Strona główna Książki O UMARTWIANIU GRZECHU W WIERZĄCYCH – JAN OWEN

O UMARTWIANIU GRZECHU W WIERZĄCYCH – JAN OWEN

192
0
PODZIEL SIĘ
O UMARTWIANIU GRZECHU W WIERZĄCYCH;
KONIECZNOŚĆ, ISTOTA I ŚRODKI UMARTWIANIA
ORAZ ANALIZA ZWIĄZANYCH Z TYM PRZYPADKÓW SUMIENIA
DR TEOLOGII JAN OWEN
SŁUGA JEZUSA CHRYSTUSA W DZIELE EWANGELII

SŁOWO WSTĘPNE
Znajomość okoliczności, w jakich powstały niniejsze rozważania rzuca interesujące światło na charakter i zdolności Owena. Traktat ten wydano w 1656 r., kiedy jego autor był dziekanem kolegium Christ Church oraz wicekanclerzem Uniwersytetu Oksfordzkiego, odnawiając go dzięki swej łagodności i stanowczości ze stanu ruiny w jaki popadł w czasie Wojny Domowej i podnosząc do takiej świetności, że sam Clarendon zmuszony był wygłaszać słowa pochwały. Co drugą sobotę głosił kazania, które zapadały głęboko w pamięć i umacniały pobożność Filipa Henryka. Często wzywany był do Londynu na konsultacje w ważnych sprawach publicznych oraz do głoszenia kazań przed parlamentem. Ponadto, jak gdyby ten ogromny trud nie był dlań dostatecznym obciążeniem, trud tak wielki, że w swym szlachetnym orędziu o rezygnacji ze stanowiska wicekanclerza Uniwersytetu opisał siebie jako osobę będącą „saepius morti proximus”- Rada Państwa nałożyła na niego obowiązek opublikowania odpowiedzi na pismo socynianina Biddle’a. Wypełnił to zadanie, pisząc głębokie i mistrzowskie dzieło Vindiciae Evangelicae – bastion wiary tak potężny w swych fundamentach i tak masywny w swej proporcji, że cała falanga autorów socynian zmniejszyła się próbując go zaatakować. W następnym roku, zaledwie kilka miesięcy po pojawieniu się tego wielkiego dzieła, jako że jego świeckie trudy w zarządzaniu uniwersytetem, niesienie ciężkiego brzemienia spraw publicznych oraz trudne obowiązki wynikające z kontrowersji w kwestiach wiary, nie mogły zatrzymać rozwoju łaski w jego duszy, ani zgasić gorliwości o wzrost prawdziwej pobożności wokół niego, dał światu traktat „O umartwianiu grzechu w wierzących”.

Ze wstępu dowiadujemy się, że niniejsza rozprawa jest zbiorem kazań zwiastowanych z takim przyjęciem, że „różne osoby, którym na sercu leżały drogi Boże” naciskały na niego, aby je opublikował. Autor pragnął także skorygować pewne „niebezpieczne błędy” w jakie zabrnęli niektórzy ówcześni kaznodzieje i autorzy zalecający i narzucający umartwianie grzechu niezgodnie z zasadami ewangelicznymi, co prowadziło wyłącznie do usidlania sumienia i umacniania własnej sprawiedliwości i przesądów. Wskazówki jakie podaje nasz autor dla okiełznania mocy wewnętrznego zepsucia, są jak najbardziej dalekie od wszelkich sztuk i praktyk pustego ascetyzmu. W tym dziele nie ma ani śladu tego martwego i marzycielskiego tonu traktatów będących owocem życia zamkniętego w klasztorze. Wykazaną przez naszego autora znajomość ludzkiej natury w jej prawdziwym żywiole oraz jaką się jawi na rozległej arenie życia, przewyższa jedynie jego znajomość Słowa i jego wpływu na doświadczenia i czyny każdego serca.

Czytelnik zmuszony jest odczuć przede wszystkim to, że jedyny krzyż, na którym może przybić każdą swą pożądliwość aż do całkowitego unicestwienia, to nie wymyślne praktyki samoumartwiania, ale drzewo, na którym zawisł Chrystus uczyniony dla nas przekleństwem.

Po analizie i wyjaśnieniu ustępu z Pisma Świętego (Rz 8:13) na którym opiera się niniejszy traktat, autor podaje i wyjaśnia kilka ogólnych zasad:

  1. wyjaśnia na czym polega prawdziwe umartwianie grzechu;
  2. podaje ogólne wskazówki, bez których nie można duchowo umartwić żadnego grzechu;
  3. na koniec zaś, dla dokładnego i szczegółowego wyjaśnienia tego ważnego duchowego ćwiczenia, podaje konkretne i szczegółowe wskazówki.

Traktat ten był tak popularny, że za życia autora opublikowano kilka jego wydań. Niniejsze wydanie opiera się na drugiej, poprawionej i rozszerzonej edycji (z 1658 r.), chociaż zapewne skutkiem jakiegoś przeoczenia współczesne reedycje zawsze oparte są na pierwszej edycji. Ocenę wartości tego dzieła liczbą pierwszych wydań potwierdza też i ta okoliczność, iż cieszyło się ono specjalną rekomendacją Wilberforce’a (patrz jego Practical View etc., s. 392).

PRZEDMOWA
DROGI CHRZEŚCIJANINIE!

W kilku słowach chciałbym zapoznać Cię z powodami, dla których zgodziłem się opublikować niniejszą rozprawę. Główne powody to:

  • wzgląd na obecny stan rzeczy oraz stan ogółu wyznawców;
  • wyraźne oznaki usposobienia ich serc i ducha, objawiające niemożność stawienia czoła pokusom;
  • podziały występujące pomiędzy wierzącymi oraz wokół nich;
  • pokój, jaki mają ze światem.

Jestem tak pewien, że jest to bardzo ważne, że jeśli tym traktatem przyczyniłbym się do tego, by bardziej skutecznie wyciskali w sumieniach ludzi dzieło rozważania swych dróg, i by dawali wyraźniejsze wskazówki dla zrozumienia omawianego celu, będę uważał niniejsze zadanie za dobrze wykonane. Potwierdziła to obserwacja niebezpiecznych błędów niektórych ludzi, którzy w ostatnich dniach podjęli się dawać wskazówki o umartwianiu grzechu – ludzi nie znających tajemnicy ewangelii i wystarczalności śmierci Jezusa, którzy ponownie narzucają jarzmo samoumartwiania na karki swych uczniów, którego ani oni sami, ani ich przodkowie nie byli w stanie unieść. Mówią głośno i piszą o umartwianiu, które nie odpowiada ewangelii ani pod względem natury, przedmiotu, przyczyn, środków ani skutków; które nieustannie powoduje w tych, którzy przyjmują tak wiążące ich brzemię, pożałowania godne przesądy, poczucie własnej sprawiedliwości oraz powoduje udręki sumienia.

Mam pokorną nadzieję iż to, co tu przedstawiam w słabości, będzie zgodne z duchem i literą ewangelii, doświadczeniami tych ludzi, którzy wiedzą, co to znaczy chodzić z Bogiem według natury przymierza łaski. Jeśli więc nie ten traktat, to z pewnością coś podobnego jest niezmiernie potrzebne w obecnych czasach dla rozwoju i rozprzestrzeniania dzieła ewangelii – umartwiania grzechu w sercach wierzących, oraz ich pokierowania na drogi bezpieczne, na których mogą znaleźć odpocznienie dla swych dusz. Muszę też dodać coś, co szczególnie odnosi się do mnie samego. Głosząc kazania na ten temat z wystarczającym skutkiem, dzięki łasce Tego, który kieruje nasieniem siewcy, różne osoby, mające w swych sercach drogi Boże, naciskały na mnie, bym opublikował to, co im głosiłem, dodając pewne rzeczy i poprawki wedle własnego uznania. Będąc pod wpływem ich życzeń, przypomniałem sobie o pewnym długu, jaki mam od kilku lat wobec różnych szlachetnych i czcigodnych chrześcijańskich przyjaciół, gdyż jakiś czas temu obiecałem im traktat o społeczności z Bogiem (Communion with God) ; i od razu pojąłem, że jeśli nie chcę powiększyć swego długu, to mając z nimi nieuregulowany rachunek mógłbym ewentualnie przedstawić im niniejsze rozważania jako odsetki za ich przedłużoną cierpliwość w oczekiwaniu na traktat o pokoju i społeczności z Bogiem. Poza tym uznałem, że z wyroku Opatrzności zostałem zaangażowany w publiczne debaty dotyczące różnych kontrowersji religijnych, które mogą być uważane za ogólnie bardziej pożyteczne pod innym względem, jako owoc wyboru, a nie konieczności. Te i podobne względy przyczyniły się do powstania tej krótkiej rozprawy, która najpierw była wykładana na forum publicznym, a teraz jest przedstawiona Tobie, drogi Czytelniku. Wydaje mi się, że mogę w szczerości powiedzieć, że pragnieniem mego serca wobec Boga, a także głównym celem mego życia na tym posterunku, na jakim umieściła mnie Opatrzność Boża, jest to, by umartwianie oraz powszechna świętość wzrastały na chwałę Bogu w mym własnym sercu, a także w sercach i w postępowaniu innych, aby ewangelia naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa była przyozdobiona we wszystkim. Jeśli ta mała rozprawa, której powody opublikowania pokrótce podałem, pomoże w jakikolwiek sposób najmniejszym świętym w osiągnięciu tego celu, będę w tym widział odpowiedź na słabe modlitwy, jakie składa przy jej wydaniu jej niegodny autor.

JAN OWEN
ROZDZIAŁ I

Fundament niniejszych rozważań zawarty w Rz 8:13 — Słowa apostoła — Związek pomiędzy prawdziwym umartwianiem a zbawieniem — Umartwianie obowiązkiem wierzącego — Duch Święty główną przyczyną sprawczą umartwiania — Znaczenie terminu „ciało” użytego przez Apostoła – Znaczenie terminu „uczynki ciała” — Sens obietnicy życia za wypełnianie tego obowiązku

Aby mój przyczynek do dzieła umartwiania grzechu przedstawić przejrzyście i w sposób uporządkowany, najpierw założę fundament, którym są następujące słowa Apostoła: „Jeśli Duchem umartwiacie uczynki ciała, żyć będziecie” (Rz 8:13). Następnie całość zagadnienia sprowadzę do omówienia zawartej w tym wersecie wielkiej ewangelicznej prawdy i tajemnicy.

Apostoł Paweł, powtórzywszy główne punkty nauki o usprawiedliwieniu przez wiarę i o chwalebnym stanie tych, którzy dzięki łasce mają w tym usprawiedliwieniu udział (Rz 8:1-3), rozwija ten temat przechodząc do uświęcenia i pociechy wierzących. W przedmiotowym wersecie jednym z argumentów Apostoła na rzecz uświęcenia jest argument wynikający z przeciwstawnych rezultatów i skutków uświęcenia i grzechu: „Jeśli żyjecie według ciała, umrzecie”. Ponieważ nie jest moim zadaniem wyjaśnić co znaczy „żyć według ciała” i „umrzeć”, dlatego też przyjmijmy takie znaczenie tych zwrotów, jakie jest zgodne z sensem późniejszych słów tego wersetu, omówionych wyżej.

Werset wybrany jako fundament niniejszej rozprawy zawiera następujące rzeczy:

  1. nakazany obowiązek: „umartwiacie uczynki ciała”;
  2. określenie osób, do których skierowany jest ten nakaz: „jeśli … sprawy ciała umartwiacie”;
  3. obietnicę związaną z wypełnianiem obowiązku: „żyć będziecie”;
  4. przyczynę sprawczą, czyli środek do realizacji tego obowiązku – Duch: „jeśli Duchem”;
  5. tryb warunkowy całego zdania, zawierającego obowiązek, środek, oraz obietnicę: „Jeśli …”.
  6. W wersecie tym występuje tryb warunkowy: „jeśli jednak”.Tryb warunkowy w takich zdaniach może oznaczać dwie rzeczy:

(a) Niepewność wystąpienia wydarzenia bądź obiecanej rzeczy w odniesieniu do osób, na których nałożono obowiązek. Ma to miejsce wtedy, kiedy warunek jest absolutnie niezbędny i nie jest uzależniony od żadnej przyczyny rozstrzygającej znanej osobie, która jest zobligowana do wykonywania obowiązku umartwiania. Mówimy więc: „Jeśli będziemy żyć, zrobimy taką to a taką rzecz”. Jednak taki sens trybu warunkowego nie może mieć w przedmiotowym wersecie miejsca gdyż o osobach, do których skierowano te słowa, powiedziano w wersecie 1 tego samego rozdziału, że nie ma dla nich potępienia.

(b) Pewność zgodności i związku zachodzącego pomiędzy omawianymi rzeczami, jak np. wtedy, gdy mówimy do chorego: „Jeśli będziesz pił taki to a taki napój, bądź zażywał takie to a takie lekarstwa, wyzdrowiejesz”. Mówiąc tak chcemy wyrazić jedynie pewność związku zachodzącego pomiędzy zażywaniem lekarstwa a zdrowiem. Taki jest więc sens trybu warunkowego w omawianym wersecie. Na oczywisty związek zachodzący pomiędzy umartwianiem uczynków ciała a życiem wskazuje spójnik warunkowy.

Pomiędzy rzeczami występują różne relacje i związki logiczne, jak np. związek przyczyny i skutku,środków oraz celu. Jednak związek pomiędzy umartwianiem a życiem nie jest związkiem przyczyny i skutku w sensie stricte, ponieważ „życie wieczne jest darem Bożym przez Jezusa Chrystusa” (Rz 6:23), lecz jest związkiem środka i celu. Bóg wyznaczył środek dla osiągnięcia celu, który obiecał za darmo. Środki, chociaż niezbędne, są wyraźnie podporządkowane celowi darmowej obietnicy. Nie może być zgodności pomiędzy darem a przyczyną zasługującą obdarowanego. Sens trybu warunkowego omawianego wersetu jest taki, że istnieje niewzruszalny związek i spójność pomiędzy prawdziwym umartwianiem a życiem wiecznym: jeśli będziecie korzystać z tego środka, osiągniecie cel; jeśli będziecie umartwiać ciało, będziecie żyć. Tutaj jest główny argument do przestrzegania nakazanego obowiązku.

  1. Kolejną rzeczą w omawianym wersecie są osoby zobligowane do umartwiania. Wyrażone jest to zaimkiem „wy”„jeśli umartwiacie”. „Wy”, to znaczy wierzący; wy, dla których „nie ma już potępienia” (werset 1); wy, którzy nie jesteście „w ciele lecz w Duchu” (werset 9); którzy jesteście „ożywieni przez Ducha Chrystusowego” (wersety 10 i 11); do was należy wypełnianie tego obowiązku. Narzucanie tego obowiązku na kogokolwiek innego jest szczególnym owocem zabobonu i własnej sprawiedliwości której ten świat jest pełen. Jest to wielka praca i plan ludzi pobożnych, którzy jednak nie znają ewangelii (Rz 10:3–4; J 15:5). Opis osób wraz z obowiązkiem umartwiania stanowią podstawę niniejszej rozprawy, która można przedstawić przy pomocy następującej tezy:Nawet najlepsi wierzący, którzy na pewno są uwolnieni od potępiającej mocy grzechów, powinni po wszystkie dni swego życia ustawicznie pracować nad umartwianiem mocy habitualnego grzechu.
  2. Główną przyczyną sprawczą w realizacji tego obowiązku jest Duch: „Jeśli Duchem”. Opisany tu Duch jest tym samym Duchem wymienionym w wersecie 11: „Duch Chrystusa”; Duch Boży, który „zamieszkuje w nas” (werset 9), który „ożywia nas”(werset 11); „Duch Święty” (werset 14); „Duch synostwa” (werset 15); Duch „który wstawia się za nami”(werset 26). Wszystkie inne sposoby umartwiania są daremne, wszelkie inne pomoce na nic się nie zdają. Umartwianie musi być wykonywane Duchem. Ludzie, jak wskazuje Apostoł (Rz 9:30 – 32), mogą starać się wykonać tę pracę na innych zasadach, za pomocą innych środków udzielanych w innych celach, jak to zawsze czynili i czynią. Jednak jest to dzieło Ducha i tylko przez niego ma być wykonywane. Nie można tego dzieła wykonać żadną inną mocą. Umartwianie własną siłą, wykonywane własnymi sposobami dla własnej sprawiedliwości jest sednem i treścią każdej fałszywej religii na tym świecie. Taka jest też druga zasada niniejszej rozprawy.
  3. Należy zwrócić uwagę na istotę obowiązku:„umartwiajcie uczynki ciała”. Należy zbadać trzy rzeczy:
  4. co oznacza termin ciało;
  5. co oznacza termin uczynki ciała;
  6. co oznacza umartwianie tych uczynków.

(a) Wyraz ciało znajdujący się na końcu przedmiotowego wersetu jest identyczny z wyrazem ciało na początku: „Jeśli żyjecie według ciała, umrzecie; lecz jeśli umartwiacie uczynki ciała” – to znaczy cielesne. Właśnie o tym mówi cały czas Apostoł używając słowa „ciało”, co jasno widać z zestawienia przeciwieństw: Duch i ciało, przedtem i potem. Termin „ciało” oznacza skażenie naszej natury, którego ciało jest w dużej mierze siedzibą i narzędziem, przez co członki ciała są sługami niesprawiedliwości (Rz 6:19). Chodzi tu o zamieszkujący w nas (habitualny) grzech, skażone ciało, czyli pożądliwość. Można podać wiele powodów dla których używana jest ta przenośnia, nad czym się nie będę teraz rozwodził. Użyty termin „ciało” oznacza to samo co „stary człowiek” oraz „ciało grzechu” (Rz 6:6); bądź, używając innego symbolu, całą osobę uważaną za skażoną, oraz siedlisko pożądliwości i nieokiełznanych namiętności.

(b)Uczynki ciała.Termin „uczynki” oznacza głównie zewnętrzne działania, zwane „uczynkami ciała”, które są wyszczególnione i o których jest powiedziane, że są jawne (Ga 5:19-21). Chociaż w zestawieniu tym podano tylko uczynki zewnętrzne, jednak zasadniczą jego intencją jest pokazanie wewnętrznych, najbliższych przyczyn uczynków ciała. „Siekiera jest przyłożona do korzeni drzewa” — należy umartwiać przyczyny, z których wywodzą się uczynki. Apostoł nazywa działanie pożądliwości uczynkami,gdyż ku temu zdąża każda pożądliwość — nawet jeśli tylko zostaje poczęta i nie dochodzi do dojrzałości, zawsze zmierza do wydania owocu w postaci dojrzałego grzechu.

Przedstawiwszy w rozdziale siódmym [Listu do Rzymian] i na początku ósmego zamieszkującą w nas (habitualną) pożądliwość i grzech jako źródło i pierwiastek wszystkich grzesznych czynów, Apostoł mówi o śmierci poprzez pokazanie skutków grzechu. „Uczynki ciała” są tym samym co „zamysł ciała” (Rz 8:6); użyty tu obraz pokazuje ich identyczną naturę. Inaczej mówiąc są to „namiętności i pożądliwościciała” (Ga 5:24), z których rodzą się uczynki i owoce ciała. W tym sensie używany jest termin „ciało”: „Ciało jest martwe z powodu grzechu” (Rz 8:10).

(c) Umartwiać, albo jak w oryginale „przyprawić o śmierć” to wyrażenie metaforyczne, odnoszące się do zabijania istoty żywej. Zabić człowieka bądź każdą inną żywa istotę oznacza pozbawić ją pierwiastka siły i mocy, aby nie mogła działać, wywierać wpływu ani wykonywać żadnego właściwego sobie działania. Tak jest i w tym przypadku. Zamieszkujący grzech jest porównany do żywej osoby, zwanej „starym człowiekiem” wraz z jego zdolnościami i cechami, jego mądrością, sprytem, subtelnością i siłą, To, mówi apostoł, musicie zabijać, uśmiercać, umartwiać, to znaczy Duch musi pozbawić starego człowieka siły, życia, energii i mocy do wydawania owoców. Stary człowiek jest całkowicie umartwiony i zabity dzięki zasługom Chrystusa, przez jego krzyż oraz przykład. Dlatego powiedziane jest o starym człowieku powiedziane, że został „ukrzyżowany wraz z Chrystusem” (Rz 6:6), my zaś jesteśmy „martwi” wraz z nim (werset 8). Stary człowiek jest naprawdę umartwiony początkowo w odrodzeniu (Rz 6:3-5), kiedy w naszych sercach zasadzony zostaje pierwiastek przeciwstawny mu i zgubny dla niego (Ga 5:17). Jednak cała praca umartwiania musi być wykonywana stopniowo przez wszystkie nasze dni, zdążając ku doskonałości. O tym powiem więcej w dalszych częściach niniejszej rozprawy.

Intencją Apostoła piszącego o obowiązku umartwiania jest to, żeumartwianie zamieszkującego w naszych śmiertelnych ciałach grzechu celem pozbawienia go życia i mocy do wydawania owoców, czyli uczynków ciała, jest stałym obowiązkiem wierzących.

  1. Do obowiązku umartwiania dołączona jest obietnica życia: „żyć będziecie”. Obietnicy życia przeciwstawiona jest groźba śmierci zawarta w poprzednim zdaniu: „Jeśli żyjecie według ciała, umrzecie”. W innym miejscu Paweł wyraża tę samą myśl inaczej: „z ciała żąć będziecie skażenie” (Ga 6:8), czyli spotka was zguba z ręki Boga. Prawdopodobnie użyte tu słowo „życie” oznacza nie tylko życie wieczne, lecz także duchowe życie w Chrystusie jakie tutaj teraz mamy, jednak nie co do jego istoty, gdyż wierzący cieszy się tym życiem już teraz, lecz w odniesieniu do radości, pociechy i mocy jak to apostoł mówi w innym miejscu: „żyjemy teraz, skoro wy trwacie w Panu” (1 Tes 3:8). Teraz będę miał dobrze w życiu, będą miał radość i pociechę. „Żyć będziecie” — będziecie prowadzić dobre, pełne mocy i pociech duchowe życie na tym świecie, a po śmierci zyskacie życie wieczne.

Przyjmując zgodnie z powyższym opisem, że związek pomiędzy umartwianiem a życiem wiecznym jest związkiem środka i celu, podaję drugi bodziec do wypełniania nakazanego obowiązku:siła, głębia i pociecha w naszym życiu duchowym zależą od umartwiania uczynków ciała.

 

ROZDZIAŁ II

Przypomnienie podstawowego założenia o konieczności umartwiania — Umartwianie obowiązkiem nawet najlepszych wierzących (Kol 3:5; 1 Kor 9:27) — Habitualny grzech zawsze w nas zamieszkuje, stąd niemożliwość doskonałości w tym życiu (Flp 3:12; 1 Kor 13:12; 2 P 3:18; Ga 5:17, etc.) — Aktywność habitualnego grzechu w wierzących (Rz 7:23; Jak 4:5; Heb 12:1) — Owocność i tendencje habitualnego grzechu — Każda pożądliwość zmierza do spełnienia zgodnie ze swą naturą — Duch i nowa natura dane do walki z habitualnym grzechem (Ga 5:17; 2 P 1:4–5; Rz 7:23) — Zaniechanie umartwiania (Obj 3:2; Hbr 3:13) — Potwierdzenie pierwszej ogólnej zasady niniejszego traktatu – Pożałowania godne braki w wykonywaniu tego obowiązku

Po założeniu fundamentu, krótkie przypomnienie głównych wniosków doprowadzi mnie do sedna tematu.

  1. Najlepsi wierzący, którzy na pewno są uwolnieni od potępiającej mocy grzechów, powinni uczynić umartwianie zamieszkującej w nich mocy grzechu swym zadaniem po wszystkie dni swego życia.

Apostoł mówi: „Umartwiajcie tedy to, co w członkach waszych jest ziemskiego” (Kol 3:5 BW). Do kogo kieruje te słowa? Do tych, którzy zostali „wzbudzeniwraz z Chrystusem” (werset 1); którzy „umarli”wraz z nim (werset 3); których życiem jest Chrystus, i którzy ukażą się wraz z nim w chwale (werset 4). Czy umartwiasz grzech? Czy uczyniłeś umartwianie grzechu swym codziennym obowiązkiem? Czyń to zawsze, dopóki żyjesz; nie ustawaj w tej pracy ani na dzień. Zabijaj grzech, gdyż inaczej on zabije ciebie. To, że jesteś praktycznie martwy z Chrystusem, że zostałeś ożywiony wraz z nim, nie zwalnia cię od tej pracy. Zbawiciel mówi nam jak Ojciec postępuje z każdą latoroślą która trwa w nim i wydaje owoce, czyli z każdą prawdziwą i żywą latoroślą: „oczyszcza, aby wydawała owoc jeszcze obfitszy” (J 15:2). Przycina ją, nie w ciągu jednego czy dwóch dni, lecz dopóki jest latoroślą na tym świecie. Apostoł mówi nam w jaki sposób żyje: „umartwiam ciało moje i ujarzmiam” (1 Kor 9:27). Czynię to, mówi, codziennie; jest to praca mego życia; nie zaniedbuję jej, to jest moje zadanie. Skoro więc umartwianie było codzienną pracą i zajęciem Pawła, który był o wiele bardziej ubłogosławiony łaską, objawieniami, radościami, przywilejami i pociechami ponad zwykłą miarę przypadającą w udziale wierzącemu, jakże moglibyśmy być zwolnieni od tej pracy na tym świecie?

Powody takiego stanu rzeczy można pokrótce przedstawić następująco:

  1. Zamieszkujący w nas grzech przebywa w nas zawsze, dopóki jesteśmy na tym świecie i dlatego należy go zawsze umartwiać. Nie będę teraz zajmował się próżnymi, głupimi, dyletanckimi sporami o doskonałe przestrzeganie Bożych przykazań, doskonałość w tym życiu, całkowitą i doskonałą śmierć dla grzechu. Jest rzeczą więcej niż prawdopodobną, że ludzie wyznający te obrzydliwe poglądy nigdy nie poznali czego wymaga przestrzeganie choćby jednego Bożego przykazania, i na tyle im nie dostaje do doskonałości stopni, że nigdy nie osiągnęli doskonałości części w posłuszeństwie ani uniwersalnego posłuszeństwa w szczerości. Dlatego też w naszych czasach wielu z tych, którzy rozprawiają o doskonałości stało się mądrzejszymi i twierdzą, że doskonałość polega na tym, że nie zna się już różnicy pomiędzy dobrem a złem. Nie dlatego, że są doskonali w rzeczach, które nazywamy dobrem, lecz dlatego, że dla nich wszystko jest jednakowe, a ich doskonałością jest wyżyna nieprawości. Inni, którzy znaleźli nową drogę do doskonałości poprzez odrzucenie istnienia habitualnego (zamieszkującego w nas) grzechu pierworodnego i łagodzenie duchowości zakonu Bożego by dostosować go do cielesnych serc, odkrywszy wystarczająco wyraźnie, że nie znają życia Chrystusa ani jego mocy w wierzących, nadęci w swych cielesnych umysłach wynaleźli nową sprawiedliwość, nieznaną ewangelii.

My zaś, którzy nie ośmielamy się być mądrzejsi ponad to, co napisano, ani – jak to jest w zwyczaju innych – nie chlubimy się tym, czego Bóg nie wykonał dla nas, mówimy, że dopóki żyjemy na tym świecie habitualny grzech żyje w nas do pewnego stopnia i w pewnej mierze. Nie ośmielamy się twierdzić, że już osiągnęliśmy doskonałość ani że już jesteśmy doskonali. (Flp 3:12) Nasz wewnętrzny człowiek ma odnawiać się każdego dnia dopóki żyjemy tutaj (2 Kor 4:16); a w miarę odnawiania się nowego człowieka, stary człowiek starzeje się i zanika. Dopóki żyjemy na ziemi „poznanie nasze jest cząstkowe” (1 Kor 13:12), a zalegające ciemności stopniowo ustępują w miarę naszego wzrostu w poznaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa (2 P 3:18). Ciało pożąda przeciwko Duchowi, abyśmy nie czynili tego, co chcemy (Ga 5:17) i dlatego jesteśmy niedoskonali w swym posłuszeństwie oraz w naszym kroczeniu w światłości (1 J 1:8). Mamy „ciało śmierci” (Rz 7:24); z którego jesteśmy wybawieni nie inaczej jak przez śmierć naszego ciała (Flp 3:21). Teraz, kiedy naszym obowiązkiem jest umartwianie i uśmiercanie grzechu, musimy wykonywać tę pracę dopóki grzech zamieszkuje w nas. Kiedy ten, kto ma za zadanie zabić wroga, przestaje uderzać zanim wróg umrze, wówczas wykonuje swą pracę jedynie połowicznie (Ga 6:9; Hbr 12:1; 2 Kor 7:1).

  1. Grzech nie tylko zamieszkuje nieustannie w nas, lecz także nieustannie działai pracuje by wydać owoce – uczynki ciała. Kiedy grzech pozostawi nas w spokoju, wówczas i my możemy zostawić go w spokoju. Ponieważ jednak grzech nigdy nie zostawia nas w spokoju, a szczególnie wtedy, kiedy wydaje się, że tak jest, zaś jego wody są w największej części głębokie wtedy, kiedy są spokojne, tak i nasze działania przeciwko niemu winny być zawsze i w każdych okolicznościach żywe, nawet przy najmniejszym podejrzeniu.

Grzech nie tylko zamieszkuje w nas, lecz „zakon w członkach” naszych wciąż walczy „przeciwko zakonowi uznanemu przez umysł” (Rz 7:23); a Bóg „zazdrośnie pożąda Ducha, który w nas mieszka” (Jk 4:5). Grzech nieustannie pracuje, „ciało pożąda przeciwko Duchowi” (Ga 5:17). Pożądliwość ustawicznie kusi by począć grzech (Jk 1:14). W każdym moralnym działaniu jest zawsze albo skłonność do zła, przeszkadzanie temu, co dobre, lub zakłócanie społeczności z Bogiem w duchu. Grzech skłania ku złu: „Czynię zło, którego nie chcę” mówi apostoł (Rz 7:19). Dlaczego tak jest? „Ponieważ we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro.” Grzech stara się nie dopuścić dobra: „Nie czynię dobra, którego chcę” (werset 19). Z tego samego powodu albo nie czynię dobra, albo nie czynię go tak, jak powinienem. Wszystkie święte rzeczy które czynię są zanieczyszczone tym grzechem. „Ciało pożąda przeciwko Duchowi, abyście nie czynili tego, co chcecie” (Ga 5:17). Dlatego też grzech ten wpływa negatywnie na naszego ducha i nazwany jest grzechem, „który tak łatwo nas usidla” (Hbr 12:1). Stąd bolesne skargi Apostoła Pawła w Liście do Rzymian (Rz 7). Tak więc grzech zawsze działa, zawsze poczyna, zawsze zwodzi i kusi.

Któż może powiedzieć, że wykonał coś z Bogiem bądź dla Boga, w czym zamieszkujący w nim grzech nie miał udziału i nie skaził tego dzieła? Grzech będzie starał się przez całe nasze życie w mniejszym bądź większym stopniu wykonywać swą pracę. Jeśli więc grzech nieustannie działa, a my nie będziemy go nieustannie umartwiać, to będziemy zgubieni. Z pewnością upadnie w walce ten, kto stoi spokojnie pozwalając bez oporu swym wrogom podwajać zadawane mu ciosy. Skoro grzech jest zwodniczy, czujny, silny i zawsze działa, by sprowadzić zgubę na nasze dusze, a my będziemy ospali, zaniedbywali swe obowiązki i na tyle głupi, by przyzwalać na swą zgubę, to czyż możemy się spodziewać jakiejś pociechy? Każdego dnia albo grzech krzyżuje nasze plany albo my udaremniamy jego plany, albo my pokonujemy grzech albo grzech pokonuje nas. Będzie tak przez cały czas, dopóki żyjemy na tym świecie. Tego, kto może doprowadzić grzech do poddania się i do złożenia broni w tej walce mogę zwolnić z tego obowiązku — jeśli grzech oszczędzi go w jakimkolwiek dniu w dowolnym obowiązku (pod warunkiem, że wie czym jest duchowa strona posłuszeństwa przykazaniom oraz zna przewrotność grzechu). Niech wtedy taki człowiek powie swej duszy: „Duszo, odpocznij sobie” i niech odpocznie od tego obowiązku. Święci, których dusze wołają o uwolnienie od trapiącego ich wewnętrznego buntu wiedzą, że jedynym zabezpieczeniem przed tym buntem jest nieustanna walka.

  1. Grzech nie tylko zmaga się, pracuje, buntuje, kłopocze i nęka. Pozostawiony samemu sobie, gdy nie jest nieustannie umartwiany, rodzi ciężkie, obrzydliwe, skandaliczne i niszczące duszę grzechy. Apostoł mówi nam, jakie są jego uczynki i owoce: „Jawne są uczynki ciała, mianowicie cudzołóstwo, wszeteczeństwo, nieczystość, rozwiązłość, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, herezje, zazdrość, morderstwa, pijaństwo, biesiady i tym podobne” (Ga 5:19-21). Wiecie jakie owoce wydał w Dawidzie oraz wielu innych.

Grzech zawsze zmierza ku najgorszemu. Za każdym razem, kiedy powstaje, aby kusić czy zwodzić, zmierza do dojrzałości w swej najgorszej postaci gdyby tylko pozwolono mu swobodnie działać. Każda nieczysta myśl bądź spojrzenie, gdyby pozwolono im swobodnie rozwijać, byłyby cudzołóstwem. Każde pożądliwe pragnienie prowadziłoby do ucisku innych, a każda myśl niewiary do ateizmu. Ludzie mogą dojść do takiego stanu, kiedy nie słyszą grzechu wypowiadającego gorszące słowa w sercu, to znaczy nakłaniającego ich do ciężkiego grzechu budzącymi zgorszenie słowami. Jednak każde podejście pożądliwości, gdyby pozwolono jej rozwijać się zgodnie ze swą naturą, prowadziłoby do szczytu łajdactwa. Pożądliwość jest niczym grób — nigdy nie jest zaspokojona. Tutaj okazuje się wielka zwodniczość grzechu, dzięki czemu zdobywa ludzi doprowadzając ich do zatwardziałości, a przez to do zguby (Hbr 3:13). Pierwsze zamysły i propozycje grzechu są jak gdyby skromne. Kiedy jednak dzięki nim zyska w sercu człowieka miejsce, wówczas nieustannie umacnia się na tym terenie i napiera by dalej się rozwijać.

To nowe działanieoraz napór do przodusprawia, że dusza nie zwraca zbytniej uwagi na początkowy etap odejścia od Boga. Myśli najpierw, że wszystko to jest obojętne i że jest dobrze skoro grzech dalej się nie rozwija. Na tyle, na ile dusza jest nieczuła na grzech, to znaczy nie ma takiego zrozumienia grzechu, jakiego wymaga ewangelia, na tyle jest zatwardziała. Jednak grzech wciąż prze naprzód, a ponieważ nie ma żadnych granic zmierza do całkowitego odrzucenia Boga oraz stawienia mu oporu. To, że zmierza do osiągnięcia swej najwyższej formy stopniowo, umacniając grunt jaki już zyskał poprzez zatwardziałość serca, nie wynika z jego natury, ale z jego zwodniczości.

Jedynie umartwianie grzechu może powstrzymać ten proces. Umartwianie prowadzi do usychania korzeni grzechu, uderza w istotę grzechu w każdej godzinie zawsze odpierając zamysły grzechu bez względu na ich cel. Nawet najlepsi święci muszą dokładać starań by umartwiać swe grzechy. Gdyby tego zaniechali, wpadliby w wiele obrzydliwych grzechów, w jakie wpadli inni.

  1. Jest to główny powód, dla którego dany nam jest Duch oraz nowa natura — abyśmy mieli pierwiastek, dzięki któremu możemy opierać się grzechowi i pożądliwości. „Ciało pożąda przeciwko Duchowi”. Dobrze, i co dalej? „Duch zaś pożąda przeciwko ciału” (Ga 5:17). Duch, czyli nowa duchowa natura posiada naturalną skłonność do działania przeciwko ciału, ciało zaś przeciwko duchowi (2 P 1:4–5). To właśnie udział w boskiej naturze zapewnia nam ucieczkę przed skażeniem, jakie jest na tym świecie poprzez pożądliwość. Istnieje zakon umysłu (Rz 7:23), a także zakon w członkach ciała. Kiedy dwóch walczy ze sobą, wówczas najbardziej niesprawiedliwą i nierozsądną rzeczą na świecie jest pozwolić jednemu związać przeciwnika by nie mógł walczyć z całą swą siłą, a jednocześnie atakować związanego do woli. Drugą najgłupszą rzeczą na świecie jest wiązać tego, kto walczy o nasze wieczne zbawienie a pozwalać swobodnie działać temu, kto zamierza i gwałtem próbuje ściągnąć na nas wieczną zgubę. Walka toczy się o nasze życie i o nasze dusze. Niewykorzystywanie Ducha i nowej natury do codziennego umartwiania grzechu jest lekceważeniem wspaniałej pomocy danej nam przez Boga do walki przeciw naszemu największemu wrogowi. Jeśli zaniechamy używania tego, co otrzymaliśmy, Bóg może sprawiedliwie powstrzymać swą rękę i nie dawać nam więcej. On daje nam swe łaski i dary abyśmy je wykorzystywali, ćwiczyli się w nich, obracali nimi. Zaniedbywanie codziennego umartwiania pożądliwości to grzech przeciwko dobroci, uprzejmości, mądrości, łasce i miłości Boga, który dał nam pierwiastek do umartwiania.
  2. Zaniedbywanie tego obowiązku prowadzi duszę do stanu zupełnie przeciwnego niż ten, w jakim była dusza Apostoła Pawła (2 Kor 4:16): „choć zewnętrzny nasz człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem”. W przypadku tych, którzy zaniedbują umartwianie jest na odwrót — człowiek wewnętrzny niszczeje, a zewnętrzny odnawia się każdego dnia. Grzech jest jak dom Dawida, a łaska jak dom Saula. Ćwiczenia i sukces to dwaj główni protektorzy łaski w sercu, kiedy jednak pozwala jej się leżeć spokojnie, wówczas łaska więdnie i zanika, a jej rzeczy są bliskie śmierci (Obj 3:2), zaś grzech zyskuje grunt prowadząc do zatwardziałości serca (Hbr 3:13). Chcę przez to powiedzieć, że zaniedbywanie obowiązku umartwiania powoduje usychanie łaski oraz rozkwit pożądliwości, a stan serca coraz bardziej się pogarsza i sam Pan wie jakie straszne owoce wydała pożądliwość w życiu wielu ludzi.

Grzech kruszy kości duszy kiedy zyskuje znaczne zwycięstwo wskutek zaniedbywanie umartwiania (Ps 31:10; 51:8), czyniąc człowieka słabym, chorym i bliskim śmierci (Ps 38:3–5), tak że nie może spojrzeć w górę (Ps 40:12; Iz 33:25). Kiedy biedne stworzenia przyjmują cios za ciosem, ranę za raną, cięcie za cięciem, nigdy nie dając silnego odporu, to czy mogą spodziewać się czegoś innego poza większą zatwardziałością z powodu oszustwa grzechu oraz wykrwawieniem się duszy na śmierć? (2 J 1:8) To smutne, kiedy codziennie widzi się straszne skutki zaniedbania umartwiania. Czyż nie widzimy tych, których znaliśmy jako pokornych chrześcijan o skruszonych sercach, wrażliwych i uważnych, by nie zgorszyć innych, gorliwych dla Boga i wszystkich jego dróg, jego sabatów i przykazań, jak poprzez zaniedbywanie czuwania i wykonywania tego obowiązku stają się coraz bardziej światowi, cieleśni, zimni, napełnieni gniewem, postępującymi tak, jak ludzie i rzeczy tego świata na pohańbienie religii, wystawiając na straszne pokusy tych, którzy ich znają? Prawda jest taka, że prawdziwe ewangeliczne umartwianie prawie zanikło u nas, przedstawiane z jednej strony w surowości i upartości ducha, co jest w przeważającej części światowe, legalistyczne, krytykanckie, stronnicze, związane z  gniewem, zazdrością, złośliwością i pychą, a z drugiej wśród pozorów wolności, łaski, i sam nie wiem czego jeszcze. O tym powiem więcej później.

  1. Naszym obowiązkiem jest „doskonalenie świętości w bojaźni Bożej” (2 Kor 7:1); codzienne „wzrastanie w łasce” (1 P 2:2; 2 P 3:18); „ustawiczne odnawianie naszego wewnętrznego człowieka” (2 Kor 4:16). Nie może to mieć miejsca bez codziennego umartwiania grzechu. Grzech kieruje swą moc przeciwko każdemu świętemu czynowi oraz poziomowi, do jakiego dorastamy. Niech ten, kto nie stąpa po gardłach swych pożądliwości nie myśli, że w jakikolwiek sposób wzrasta w świętości. Kto nie zabija grzechu na swej drodze, ten nie podejmuje żadnych kroków aby dotrzeć do celu. Kto nie znajduje żadnego oporu ze strony grzechu i nie przykłada się w każdej okoliczności do jego umartwiania, ten żyje w pokoju z grzechem, nie umiera dla grzechu.

Taka jest pierwsza generalna zasada naszej rozprawy: Bez względu na wyjednane umartwienie, jeśli wolno mi tak mówić, każdego grzechu na krzyżu Chrystusa; bez względu na prawdziwy fundament uniwersalnego umartwiania założony w naszym pierwszym nawróceniu się do Boga, przez przekonanie o grzechu, upokorzenie z powodu grzechu i zasadzeniu nowego pierwiastka przeciwnego grzechowi i niszczącego grzech — pomimo tego grzech pozostaje, działa i wykonuje swe dzieło w wierzących dopóki żyją na tym świecie. Nieustanne, codzienne umartwianie grzechu jest nałożonym na nich obowiązkiem przez wszystkie dni ich życia.

Zanim przejdę do omówienia kolejnej zasady, muszę jednak poskarżyć się na wielu dzisiejszych wyznawców, którzy zamiast wydawać wspaniałe i oczywiste owoce umartwiania, jakich się od nich oczekuje, ledwo rodzą liście. Rzeczywiście ludzie tego pokolenia otrzymali wiele światła, a wraz z tym przekazano im wiele darów duchowych, które z pewnymi innymi czynnikami w cudowny sposób powiększyły grono wyznawców i granice wyznania; gdyż zarówno rzesze wyznawców jak i znajomość religii znacznie się powiększyły. Dlatego też słyszymy na każdym rogu ulicy rozmowy o religii oraz obowiązkach religijnych, mamy obfitość kazań i to nie takich jak dawniej, czyli pustych, lekkich i trywialnych, ale takich, które są w dużej mierze duchowym darem. Gdyby mierzono ilość wierzących światłem poznania, darami i wyznaniem, to Kościół mógłby mieć powód, by powiedzieć: Kto mi zrodził tych wszystkich? (Iz 49:21)

Jeśli jednak wierzących będzie się liczyć na podstawie tego, czy posiadają tę wielką łaskę, wyróżniającą chrześcijan od innych, to prawdopodobnie stwierdzicie, że wcale nie jest ich tak wielu. Gdzie jest chociaż jeden wyznawca, który zawdzięcza swe nawrócenie obecnym dniom światłości, rozmawiając i wyznając swą wiarę w takiej mierze duchowości, jaką niewielu wcześniej znało (ja nie chcę tutaj ich osądzać, być może chlubią się tym, co Pan w nich uczynił), nie dając tym samym dowodu, iż ma serce nieumartwione? Jeśli próżnowanie, bezczynność, trwonienie czasu bez pożytku w różnych miejscach, zazdrość, kłótnie, spory, niezdrowe ambicje, gniew, pycha, światowość serca, samolubstwo są oznaką chrześcijan, to tych oznak mamy w sobie i wśród siebie w obfitości. A jeśli tak jest w przypadku tych, którzy posiadają wiele światła, które, jak się spodziewamy, jest światłem zbawczym, cóż powiemy o niektórych z tych, którzy chcieliby być uznani za religijnych, a jednak gardzą światłem ewangelii, zaś o obowiązku, o jakim teraz mówimy, nie wiedzą nic ponad to, że polega on na odmawianiu sobie czasem zewnętrznych radości (co jest przecież tylko jednym z najbardziej zewnętrznych przejawów umartwiania grzechu), co zresztą i tak rzadko praktykują? Oby dobry Pan zesłał ducha umartwiania by wyleczyć nas z naszych duchowych chorób, gdyż inaczej stan nasz będzie pożałowania godny.

Każdy wyznawca, który nie umartwia grzechu w swym sercu popełnia dwojakie zło: przeciw samemu sobie oraz przeciw innym.

  1. Zło przeciwko samemu sobie.Bez względu na stwarzane pozory człowiek takilekceważy grzech,a przynajmniej codzienne grzechy wynikające ze słabości. Nieumartwianie wynika z akceptacji grzechu, przyswojeniem go sobie bez uczucia gorzkości w sercu. Kiedy człowiek tak utwierdzi swe wyobrażenia o łasce i miłosierdziu, że chłonie i trawi codzienne grzechy bez poczucia gorzkości, wówczas jest zatwardziały poprzez oszustwo grzechu i bliski zamiany łaski Bożej w rozpustę. Trwanie w takim postępowaniu to największy na świecie dowód zwodniczości i zepsucia serca. Wykorzystywanie dla poparcia grzechu:
  • krwi Chrystusa przelanej dla naszego oczyszczenia (1 J 1:7; Tyt 2:14),
  • wywyższenia Chrystusa, którego celem jest darowanie nampokuty(Dz 5:31),
  • doktryny o łasce, która naucza nas, by zapierać sięwszelkiej bezbożności(Tyt 2:11–12),

jest buntem, który w konsekwencji skruszy kości. Tymi drzwiami odeszło od nas w obecnych czasach większość wyznawców, stając się odstępcami. Na krótko większość z nich była przekonana o swych grzechach i na mocy tego przekonania wykonywali obowiązki religijne i wyznawali wiarę. Przez poznanie Pana naszego Jezusa Chrystusa uciekli przed skażeniem jakie jest na świecie (2 P 2:20). Jednak poznawszy naukę ewangelii znużyli się wykonywaniem obowiązku, do którego nie mieli serca i zaczęli tolerować w sobie różnorodne zaniedbania porzucając naukę o łasce. Kiedy już to zło opanowało ich, szybko stoczyli się na swą zgubę.

  1. Postępowanie takie wywiera zły wpływ na innych z dwóch powodów:

(i) Powoduje w innych zatwardziałość rodząc w nich przekonanie, że są w tak samo dobrym stanie co najlepsi wyznawcy. Wszystko co widzą w takich ludziach jest tak zanieczyszczone zaniechaniem umartwiania, że nie ma dla nich żadnej wartości. Mają pewną gorliwość dla religii, lecz towarzyszy temu brak wstrzemięźliwości i sprawiedliwości we wszystkich dziedzinach życia. Sprzeciwiają się rozrzutności, ale mają w sercu świat; oddzielają się od świata, ale żyją całkowicie dla siebie samych, nie troszcząc się o to by okazywać miłość i łagodność na ziemi. Prowadzą duchowe rozmowy, a są próżni; mówią o społeczności z Bogiem, a postępują pod każdym względem jak świat; chlubią się z przebaczenia swych grzechów, a nigdy nie przebaczają innym. W taki sposób owi biedacy utwierdzają w zatwardziałości swe nieodrodzone serca.

(ii) Zwodzą innych sprawiając, że wierzą, że jeśli dojdą do ich stanu, to będzie z nimi dobrze. W ten sposób czymś normalnym staje się wielka pokusa zyskania dobrego imienia w religii, z którą się zmagają. Mogą dojść znacznie dalej niż oni, a mimo to nie posiądą życia wiecznego. Ale o tych rzeczach jak i o całym złu postępowania bez umartwiania grzechu powiem później.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here