią mi, że przechodzą przez takie udręki, których z pewnością nikt nigdy nie doświadczał tak, jak oni.

A kiedy zaczynam wyjaśniać im doświadczenia będące udziałem wszystkich świętych i mówię im, że jest to dobrze znana ścieżka, którą musiał kroczyć prawie każdy pielgrzym zmierzający do nieba, wówczas dziwią się sądząc, że jest to niemożliwe. Powiadam ci, grzeszniku, że twoje najgłębsze zgryzoty były już udziałem innych, którzy być może odczuwali je głębiej, niż ty teraz.
Powiadasz: „Ugrzęzłem w głębokim bagnie, w którym nie ma stałego gruntu”. Cóż, niektórzy ugrzęźli w tym bagnie znacznie głębiej, niż ty. Jesteś w nim po kostki, a ja znam takich, którzy byli w nim aż do pasa. Są też tacy, którzy ugrzęźli w nim po czubki głów i mogliby teraz powiedzieć za Psalmistą: „Wszystkie nawałnice i fale twoje przeszły nade mną” (Ps 42,8 ). Twoje cierpienia są bardzo dotkliwe, jednak nie są one niczym wyjątkowym, inni przechodzili to samo.

Na pociechę mogę ci powiedzieć, że nie jesteś na bezludnej wyspie – inni również przechodzili przez te doświadczenia, a skoro przez to przeszli i zdobyli koronę, to wobec tego także i ty przez nie przejdziesz i odziedziczysz chwałę wierzącego wsparty o pierś Chrystusa.

Na pociechę powiem ci coś jeszcze. Zadam ci takie pytanie: „Czy chciałbyś wrócić do poprzedniego miejsca i być tym, kim niegdyś byłeś?”. Z powodu swoich grzechów odczuwasz teraz tak wielki ból, że z trudem przychodzi ci jedzenie, picie lub spanie. Był taki czas, kiedy w ogóle nie przejmowałeś się swoimi grzechami, kiedy mogłeś pić i świętować z szatanem i z grzechem równie radośnie, jak z każdym innym. Czy chciałbyś być takim, jakim wtedy byłeś?

Słyszę, jak mówisz: „Nie, mój Mistrzu, mój Boże, zasmucaj mnie więcej, jeśli tak Ci się podoba, ale nie pozwól, aby me serce było uparte”. Zapytaj biednego człowieka, którego sumienie jest poruszone – zapytaj go w pierwszych chwilach agonii i spazmów smutku, czy chciałby być zatwardziałym grzesznikiem? Odpowie, że nie. A kiedy słyszy jak bluźniercy przeklinają Boga, ma łzy w oczach i mówi: „Panie, dziękuję Ci za moje cierpienia, jeśli mają mnie one wybawić od zatwardziałości serca. Mogę wywyższać Ciebie za Twoją mękę, jeśli cierpienia te wybawią mnie przed taką zuchwałością i buntem przeciwko Tobie”. Bądź więc dobrej myśli, gdyż jak widać, twój stan nie jest najgorszy. Istnieje bowiem jeszcze gorszy stan. A skoro doszedłeś aż tak daleko, to miej nadzieję w Chrystusie, że dojdziesz jeszcze dalej.

Jednak większą pociechą jest to, że Jezus Chrystus umarł za ciebie. Jeśli Bóg Duch Święty pokazał ci, że jesteś martwy w grzechach, objawił ci rozpaczliwy charakter twej nieprawości i skruszył twoje serce żalem z powodu twojej winy – to posłuchaj mnie, gdyż teraz nie mówię tego sam od siebie. W imieniu Boga mówię ci: Jezus Chrystus umarł za ciebie; tak, za ciebie, który jesteś najnikczemniejszym z nikczemnych.

Nie jestem zwolennikiem powszechnego odkupienia, wierzę, że Jezus Chrystus umarł dokładnie za tylu, ilu dostąpi zbawienia. Nie wierzę, że umarł niepotrzebnie za choćby tylko jednego żyjącego człowieka.

Zawsze wierzyłem, że Chrystus poniósł karę w miejsce ludzi. Gdyby więc Chrystus poniósł karę za każdego człowieka, wówczas uważałbym, że Bóg postępuje niesprawiedliwie karząc ludzi ponownie, skoro już raz ukarał Chrystusa zamiast ich.
Jestem przekonany i wierzę na podstawie, jak sądzę, Słowa Bożego, że Jezus Chrystusa zmarł za tych wszystkich, którzy wierzą albo dopiero uwierzą, i że został On ukarany w miejsce tych wszystkich, którzy odczuwają, że potrzebują Zbawiciela i chwytają się Go wiarą.

Pozostali odrzucają Zbawiciela, gardzą nim, grzeszą przeciwko Bogu i ponoszą karę za swoje grzechy. Jednak odkupieni, którzy zostali nabyci za cenę krwi Chrystusa, nie zginą. Krew Chrystusa jest zbyt cenna, aby przelewać ją za potępionych. Straszną rzeczą jest wierzyć, że Zbawiciel poniósł karę zamiast grzesznika, który pomimo tego i tak będzie musiał ponieść karę za swoje własne nieprawości. Nigdy nie pozwalam sobie tak myśleć – taka myśl jest niesprawiedliwa wobec Boga i niebezpieczna dla człowieka. Wszyscy, których Zbawiciel wykupił, będą Jego dziećmi. On sam powiedział, że przyjdą do Niego wszyscy, których dał Mu Jego Ojciec w niebie.

A teraz, biedny człowieku, oto coś pewnego dla ciebie. Pytam ponownie: czy wiesz i czy odczuwasz to, że jesteś zgubiony? Jeśli tak, to znaczy, że Zbawiciel wykupił cię i że chce cię mieć. Oznacza to, że On poniósł karę za ciebie i że ty nigdy więcej nie poniesiesz za to kary. On zawisł na krzyżu za ciebie, abyś nie zginął. Dla ciebie nie ma już piekła. Wiecznie gorejące jezioro zostało ugaszone; lochy piekła zostały otwarte, a kraty porozcinane. Jesteś wolny, nie dosięgnie cię już nigdy żadne potępienie, żaden demon już cię nigdy nie zaciągnie do czeluści. Jesteś odkupiony i jesteś zbawiony.

– Co? – zapytasz – Jestem odkupiony? Przecież jestem pełen grzechu. Właśnie dlatego zostałeś wykupiony.
– Ale przecież czuję, że ze wszystkich ludzi jestem największym grzesznikiem.

Tak, ale to właśnie jest dowód na to, że Chrystus umarł za ciebie. On sam powiedział: „Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników”. Jeśli masz wiele dobrych uczynków i uważasz, że możesz dzięki nim dostać się do nieba, to zginiesz. Jeśli jednak masz świadomość swoich win i wyznajesz je – to zapewniam cię, a czynię to nie we własnym imieniu, ale na podstawie Pisma Świętego: „Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy” (1 Tm 1,15 ). Apostoł mówi o sobie: „z których ja jestem pierwszy”. Uchwyć się tego, biedny człowieku, a ja powtórzę ci werset będący podstawą tych rozważań: „Ja jednak wiem, że dobrze powodzić się będzie tym, którzy się boją Boga, tym, którzy się boją jego oblicza”. Będzie ci się dobrze powodzić i chociaż jesteś jeszcze czarny, to jednak pewnego dnia będziesz śpiewał w wiecznej chwale wśród tych, którzy zostali obmyci krwią.

Tyle, jeśli chodzi o pierwszy etap bojaźni Bożej. Przejdźmy teraz do omówienia kolejnego rodzaju bojaźni.

2. Bojaźń spowodowana zaniepokojeniem

Wielu uwierzyło i doświadczyło autentycznego nawrócenia, a mimo to odczuwa lęk, który nazywam bojaźnią spowodowaną zaniepokojeniem. Obawiają się, że nie są osobami nawróconymi. Jednak z całą pewnością są osobami nawróconymi. Czasami nawet mają tego świadomość, jednak przeważnie boją się, że nie są nawróconymi. Pewni ludzie są z natury bojaźliwi – wydaje się, że ich umysł jest bardziej skłonny do bojaźni, niż innych emocji. Nawet w sprawach doczesnych są zawsze bojaźliwi. Kiedy ci biedni ludzie nawracają się, zawsze obawiają się, że się jeszcze nie nawrócili. Najpierw boją się, że nigdy nie dość pokutowali, że dzieło pokuty w ich sercach nie zostało przeprowadzone gruntownie, lecz było jedynie powierzchowną orką, która tak naprawdę nigdy nie dosięgła ich dusz. Potem mają niemal całkowitą pewność, że nigdy nie przyszli do Chrystusa we właściwy sposób. Sądzą, że przystąpili do Niego niewłaściwie.

Nikt nie wie skąd w nich ta pewność, ponieważ nie mogliby przyjść do Chrystusa gdyby nie pociągnął ich do tego Bóg Ojciec, a przecież Ojciec nie skłonił ich do tego w niewłaściwy sposób. Oni jednak uważają, że nie przyszli do Chrystusa we właściwy sposób. Kiedy w końcu dociera do nich, że jednak przyszli do Chrystusa, wówczas zaczynają mówić, że nie wierzą we właściwy sposób. A kiedy i z tego wyrastają, wówczas twierdzą, że gdyby byli autentycznie nawróceni, wówczas nie byliby tak mocno atakowani przez grzechy. Mówią, że potrafią zaufać Chrystusowi, jednak obawiają się, że nie ufają Mu tak, jak należy. Bez względu na to, co robią zawsze wracają do dawnego stanu – zawsze się boją.

Cóż mam powiedzieć tym dobrym duszom? Powiem im to: „Ja jednak wiem, że dobrze powodzić się będzie tym, którzy się boją Boga, tym, którzy się boją jego oblicza”. Obietnica ta dotyczy nie tylko tych, którzy wierzą, lecz także i tych, którzy się boją. Dałby Bóg, aby mieli więcej wiary. Pragnąłbym, aby uchwycili się mocno Zbawiciela i mieli większą pewność, a nawet osiągnęli niezachwianą ufność. Jeśli jednak nie mogą tego osiągnąć, to czy mam wypowiadać słowa, które ich będą ranić?

Uchowaj Boże! „Ja jednak wiem, że dobrze powodzić się będzie tym, którzy się boją Boga”. Wśród tych biednych ludzi można spotkać najświętszych i najbardziej duchowych wierzących na tym świecie. Nawet u ludzi o przygnębionym duchu widziałem najpiękniejsze przykłady przejawu cnót chrześcijańskich. Nie można tego było porównać do wspaniałej czerwieni róż – jednak i lilia, pomimo brzydkiego zapachu, posiada swoje piękno. I chociaż tacy ludzie usuwają się w cień i są słabi, to jednak mają o wiele więcej taktu, pokory i uniżenia, cierpliwości i wytrwałości, a także częściej rozmyślają i badają swoje serce, więcej pokutują i więcej modlą się, niż pozostali chrześcijanie.

Uchowaj Boże, bym miał ich duchowo dręczyć. Pewien rodzaj najlepszych dzieci Bożych wyrasta zawsze w cieniu lęku tak, że z trudnością zdobywają się na wyznanie „wiem, komu zawierzyłem”. Takim najlepiej odpowiada ciemność – mają słabe oczy i silny blask światła słonecznego zdaje się ich oślepiać. Bardzo lubią być w cieniu. Chociaż wiedzą, że mogą zaśpiewać: „Znam mojego Zbawiciela, kocham Go i On kocha mnie”, to jednak wracają do domu i zaczynają uskarżać się w duchu: „Czy ja naprawdę kocham Pana? Jeśli naprawdę Go kocham, to dlaczego przez takie rzeczy przechodzę?”.

To, co teraz powiem, może zabrzmieć jak wielki paradoks. Wierzę, że niektórzy spośród tych biednych, bojaźliwych to ludzie mający największą wiarę na świecie. Czasami myślę sobie, że dusza charakteryzująca się wielką bojaźnią i niepokojem musi mieć wielką wiarę, aby w tym stanie w ogóle przetrwać.

Przypuśćmy, że niedaleko brzegu topi się jakiś człowiek, a nieco dalej od niego płynie drugi. Ten drugi uważa siebie za dobrego pływaka i kiedy z brzegu rzucają mu deskę, uznaje, że nie istnieje w jego przypadku groźba utonięcia. Łapie tę deskę od niechcenia i nie trzyma się jej mocno. Jednak ten, który tonie wie, że nie umie pływać i jest przekonany, że wkrótce utonie. Kiedy tylko zobaczy obok siebie deskę, wówczas łapie ją i trzyma się jej tak rozpaczliwie, że mało nie przebije jej palcami! Chwyta się jej, gdyż od tego zależy jego życie. Deska jest dla niego wszystkim – jeśli deska go nie uratuje, utonie.

Widzimy więc, że w takiej sytuacji ten, kto się najwięcej lęka, ten ma największą wiarę. Osobiście jestem przekonany, że czasami podobnie jest z ludźmi upadającymi na duchu. Najbardziej boją się oni piekła oraz samych siebie, a ich największym powodem do niepokoju jest obawa, że ich życie nie jest uporządkowane przed Bogiem.

Jaką więc wiarę muszą posiadać, skoro dana jest im możność uchwycenia się Chrystusa, a kiedy z tej możności korzystają wówczas ledwie potrafią wyszeptać: „Mój miły jest mój”. „Ja jednak wiem, że dobrze powodzić się będzie tym, którzy się boją Boga, tym, którzy się boją jego oblicza”.

Chciałbym jednak te biedne dusze pocieszyć. Nie sądzę, by kaznodzieja postępował dobrze zabijając jagnięta – gdyby tak robił, to gdzie znajdzie w przyszłym roku owieczki? Zadaniem kaznodziei jest też i to, aby stosownie do swoich możliwości doprowadzić do tego, aby jagnięta wyrosły na owieczki. Ty, który teraz się lękasz, wiedz, że nie zamierzam cię krzywdzić. Chcę cię pocieszyć. Przypominam też, że nie jesteś zdolny do tego, aby wyrokować o sobie samym.

Zbadałeś swoje serce i doszedłeś do wniosku, że tak naprawdę to nie jesteś dzieckiem Bożym. Nie obraź się, ale za twoją opinię o sobie nie dam nawet złamanego grosza. Mówiąc wprost uważam, że nie masz żadnej zdolności do tego, aby właściwie ocenić samego siebie. Nie tak dawno byłeś ordynarnym, bezczelnym grzesznikiem i uważałeś, że wszystko jest z tobą w porządku. A ja tobie wtedy nie wierzyłem. Wówczas zacząłeś pracować nad poprawą swojego postępowania. Robiłeś dobre uczynki i myślałeś, że w ten sposób zapewnisz sobie lepszą drogę do nieba. Wiedziałem wtedy, że się mylisz. Teraz stałeś się prawdziwym wierzącym w Chrystusa, jednak bardzo się lękasz i mówisz, że nie jesteś bezpieczny. Ja jednak wiem, że jesteś bezpieczny i że ty sam nie jesteś odpowiednią osobą do tego, by być sędzią siebie. Nie chciałbym cię widzieć na tym stanowisku, gdyż nie potrafiłbyś właściwie postępować z innymi ludźmi skoro nie wiesz jak postępować w swojej własnej sprawie.

Któż zresztą może właściwie osądzić siebie samego? Czasami uważamy siebie za osoby pełne pychy, a przecież najbardziej pokorni jesteśmy właśnie wtedy, kiedy uważamy się za pełnych pychy. Czasami z kolei uważamy się za osoby niezwykle pokorne, a przecież najwięcej w nas pychy wtedy, kiedy uważamy się za pokornych. Czasami mówimy sobie: „Teraz przezwyciężyłem moje grzeszne skłonności” – przed zbliżającymi się najgorszymi atakami tych skłonności. Czasami wołamy, że Bóg na pewno nas odrzuci, chociaż właśnie wtedy pokonujemy grzech. Postępujemy tak zwłaszcza wtedy, kiedy najbardziej nienawidzimy grzechu i najgłośniej wołamy przeciwko niemu. Nie mamy kwalifikacji do tego, aby osądzać samych siebie. Nasze przyrządy pomiarowe są tak bardzo zepsute, że nigdy nie pokażą nam prawdy. Dlatego przestań oceniać samego siebie w taki sposób.

Czy możesz powiedzieć, że jesteś „biednym grzesznikiem, nikim, i że Jezus Chrystus jest twoim wszystkim we wszystkim”? Jeśli tak, to pociesz się – bo nie masz podstaw do niepokoju. Nie masz ku temu żadnego powodu. Nie mógłbyś tego powiedzieć, gdybyś nie był nawrócony. Musiałeś doświadczyć ożywiającego działania łaski, gdyż inaczej nie byłbyś w ogóle zaniepokojony. Musisz mieć wiarę, gdyż inaczej nie mógłbyś nawet uchwycić się Chrystusa na tyle, aby mieć świadomość własnej nicości i Jego wszechwystarczalności.

Tak myślicie, ponieważ nie wiecie jak jest naprawdę. Ci, którzy w waszych oczach oraz oczach opinii publicznej uchodzą za najsilniejszych, mają swoje chwile największych słabości, kiedy w sprawach duchowych z trudem uświadamiają sobie kim tak naprawdę są. Jeśli wolno mi wypowiedzieć się w imieniu pozostałych, to ci z nas, których udziałem jest niemal doskonała ufność, doświadczają takich chwil, w których oddalibyśmy cały świat za to, aby dowiedzieć się, czy jesteśmy dziedzicami łaski. Czasami gotowi jesteśmy oddać w ofierze życie byle tylko mieć cień nadziei, że trwamy w miłości Jezusa Chrystusa, Pana naszego.

A teraz, mały człowieku, skoro takie doświadczenia są udziałem duchowych olbrzymów, to dlaczego się dziwisz, że także i karły muszą przez to przechodzić?

Cóż z tego, jeśli wybrani Boga, Jego ulubieńcy, Jego bohaterowie, straż przyboczna Chrystusa – ci, którzy mają przy boku miecze i którzy są orędownikami prawdy i stają w jej obronie – cóż z tego że okazują się oni czasami słabi? A jeśli tak jest, to cóż w tym dziwnego, że i ty okazujesz się słaby? Cóż z tego, że ci, którzy dziedziczą zbawienie i są żołnierzami krzyża, czasami odczuwają drżenie kolan, opuszczają bezradnie ręce a ich serca omdlewają? Niczym dziwnym jest więc to, że i ty, który jesteś mniejszym od najmniejszego spośród wszystkich świętych, czasami doświadczasz takich problemów. Bądź dobrej myśli – lęk nigdy nikogo nie zabił.

Pewien stary kaznodzieja powiedział kiedyś: „Lęki i wątpliwości są jak ból zęba, ale nigdy nie prowadzą do śmierci”. Często sprawiają nam one cierpienie, ale nigdy nas nie zabiją. Czasami lęk może sprawić dobre rzeczy. Nie zamierzam jednak zbytnio wychwalać jego skutków. Jakiś czas temu usłyszałem, jak pewien kaznodzieja powiedział, że strach jest dobrym gospodarzem.
Odpowiedziałem: „Słyszałem to powiedzenie, ale nie wierzę w nie. Strach jako gospodarz nigdy nie będzie miał pełnego kredensu. Jest dobrym stróżem – bo odgania żebraków i złodziei, jest dobrym psem, gdyż czuwa i strzeże nas w nocy, a także ostrzega przed niebezpieczeństwem”. Lęk wynikający z niepokoju jest więc pozytywnym lękiem. Przyjmij tę obietnicę: „Ja jednak wiem, że dobrze powodzić się będzie tym, którzy się boją Boga”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here